ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Większość osób nie wie, co robi samorząd. Rozmowa ze studentem Uniwersytetu Warszawskiego 

22 VII 2026

Większość osób nie wie, co robi samorząd. Rozmowa ze studentem Uniwersytetu Warszawskiego 

Tekst jest częścią dziesiątego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.

Kuba Mleczko: Pierwsze pytanie będzie rozgrzewkowe – chciałbym, żebyś powiedział, co Ci się kojarzy z określeniem: kultura komunikacji na uczelni.

Kostek Biernacki: Mi się kojarzy z pewną strukturą przekazywania informacji i tworzenia kultury wymiany informacji. Informowanie o tym, że są zespoły studenckie, które gdzieś tam grają, że są wystawy, na które można przyjść…

Skupmy się na konkretnie samorządzie studenckim – jak oceniasz sposób, w jaki samorząd wydziałowy i samorząd centralny komunikują się ze studentami i studentkami?

Jeśli chodzi o samorząd wydziałowy – to zależy od wydziału. Są wydziały, gdzie samorządy są naprawdę strasznie do dupy. Na niektórych wydziałach ludzie nawet nie wiedzą, że taki samorząd istnieje.

Słyszałem wiele takich historii o, przykładowo, osobach z WPiA, które nie wiedzą nic o samorządzie Wydziału Prawa. Jeśli chodzi o samorząd mojego wydziału [Wydziału Socjologii – przyp. red.], w porównaniu z innymi samorządami komunikacja jest lepsza, ale również nie jest świetna. Mieliśmy w tym temacie nawet całą aferę parę miesięcy temu – to była skomplikowana historia. Ostatecznie prawda jest taka, że na moim wydziale komunikacja jakkolwiek istnieje. Da się cokolwiek przekazać RSS-owi [Radzie Samorządu Studentów – przyp. red]  i cokolwiek z RSS-ów idzie do innych. 

Dla mnie pożądany poziom komunikacji to taki, na którym każdy z nas wie o istnieniu samorządu i każdy z nas ma gdzieś tam z tyłu głowy, że może się z nim skontaktować w różnych sprawach – bez jakiegoś wstydu czy zakłopotania. To byłaby taka, nazwijmy to, „utopijna” wizja komunikacji. Jesteśmy jednak od niej daleko.

Opowiedziałeś o samorządach wydziałowych. A co z samorządem centralnym? Jak wygląda komunikacja z nimi? 

Jeśli chodzi o Zarząd Samorządu Studentów, to jest w ogóle do dupy. Większość osób nie wie, czym jest Parlament Studentów i nie wie, co to ZSS. Przede wszystkim nikt nie wie, co faktycznie robi samorząd centralny. Jedyne wydarzenie, o którym ludzie wiedzą, to Juwenalia. Poza tym żadne ważne rzeczy nie są ogłaszane. 

Patrz, teraz „Indeks” [restauracja, która dzięki działaniom Inicjatywy zostanie przekształcona w klub studencki – przyp. red.] idzie z powrotem w ręce studentów. Większość ludzi o tym nie wie. Samorząd wrzucił stanowisko na Facebooka, ale prawie nikt tego nie zobaczył. Ludzie wiedzą to głównie dlatego, że czytają stronę struktur młodzieżowych Inicjatywy Pracowniczej – ale to też przecież jest mniejszość. Większość osób pewnie też nie wie, czym jest „Indeks”! Wielokrotnie tłumaczyłem kolegom, że to są te schodki w dół na prawo przy bramie głównej. 

Ważne informacje nigdy nie idą ze strony Zarządu Samorządu Studentów. Studenci nie wiedzą, co się dzieje, a ZSS nie ma ochoty o czymkolwiek informować. Dla nich ważniejsze są Juwenalia albo jakieś gównowarte mini-eventy.

Naprawdę, tylko eventy?

Gdyby prześledzić Facebooka samorządu, to możemy zobaczyć, że tak naprawdę wysyłają ciągle informacje o tej jednej imprezie.

Hej, będą Juwenalia!, Hej, są Juwenalia!, Hej, skończyły się Juwenalia!

Dodatkowo znajdziemy informacje o rzeczach typu: koncercik, rozdajemy kawkę, a tutaj się uczymy sex ed, czy coś w tym stylu.

Ale tematy takie jak prywatyzacja, bieżące walki, „hej, Indeks wraca w nasze ręce!” nie są poruszane. O otwarciu BUWBAR-u [o restauracji premium więcej w dziale Co słychać w ruchu studenckim? – przyp. red.] samorząd też nie informował. Może to akurat chcieli zamieść pod dywan? W każdym razie – kwestie socjalne, które są najważniejszymi sprawami, o których samorząd powinien informować, nigdy nie są przez nich poruszane. Zero. Nigdy. Nic.

Jaki jest teraz główny kanał komunikacji najczęściej używany przez samorządy?

Messenger i Facebook na 100%, widzę to wszędzie. Wszystkie RSS-y mają Facebooka, niektóre nawet wcale nie prowadzą Instagrama. Dużo informacji jest przekazywanych przez grupki na Messengerze. To nie jest dobry sposób komunikacji. On po prostu nie działa.

Uważam, że Facebook jest straszny. Przecież prawie nikt z nas nie korzysta z Facebooka! Ludzie zaczynają korzystać teraz z Facebooka głównie dlatego, że to jedyne miejsce, gdzie mogą znaleźć informacje o jakichś wydarzeniach. Jeśli chodzi o Messengera – możesz wysłać wiadomość do wszystkich naraz. Nieważne, gdzie ktoś jest – jeśli odczyta messengerową konwersację, to otrzyma daną informację. Tylko problem z Messengerem jest taki, że masz tutaj milion wiadomości. I weź się teraz domyśl, która dotyczy Twojego wydziału. Wiele osób ma podobnie – ważne informacje gubią się w tym szumie. To jest ten problem. Wiadomo, że to jest lepsze niż nic. Ale to się miesza z całą resztą informacji dotyczącą znajomych, rodziny, świata, etc. 

Jak wyobrażałbyś sobie idealną komunikację na linii samorząd – studenci?

Powiem tak – dla mnie wyznacznikiem, że faktycznie komunikacja wreszcie działa, byłaby sytuacja, w której  samorząd opublikowałby wiadomość, a ja otrzymałbym ją z niedużym opóźnieniem. Fajnie byłoby też widzieć, że ludzie – na przykład na papierosie – rozmawiają o tym, co napisał samorząd. Przepływ informacji musi być organiczny. Chciałbym, żeby osoby, których w ogóle nie znam, które nie działają w samorządzie wydziałowym, centralnym, ani nigdzie indziej, od razu wiedziały, co się dzieje. 

Czy nigdy nie zdarzyło ci się dostać ważnej informacji „z życia uczelni” w zwykłej rozmowie?

Właśnie wczoraj miałem taką sytuację. Ludzie teraz dużo gadają o sytuacji z BUWBAR-em. Spędzam większość mojego dnia w bibliotece. Gdy wczoraj wyszedłem na papierosa, usłyszałem, że właśnie o tym rozmawiają studenci – a w sumie to narzekają. Ba, słyszałem nawet jak ochroniarze o tym gadali! 

Mówisz, że wszyscy ci ludzie dowiedzieli się o BUWBAR-ze od siebie nawzajem?

I widzisz – to jest ciekawe. Zauważyłem, że nie wiedzieli o tym do momentu, w którym „Wyborcza” nie opublikowała pierwszego artykułu. To się zaczęło przez media roznosić. A ja chciałbym zobaczyć sytuację, w której studenci o bieżących sprawach wiedzą, zanim trafią one do mediów. O takich kwestiach powinny informować też samorządy, szczególnie Parlament Studentów i Zarząd Samorządu, a nie tylko związkowcy z Inicjatywy Pracowniczej.

Jak myślisz, co musi się wydarzyć, żeby ludzie dowiadywali się o takich sytuacjach jak BUWBAR przed artykułami ze stołecznej „Wyborczej”?

Po pierwsze, samorząd centralny musi zdać sobie sprawę z problemu w komunikacji. Oni widzą, że ten problem istnieje, ale go nie rozumieją. Wielu samorządowców uważa, że studenci mają te wszystkie informacje w dupie. Nie żartuję. Rozmawiałem  z wieloma samorządowcami – oni naprawdę mówią mi, że nie da się zainteresować studentów takimi kwestiami. Ale przecież człowiek dopiero może się zaangażować w jakąś sprawę, gdy o niej wie!

Dobrze byłoby bieżące informacje komentować. Na przykład, powiedzieć, co wypowiedzenie umowy z najemcą „Indeksu” oznacza dla studentów i studentek UW. Drugą kwestią byłoby utworzenie stref informacji studenckich. Widziałbym też sens dobrze spopularyzowanej, ogólnostudenckiej gazety. To plan maksimum, ale można też robić małe kroki. Na moim wydziale zainicjowałem powstanie tablicy korkowej przeznaczonej na informacje od RSS-u, kół naukowych i zwykłych studiujących chcących coś przekazać. Mam nadzieję, że będzie to miejsce, do którego możesz podejść i zdobyć wszystkie ważne informacje. 

To nie musi być tylko tablica korkowa – to byłby absurd. Dlaczego nie stworzyć porządnego forum dotyczącego uniwersytetu? Takie miejsce w internecie, gdzie wchodzisz i znajdujesz bez problemu informacje posortowane na tematy czy działy. Teraz musisz grzebać po różnych kontach wydziałów i samorządów, żeby wreszcie znaleźć coś, co cię interesuje. 

To zdecydowanie monumentalna wizja, ale mogąca przynieść pozytywne zmiany. Zbliżamy się do końca naszej rozmowy, czy chciałbyś jeszcze coś dodać?

W tym wszystkim jest ostatnia, najtrudniejsza ze wszystkich rzecz. To, co jest potrzebne do tworzenia sprawnej komunikacji, to zaangażowanie ludzi od dołu. Wiesz – tworzenie gazet, newsletterów, albo nawet fizycznych przestrzeni studenckich. Taki pomysł nie ma szans powodzenia bez moderacji ze strony zaangażowanych studentów i studentek.

Trudno jest znaleźć takich ludzi, ale to możliwe. Jest to w chuj trudne, ale da się to osiągnąć. Jak znajdzie się ludzi, którzy chcą się realnie angażować i którzy następnie zaczną tworzyć takie strefy, będziemy mieć wszystko, co potrzebne.

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja