Student na śmieciówce nie myśli o nauce
19 VI 2023 19 czerwca 2023
Tekst jest częścią pierwszego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.
Powiedzieć, że w Poznaniu jest problem z mieszkaniami, to nie powiedzieć nic. Zdaje się, że wszyscy zdajemy sobie sprawę w jak fatalnej sytuacji się znaleźliśmy. Czynsze najmu oferowane przez właścicieli prywatnych mieszkań znacznie przekraczają możliwości ludzi utrzymujących się z pracy. Jeszcze przed wojną w Ukrainie polskie miasta trafiły do czołówki światowego rankingu pod względem największego wzrostu czynszów w relacji do pensji. To, w połączeniu z postępującym uśmieciowieniem warunków pracy oraz rosnącą inflacją, pogłębia kryzys społeczny, który bezpośrednio przekłada się na sytuację studentek i studentów.
Kto nie pracuje, ten nie je
Włóżmy między bajki ckliwe historie o tym, jak studia rozwijają, że to najlepszy okres życia i przedłużenie młodości. Dla większości z nas studia to nieustanna harówa: z domu na studia, ze studiów do pracy, z pracy do domu i tak w kółko. Żyjemy jednocześnie w dwóch światach, staramy się utrzymać na studiach i w pracy, opanowaliśmy do perfekcji sztukę balansowania obowiązkami, pracami i zaliczeniami. W naszym pokoleniu niepracujący student to wymierający gatunek.
Większość z nas, aby utrzymać się na studiach, musi podejmować pracę, czasami dorywczą, często na pół etatu lub więcej. Pracujemy na śmieciowych umowach, jesteśmy tanią siłą roboczą, która napędza dużą część poznańskich lokali gastronomicznych i sklepów. Często nie posiadamy żadnych kwalifikacji i doświadczenia, jesteśmy grupą o zerowej sile przetargowej i pracodawcy to wykorzystują. Wiedzą, że jeden miesiąc bez wypłaty dzieli nas od totalnego bankructwa. Pracujemy, bo wiemy, że jak nie zapłacimy czynszu, to możemy pożegnać się ze studiowaniem. Wyzwaniem nie jest dostanie się na studia, a utrzymanie się na nich.
Uniwersytet nie jest dla biednych
Jednocześnie ceny mieszkań w Poznaniu drastycznie rosną. Żeby studiować, jesteśmy zmuszani do oddawania większości swojej wypłaty na prywatnym rynku najmu. Chcemy chociaż mieć dach, pod którym będziemy mogli w spokoju głodować. Alternatywą dla tego mogłyby być akademiki, jednak w Poznaniu jest to opcja jedynie dla 5% studiujących. Reszta z nas musi szukać szczęścia na OLX, wypatrując na horyzoncie pokoju poniżej tysiąca złotych.
A co ze stypendium socjalnym? Jeśli cię nie stać na studia, uczelnia na pewno ci pomoże, prawda? Niestety, nie jest to takie proste. Po pierwsze, najwyższy próg dochodowy do uzyskania stypendium to 1051 złotych, to oznacza, że wystarczy jeden pracujący rodzic w rodzinie, aby nie otrzymać tego świadczenia. Po drugie, stawki stypendium socjalnego są zdecydowanie za niskie i nie wystarczają często na pokrycie samych kosztów najmu, nie mówiąc o pozostałych wydatkach.
Czy student to pracownik?
Zabójcza kombinacja wysokich cen najmu, inflacji i śmieciowego zatrudnienia daje nam nowy rodzaj student

a rozbitego na dwa różne światy, zapracowanego, nie mającego czasu na naukę. Ma to negatywny wpływ nie tylko na studentów, ale również na sam uniwersytet. Czemu kampusy są opustoszałe po 16? Odpowiedź jest prosta: studenci zamiast rozwijać swoje zainteresowania, zasuwają na zmywaku.
Nie dziwi więc, że programy studiów tak ubożeją pod względem liczby godzin dydaktycznych. Jeśli mielibyśmy studiować tyle, co poprzednie pokolenia, a dodatkowo pracować na pół etatu, cały system by się zawalił.
Studencie, Jowita w centrum jest dla biznesmenów, dla pana mamy grilla na Morasku
Nie jest tajemnicą, że dobrostan studentów nie jest dla UAM-u priorytetem. Od lat władze spychają kwestie socjalne na dalszy plan. Od 30 lat uniwersytet nie poszerza zasobów mieszkaniowych, polegając dalej na infrastrukturze wybudowanej za PRL-u. Aż strach pomyśleć, gdzie byśmy mieszkali, gdyby nie komuna. Przestrzenie socjalne na uczelni zostały przejęte przez prywatne knajpy, akademiki wyprzedawane są prywatnym inwestorom. Zdaje się, że ta otwarta na studentów uczelnia jest jednak całkowicie zamknięta na ich potrzeby.
Jakub Straszewski
