ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Jak upadały publiczne stołówki w Polsce?

25 XI 2025

Jak upadały publiczne stołówki w Polsce?

Przywróćmy stołówki, wyślij apel do władz!

Historia stołówek studenckich to, jak dotąd, historia bez morału. Od stołówek odwrócili się w krytycznym momencie wszyscy – ówcześni rządzący, władze uczelni, a po części sami studiujący. Lokalom pozwolono powoli wygasać, co dodatkowo przyspieszyły szersze zmiany w prawie oraz konsumpcyjny głód kraju, który z wielkim entuzjazmem otwierał się na Zachód. Przywołując kilka kluczowych wydarzeń z tego okresu, odpowiadamy na pytanie z naszego wcześniejszego tekstu – gdzie się podziały stołówki? Przekonujemy, że stołówki dostały rykoszetem w obliczu zmian finansowania polskich uczelni. Czas przywołać ignorancję władzy w tej kwestii.

Na początku, zaznaczmy o jakich stołówkach mowa. Nie o bistrach, lokalach czy lunchomatach. Przywołujemy czasy powszechnych stołówek studenckich. Takie miejsca wpisywały się w szersze kampusowe życie, w których posiłek nie był karą czy rezultatem braku czasu na „coś lepszego”. W końcu był przystępny cenowo. Ten ostatni warunek wypełniał system dofinansowania posiłków. Od początku funkcjonowania normowanych prawnie stołówek studenckich, czyli lat 60. XX w., dopłaty były elementarnym punktem programu żywienia na uczelniach wyższych (równolegle z dopłatami do kwaterunku). Dlatego, stołówki stanowiły integralną część zaplecza socjalnego każdej uczelni. Niestety, w deregulacyjnym marszu polskiej nauki ku gospodarce rynkowej, przyszedł czas i na nie.

Jest rok 2003. Trwają intensywne prace środowiska akademickiego nad nową ustawą o szkolnictwie wyższym. Oprócz dostosowania polskiej nauki do realiów Unii Europejskiej główną motywacją jest dalsze wpędzanie polskich uczelni w samostanowienie, czyli uzyskania przez nie kolejnej dawki niezależności od ministerstwa. Zgoda co do tego była powszechna, ponieważ zarówno władze rektorskie, jak i ministerialne były skore do odejścia od centralnego modelu zarządzania nauką. Model ten swoją formę prawną przybrał w PRL-u, więc z definicji postrzegano go jako zły.

Choć dziś renesans barów mlecznych trwa w najlepsze, to 20 lat temu opinie o stołówkach były mieszane. Owszem, studenci masowo z nich korzystali, jednak spora część szukała czegoś więcej. Stołówki stały się nudne, oferując jedynie pożywny posiłek. Młodzi dorośli, dysponujący własnym portfelem, chcieli korzystać z mnóstwa otwierających się lokali gastronomicznych, które dostarczały, wraz z kaloriami, pewnego doświadczenia. Zachodniej marki, fastfoodowej formy, nowych smaków. Słowem: nowoczesność – coś przeciwnego do stołówek funkcjonujących „bez wyrazu”, nieprzerwanie od czasów ponurego PRL-u. Szczytem wolności jednostki miał być teraz racjonalny wybór na rynku usług gastronomicznych. Przywołajmy wypowiedź polityczki:

Studenci wyszli bowiem z założenia, że wolą dostać pieniądze do ręki i nikt im nie będzie mówił, gdzie mają je wydawać1.

Tak tłumaczyła nadchodzącą nowelizację Danuta Grabowska, ówczesna posłanka rządzącego SLD, sprawozdawczyni prac komisji sejmowej w tym obszarze. W mediach tamtego okresu przebąkiwały jedynie niekonkretne, choć jak zawsze pełne animuszu wypowiedzi samorządów studenckich:

Tej sytuacji nie można tak zostawić!2

– grzmiał ówczesny przewodniczący samorządu UJ.

Mimo sprzyjających trendów konsumenckich wiadome było, że zabranie z kampusu ciepłego i taniego posiłku nie spodobało się tym, którzy z niego korzystali. W artykułach z tego czasu możemy na przykład przeczytać:

Jeśli odbiorą mi refundację, a obiady, jak słyszałam, podrożeją o 100% - jestem co miesiąc 140 zł „w plecy”3.

Tak, po uchwaleniu ustawy i począwszy od nowego roku akademickiego, obiady podrożały średnio o 100%. Część skierowała się do barów mlecznych, wciąż działających z dopłatami, by stołować się po znośnej cenie. Same stołówki ratowały się na różny sposób. Część podniosła po prostu ceny, część szukała innych źródeł zarobku bądź starała się obniżać koszty. Niestety, po kilku latach ze stołówek nie zostało praktycznie nic. W ciągu 4 lat uczelnie w Polsce zanotowały 10-krotny spadek korzystających ze stołówek. W 2007 ostały się już tylko pojedyncze, z cenami bliskimi tych rynkowych. W 2008 temat wraca jeszcze na chwilę na komisji sejmowej, za sprawą przedstawiciela doktorantów. Postuluje on przywrócenie celowego funduszu na akademiki i stołówki. Wtóruje mu nawet przedstawiciel związkowy. Są jednak przez polityków ignorowani. Politycy wymijająco wskazują, że istnieje fundusz remontowy dla uczelni4. Słyszymy ten głos oficjeli do dziś. Przecież istnieje specjalny fundusz, wystarczy, że uczelnia złoży wniosek. To, że nawet pół akademika czy stołówki nie powstanie z całego funduszu, jaki rocznie przeznacza ministerstwo, nie jest już tak istotne.

