ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Studia na pełny etat, czyli co się wydarzyło na warszawskim panelu dyskusyjnym

29 IV 2023

Studia na pełny etat, czyli co się wydarzyło na warszawskim panelu dyskusyjnym

Tekst jest częścią pierwszego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.

27 kwietnia 2023 r. — to właśnie tego dnia wydarzył się panel dyskusyjny, zorganizowany przez Warszawskie Koło Młodych Inicjatywy Pracowniczej. Na wydarzeniu pojawiło się bardzo duże grono zainteresowanych tematem, głównie studentów. Panel dotyczył przede wszystkim sytuacji studenta na rynku mieszkaniowym i warunkach do nauki. Chciałabym przedstawić najważniejsze wnioski i fakty, które wspólnie udało się nam określić na minionym spotkaniu.

Przede wszystkim, bardzo wartościowa była różnorodność, jaką zaprezentowali prelegenci (Paula Macioszek, Weronika Parfianowicz, Jarosław Urbański, Gabriela Wilczyńska). Każdy z nich studiował w innych czasach, bo w latach 80’, 2000 i obecnie. To bardzo dobrze pokazało, jak na przestrzeni lat zmienił się model oraz idea bycia studentem. Urbański, który studiował w latach 80’, wyjaśnił, że w jego czasach studiowanie nie było nacechowane niczym innym poza nieodpartą chęcią zdobywania i poszerzania wiedzy. Co prawda, zdarzali się mężczyźni, którzy zdecydowali się na kontynuację nauki ze względu na możliwość nieprzystąpienia do obowiązkowej służby wojskowej, jednak nigdy to nie była to aktywność, która miała zapewnić w przyszłości pracę i zawód, a wiedzę i doświadczenie. W każdym razie, możliwości studentów były zupełnie inne. Nie obarczała ich konieczność podejmowania pracy, chyba że w sezonie wakacyjnym, kiedy nie odbywały się zajęcia. Dzięki temu mogli swój czas w stu procentach poświęcić nauce. Studenci chętnie brali udział i pomagali w badaniach oraz akademickich wydarzeniach. Ich wkład, w przeciwieństwie do dzisiejszych czasów, był doceniany, bo nie tylko ich aktywność liczyła się do stypendiów, ale także otrzymywali drobne zapłaty za pomoc przy badaniach. Sytuacja mieszkaniowa również miała się nieco lepiej. Studenci mieszkali tak samo jak my w wynajmowanych stancjach czy pokojach, jednak opłaty za nie były niższe i lepiej dostosowane do możliwości studenta.  

Uniwersytety w latach 2000 wyglądały już nieco inaczej. Studenci zaczęli powoli kierować swoją edukacją z myślą o przyszłej pracy. Nie mieli już także tyle czasu na naukę, część studentów podejmowała się dodatkowych prac, żeby zarobić parę groszy.  Wszystko zależało od możliwości rodzin, na ile były w stanie wesprzeć finansowo młodego człowieka. Studenci zaczynali mieć coraz mniej czasu i chęci, aby brać aktywny udział w działalnościach uniwersyteckich. Mimo wszystko studia nadal były czasem aktywnym i ukierunkowanym chęcią zdobywania wiedzy.

W ten sposób płynnie przechodzimy do dzisiejszych warunków i możliwości studenta. Studia, przede wszystkim, nie są już traktowane jako możliwość poszerzania horyzontów, ale przede wszystkim zdobywania kwalifikacji i papierów ułatwiających znalezienie dobrze płatnej pracy w przyszłości. Mimo że stypendia socjalne są przyznawane studentom, to warunki ekonomiczne jakie trzeba wykazać w dochodach na osobę w rodzinie, są na tyle niskie, że niewielu studentów jest w stanie je uzyskać. Jeśli chodzi o stypendia naukowe, to brane są pod uwagę osiągnięcia naukowe i sportowe, ale działalność społeczna już niestety nie. Koszty najmu i życia w dużych miastach są już na tyle wysokie, że studenci zostali pochłonięci wirem pracy oraz studiów na pełny etat. Z zajęć do pracy, z pracy na zajęcia, czasami brakuje czasu, żeby dobrze się przygotować do zaliczeń, a gdzie jeszcze znaleźć chwilę na udział w badaniach i projektach naukowych. To wszystko sprawia, że okres studiów przestaje być najlepszym czasem w życiu człowieka, a jedynie czymś, co należy przetrwać i po czym będzie już tylko lepiej, bo z obowiązków nauki i pracy zostanie jedynie praca. Aktualny model uniwersytetów w żaden sposób nie wspiera studentów. Praktyki, badania, projekty. To wszystko wykładowcy narzucają studentom na wszystkich zajęciach, a kiedy tylko ośmielisz się powiedzieć, że nie masz czasu, bo musisz pracować, słyszysz, że decydując się na studia dzienne, praca nie jest wymówką. Z kolei, kiedy powiesz, że nie stać cię na opłacenie studiów władze uniwersyteckie powiedzą Ci, że przecież możesz iść do pracy.   

Najważniejszym i najdłużej omawianym aspektem okazała się sytuacja i warunki dotyczące domów studenckich na polskich uniwersytetach. W Poznaniu jest to ostatnio bardzo głośnym i szeroko komentowanym tematem ze względu na plany zamknięcia domu studenckiego Jowita należącego do UAM. Akademik oferuje miejsce ponad 300 studentom, a także udostępnia miejsca hotelowe, zapewnia samorządowi studentów siedzibę oraz miejsce spotkań. Ze względu na jego lokalizację, jaką jest ścisłe centrum, nie tylko umożliwia mieszkańcom szybki i sprawny dojazd w każdą część Poznania, ale także ma bardzo dużą wartość, przez co pojawia się zainteresowanie działkami ze strony inwestorów i deweloperów. Jako jedna z delegatek na czwartkowym panelu miałam przyjemność opowiedzenia o tej sytuacji oraz w jaki sposób reagują poznańscy studenci. Władze UAM tłumaczą konieczność sprzedaży ze względu na niespełniane wymogi oraz złe warunki, jakie oferuje akademik. Jednak czy Jowita naprawdę wygląda tak źle na tle innych akademików?

Mieszkańcy domów studenckich, jakie oferuje Uniwersytet Warszawski, narzekają na o wiele gorsze warunki, między innymi dziury w podłogach. Jeśli przyjrzymy się szerzej sprawie domów studenckich, to okaże się, że większość uniwersytetów w całym kraju od wielu lat nie buduje nowych akademików, a co gorsza, nawet nie dba o te, które już stoją. Domy studenckie są coraz droższe, a władze uniwersyteckie nie dbają o ich standard. Takie usterki jak dziury w podłogach czy zniszczone materace są niedopuszczalne. Uniwersytety od przynajmniej 30 lat nie budują nowych domów studenckich. Jak doskonale wiemy, UAM w październiku oddaje nowy dom studencki na Morasku, jednak jest on jedynie zastępczy, ponieważ władze podjęły równocześnie decyzję o zamknięciu Jowity. Na Uniwersytecie Warszawskim budowa nowego domu studenckiego jest nadal w fazie planów. Podobnie wygląda sytuacja w Krakowie. Część akademików oferuje relatywnie dobre warunki, ale nadal pozostają te, które pozostawiają wiele do życzenia. Uniwersytet Warszawski chwali się faktem, że nie odmówili miejsca w akademiku żadnemu studentowi, trudno się jednak dziwić, że nie ma wielu chętnych, skoro oferują niski standard w wysokich cenach. 

Wiele do życzenia pozostawia również postawa samorządów studenckich, które w kwestiach ważnych i spornych pozostają bierne. Tworzą one obraz organizacji, które za dofinansowanie wyjazdów i integracji zgodzą się na wszystko, o co poprosi rektor. Na ostatnim posiedzeniu parlamentu UW głosowano nad zwolnieniem przewodniczącego z funkcji. Zarzucono mu bójki, złe reprezentowanie samorządu swoją postawą oraz niewyjaśnioną sytuację zaginionych ok. 13 tysięcy zł z budżetu samorządu. Nazywamy samorząd studentów niezależnym, ale jakim cudem ma on faktycznie takim być, skoro nawet jeśli spojrzymy do ustawy o szkolnictwie wyższym i nauce z 2018 r. zobaczymy, że paragraf o samorządzie studentów jest niejasny, a jego podpunkty przeczą sobie, bo jak samorząd ma być niezależny, skoro na wszystkie działania, jakie podejmuje, potrzebna jest mu zgoda oraz finansowanie ze strony władz uniwersyteckich. Nie dziwmy się, że samorządy milczą w ważnych dla studentów sprawach, bo są tego uczeni od swoich poprzedników.

Samorządy działają tak już od wielu lat i zbudowane są strachem przed faktem, że jeśli przeciwstawią się władzom rektorskim, te odetną im finansowanie na planowane przez nich przedsięwzięcia.

Łatwiej jest pozostać biernym i nie wypowiadać się, skoro nikt ich nie wywołuje do tablicy. Może czas najwyższy zastanowić się nad sensem istnienia samorządów oraz co można zrobić, aby zaczęły one faktycznie działać w imieniu studentów.

To, z czego wszyscy musimy zdać sobie sprawę to fakt, że władze uniwersyteckie, nie tylko w Poznaniu, ale w całym kraju dopuszczają się wyprzedawania publicznych zasobów i budynków, zaniedbują aktualne domy studenckie oraz nie zwiększają ilości miejsc poprzez budowanie nowych akademików. Studenci pozostają bierni, bo władze od dawna nie chcą ich słuchać, a wszelkie próby konstruktywnych rozmów z nimi traktują jako niestosowny atak ze strony studentów. Walka o DS Jowita, która trwa już od ponad miesiąca, jest niesamowicie ważna nie tylko ze względu na utrzymanie samego budynku, ale będzie ona stanowiła swego rodzaju przykład, pokazujący, w jaki sposób można działać i rozmawiać z władzami, a także uświadomi władze uniwersyteckie, że ich działania nie są niezauważalne i muszą się liczyć z protestami ze strony studentów w takich sytuacjach.

Dlatego właśnie tak ważne jest, aby dać o integrację międzyuniwersytecką, ponieważ wielu z nas może sobie nawet nie zdawać sprawy ze skali problemu. 

Studia, nauka, konieczność pracy na etatach po godzinach, złe warunki mieszkaniowe, ogromne koszty wynajmu pokoi i mieszkań na prywatnym rynku, brak miejsc lub złe warunki w publicznych domach studenckich – z tym wszystkim muszą się na co dzień zmagać studenci w całym kraju. Pamiętajmy, że nauka powinna być dostępna i darmowa dla każdego. Gwarantuje nam to konstytucja, a uniwersytet to nie jest firma, która ma zarabiać na studentach, a instytucja, która ma o nich dbać i umożliwiać jak najlepsze warunki do nauki dla wszystkich.  

 

Paula Macioszek 

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja