Cyrk na sejmowej Komisji Edukacji i Nauki
15 VI 2026 15 czerwca 2026
We wtorek 9 czerwca uczestniczyliśmy w posiedzeniu sejmowej Komisji Edukacji i Nauki. Posiedzenie zostało zwołane dzięki współpracy z kołem parlamentarnym Razem. Na agendzie był tylko jeden punkt:
Informacja Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie zapewnienia studentom i studentkom dostępu do tanich, pełnowartościowych posiłków na uczelniach w szczególności informacja na temat prac nad programem finansowania publicznych stołówek na uczelniach, umożliwiającym sprzedaż posiłków po cenach niższych od cen rynkowych, do powołania którego pani wiceminister Karolina Zioło-Pużuk zobowiązała się po strajku studentów Uniwersytetu Warszawskiego. Program miał zostać przedstawiony do końca 2025 roku.
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie wysłało ministra Marcina Kulaska, ale to nikogo nie dziwi. Kulasek spędza dnie na autopromocji w mediach społecznościowych, bo kariery kończyć w 2027 roku nie zamierza. Nie pojawiła się wiceministra Zioło-Pużuk – na jej Instagramie można było znaleźć informację, że tego dnia była w Krakowie, gdzie wspierała koleżankę z rządu, która właśnie ogłosiła swoją kandydaturę na urząd prezydenta stolicy Małopolski. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Kto przyszedł reprezentować resort? Wiceminister Marek Gzik – ten od słynnych „badanek” – i zapewnił nas, że nigdy w historii Polski nie studiowało się lepiej.
Czego chcemy i dlaczego
Postulat funduszu stołówkowego nie jest awangardową zachcianką. To odpowiedź na systemowe zacofanie polskich uczelni w zakresie infrastruktury socjalnej. Dla przykładu: Uniwersytet Jagielloński, druga co do wielkości uczelnia w Polsce, z budżetem rzędu 2 miliardów złotych i 35 tysiącami studentów, nie dysponuje ani jedną publiczną stołówką. Sytuacja na Uniwersytecie Warszawskim jest podobna. To właśnie na UW sprawa nabrała ostatnio szczególnej wyrazistości za sprawą BUWBARu, czyli 15-letniej dzierżawy lokalu na rzecz prywatnego operatora Victoria SPV2. Zamiast publicznego zaplecza gastronomicznego dla studiujących i pracujących na uczelniach, do dyspozycji są prywatne biznesy, których celem jest zarabianie, nie zaspokajanie potrzeb.
Postulat jest prosty: państwowy fundusz celowy, który umożliwiałby uczelniom tworzenie i utrzymanie sieci publicznych, tanich stołówek. Ten mechanizm byłby odpowiedzią na trwającą od 2005 roku kapitulację państwa w obszarze, który niegdyś był jego oczywistą domeną.
Propozycję takiego programu MNiSW miało przedstawić do końca 2025 roku. Zwróciliśmy się z zapytaniem o stan prac nad programem jeszcze w grudniu 2025 r. Od tego momentu rozmowy de facto zerwano – odwoływano spotkania i nie odpowiadano na korespondencję. Sytuacja zmieniła się dopiero… pod wpływem upierdliwego upominania się na platformie X (dawniej Twitter). Wtedy zaproszono nas na spotkanie, na którym wiceministra broniła „etycznego outsourcingu” i tłumaczyła, że ustawa o szkolnictwie wyższym nie pozwala jej na finansowanie stołówek. To ta sama ustawa, której nowelizację resort zapowiada od dawna.
Warto przypomnieć, że w grudniu 2023 r. zwróciliśmy się z apelem o zmianę treści artykułu ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce ograniczającego wolność strajkową i konsultacje na ten temat ze związkową stroną studencką. Bezskutecznie.
Opresyjna kaszanka i żarty – przebieg posiedzenia
Przyszliśmy przygotowani – mieliśmy opracowania, dane i pytania. Część z nich nie mogła zostać przedstawiona – przewodnicząca Szumilas (Koalicja Obywatelska) narzuciła limity czasowe i osobowe, które skutecznie uniemożliwiły stronie społecznej pełne zabranie głosu. „Dyskusja” przebiegła błyskawicznie, bez merytorycznej wymiany.
Wiceminister Gzik pochwalił się „pogłębioną ankietyzacją” przeprowadzoną przez MNiSW. Problem w tym, że chodzi o formularz Google zlecony Parlamentowi Studentów RP bezkosztowo – rok temu, nie w ostatnim czasie – na który odpowiedziały zaledwie 69 uczelni, przy czym każda inaczej rozumiała pojęcie „stołówka". Jak to możliwe, że rząd, zamiast zbierać oficjalne dane, korzystając z ogromnych zasobów, outsourcuje tak istotne zagadnienie na PSRP? Gzik wspomniał też o pilotażu na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, o którym mówiono już rok temu.
To oznacza, że odpowiedź na pytanie, co się przez ten rok wydarzyło, brzmi: nic.
Reszta posiedzenia obfitowała w treści bardziej rozrywkowe niż merytoryczne. Padły żarty, że „pełny brzuch nie sprzyja studiowaniu”. Posłowie przypomnieli, że sami studiowali bez stołówek – lub cierpieli przez wybór posiłków w stołówkach. Znaczna część pięciominutowych wystąpień poświęcona została pingpongowi o przynależność do PiS lub PO. Kiedy pozwoliliśmy sobie zauważyć, że parlamentarzyści studiowali w innej rzeczywistości i zapominają, co umożliwiło im wspięcie do władzy, zostaliśmy upomnieni, że powinniśmy „uczyć się kultury dyskusji”. Od kogo? Nie wiemy. Wiemy tyle, że niektórzy bardzo nie lubią przypominania im, że czas płynie.
Na żadne z pytań MNiSW tak naprawdę nie odpowiedziało, a całość posiedzenia trwała absurdalnie krótko. W końcowym wystąpieniu Gzik wyjaśnił, że uczelnie nie mają miejsca na stołówki, bo budują laboratoria. Dziwnym trafem dla ajentów miejsce się znajduje.
Bonus: minister finansów o publicznych stołówkach
Po posiedzeniu komisji wpadliśmy na ulicy Wiejskiej na ministra finansów, Andrzeja Domańskiego. Minister finansów oświadczył, że myślał, że MNiSW dysponuje funduszem stołówkowym. Pozostaje zapytać: czy w tym rządzie ktoś ze sobą rozmawia?
Domański powspominał też pozytywnie stołówki i pośmiał się z BUWBARu. Dla polityków stołówki to wspomnienie – przyjemne bądź też nie – ale dla nas to kwestia tu i teraz. Wiceministra Zioło-Pużuk pouczała niedawno na platformie X, żeby brać odpowiedzialność za państwo. Czekamy, aż sama da przykład i porozmawia z kolegami z rządu zamiast ograniczać się do „przekonywania rektorów”.
Ciąg dalszy nastąpi
Walka o fundusz stołówkowy nie toczy się na komisjach, na których stronie społecznej odlicza się czas jak na debacie oksfordzkiej. Rząd zadowolił się rolą obserwatora własnej polityki – i to takiego, który nie słucha zbyt uważnie. Na szczęście my słuchamy.