Skoro więc zmiana odbyła się na poziomie ministerialnym, ciałem powołanym do walki z nią jest przecież Parlament Studentów RP. I faktycznie, ten interweniował, uczestnicząc w komisji senackiej i proponując poprawkę do ustawy tuż przed jej wejściem w życie w 2005 roku. Jednak podobnie jak jego starszy kolega 3 lata później, przedstawiciel interesu studentów spotkał się z wymijającą odpowiedzią. Politycy zdawali nie przejmować się głosem kogoś, kto nie przejawiał żadnej szansy w stawieniu oporu.

Co ważne, nawet krytyczna postawa rektorów niczego nie dała. Przestrzegali w mediach o rychłym końcu stołówek i jego konsekwencjach. Podpisali się pod wspomnianą poprawką ustawy wnioskowaną przez Parlament Studentów RP. Ostatecznie jednak wizja własnego folwarku wynikająca z zapowiadanych zmian prawnych okazała się bardziej kusząca niż dobrostan studiujących.

Skąd jednak tak niepopularny pomysł odbierania pieniędzy stołówkom? Takiego bezpośrednio nie było. Zmiana była szersza, a stołówki padły jej ofiarą. Punktem wyjścia był problem zidentyfikowany przez Najwyższą Izbę Kontroli w 2003 roku. Przeanalizowano, że uczelnie przeznaczały nieproporcjonalną część środków na stypendia naukowe z tzw. funduszu pomocy materialnej dla studentów. Każda uczelnia indywidualnie decydowała, ile pieniędzy przeznaczy na studentów z dobrymi wynikami, a ile na studentów ubogich. Skutkowało to często stypendiami socjalnymi niższymi niż te naukowe. W odpowiedzi na ten raport rządzący nie zdecydowali się na dofinansowanie systemu, lecz na jego „racjonalizację”. Postanowiono rozbić stary, szeroki fundusz pomocy materialnej, którego początki sięgają jeszcze 1958 roku, definiujący pomoc bardzo szeroko:

§ 1. Pomoc materialną dla studentów stanowią: 1) stypendia: a) zwyczajne i fundowane, b) premie zwyczajne i specjalne premie naukowe, 2) nagrody okresowe, 3) nagrody za uzyskanie dyplomu z wyróżnieniem, 4) zasiłki losowe, 5) zasiłki zwrotne dla dyplomantów, 6) zasiłki rzeczowe, 7) uprawnienia do korzystania z domów i stołówek studenckich, 8) zasiłki rodzinne, 9) dopłaty do kwater5.

Co więc zrobiono? Nowe przepisy, które weszły w życie w 2005 roku, zawęziły pojęcie „pomocy materialnej” wyłącznie do świadczeń bezpośrednich, jak stypendia. Jednocześnie finansowanie stołówek zepchnięto do ogólnej subwencji uczelni, gdzie musiały konkurować o środki np. z pensjami kadry. Trzeba też pamiętać, że w tamtych latach liczba studentów gwałtownie rosła, a rząd nie zwiększył proporcjonalnie nakładów budżetowych. Zabezpieczono więc tylko absolutną podstawę (stypendia), a o reszcie zapomniano – w tym o dopłatach do akademików i stołówek. Przewodniczący komisji senackiej, Marian Żenkiewicz, potwierdził tę logikę wprost, odpowiadając przedstawicielowi PSRP:

Wprowadzenie dodatkowych form pomocy na pewno nie zwiększy puli środków, która na tę pomoc jest przeznaczona. Czyli jeżeli wprowadzilibyśmy dofinansowanie stołówek czy akademików, to odbierzemy pieniądze przeznaczone na inne cele6.

Dwadzieścia lat później wciąż walczymy z postępującym zwijaniem usług publicznych. Studentki są na końcu łańcucha pokarmowego polskiej nauki. Dlatego cięcia w pierwszej kolejności skierowane były na nich. Prorocze okazały się słowa kierowniczki stołówki z Politechniki Radomskiej:

Stołówkę zlikwidować jest bardzo łatwo, ale jeśli raz się ją zamknie, to już się jej nie odbuduje7

Musimy przeciwstawić się wektorowi zmian. Potrzebne są nowe środki na zapewnienie podstawowych warunków do studiowania. Wierzymy, że rektorzy polskich uczelni z nich skorzystają, wiedząc, jak witalną funkcję życia uczelni spełnia zapewnienie odpowiedniego żywienia dla jej studentów i pracowników. Dzięki naszym działaniom jeszcze w tym roku Ministerstwo ma zaproponować stołówkowy fundusz celowy. Najważniejsze teraz to nie powtórzyć błędów studenckich oficjeli – stawiać uczelnie oraz polityków w stan kryzysu, jeśli znowu postanowią zagrać po swojemu i wycofać się z płonnych obietnic.

Piotr Parulski


[1] https://echodnia.eu/radomskie/zacy-wola-zapiekanki/ar/8212238
[2] https://www.ppr.pl/wiadomosci/edukacja/studenci-wracaja-do-barow-mlecznych-111277
[3] https://wiadomosci.wp.pl/koniec-akademikow-6031217085424769a
[4] https://orka.sejm.gov.pl/Biuletyn.nsf/0/FF66B93994FCD9EEC12573EC0037F869?OpenDocument
[5] https://sip.lex.pl/akty-prawne/dzu-dziennik-ustaw/pomoc-materialna-dla-studentow-szkol-wyzszych-16788884
[6] https://ww2.senat.pl/k5/KOM/KNE/2004/126nes.pdf
[7] https://echodnia.eu/radomskie/zacy-wola-zapiekanki/ar/8212238

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja