ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Dlaczego nie samorząd?

6 VI 2024

Dlaczego nie samorząd?

Tytułowe pytanie często powraca w dyskusjach o związkowym ruchu studenckim. Koła młodych Inicjatywy Pracowniczej zrzeszają już kilkaset osób w dziewięciu miastach uniwersyteckich. Rok po publikacji pierwszego numeru Alarmu, zorganizowana społeczność studencka stopniowo zaczyna być brana pod uwagę w polskiej polityce i debacie medialnej. Dlaczego zatem przez ponad trzydzieści lat od transformacji, przez czas, w którym odebrano nam już niemal wszystko, co umożliwiało studiowanie (stołówki, akademiki, stypendia socjalne) nasi ustawowi reprezentanci milczeli? Dlaczego milcząco przyzwalali na ciągłe zaciskanie pasa, zaniedbywanie kluczowej infrastruktury uczelni czy jej prywatyzację? Dlaczego przez te lata nie podjęto ani jednego strajku studenckiego? Dlaczego to właśnie związki zawodowe są w stanie przełamać ten bezruch?

Niezależność

Samorządy, mimo że wywodzą się z oddolnych, nieformalnych organizacji walczących o uznanie praw studenckich do niezależnego zrzeszania się w czasach PRL, dziś są zblatowane ze strukturami władz uczelni. Są formalnie rozpoznawaną stroną w procedurach (np. delegują senatorów oraz elektorów) i otrzymują na każdej uczelni sowite budżety mierzone w setkach tysięcy złotych rocznie. Ich przywileje są jednak w dużej mierze zależne od sympatii władz uczelni. Sprawia to, że samorządowi włodarze są często wyraźnie nadgorliwi w wyrażaniu swojego bezkrytycznego poparcia dla finansujących ich rektorów. Samorządy czerpią swoje środki, a więc władzę, z góry, więc nic dziwnego, że nie czują presji, by wspierać czy organizować oddolne protesty. Samorządowcy regularnie opisują związkowców i związkowczynie jako ekstremistów i zadymiarzy, oskarżając nas, o ironio, o podważanie ich ustawowego monopolu na strajk i reprezentację studentów, który ich poprzednicy musieli również wywalczyć siłą. Prawda jest zgoła inna. To studenckie związki zawodowe są głosem pokrzywdzonych studentów i jedyną gwarancją sprzeciwu wobec samodzierżawia rektorów i samorządów. W związkach zawodowych członkostwo jest dobrowolne, a nie narzucone ustawą, a ich finanse opierają się na składkach członkowskich, co umożliwia podejmowanie odważnych działań bez obaw o odcięcie środków

Akcja bezpośrednia

Na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć, że związkowcy i samorządowcy nominalnie stawiają sobie ten sam cel – reprezentację interesów społeczności studenckiej przed władzami. Podczas gdy ci pierwsi prowadzą kampanie polityczne, rozklejając plakaty, rozdając ulotki, organizując demonstracje i okupacje, tworząc wokół swoich postulatów szum medialny, ci drudzy toną w gąszczu procedur i posiedzeń. Mało który student w ogóle wie, czym zajmuje się jego samorząd, którego w teorii – czy tego chce, czy nie – jest częścią. Wszystkie robią jednak z grubsza to samo, czyli bawią się w wielką politykę. Nowelizują swoje regulaminy, powołują zarządy, przeprowadzają wybory, dywagują nad tym, czy do sprostowania można zgłosić jeszcze jedno ad vocem. Co roku studenckie parlamenty obradują nad obsadzeniem setek nic nieznaczących stanowisk i prowadzą zaciekłe, wielogodzinne dyskusje, które nie prowadzą do rozwiązania żadnego z realnych problemów dotykających przeciętnej studentki i studenta. Nawet jeśli któryś z samorządów przyjąłby sobie za cel nakłonienie władz do budowy nowego akademika, zwyczajnie nie posiada on skutecznych narzędzi nacisku. Samorząd może wydać opinię lub napisać pismo, jednak najprawdopodobniej spotka się z odpowiedzią, że pieniędzy nie ma i nie będzie. Dopiero, jeśli takie żądanie wysunie organizacja, która stwarza realne zagrożenie wizerunkowe dla władz, stanie się ono wykonalne – lub choćby wzięte pod uwagę. Powiedzenie nie da się kilku studentom za zamkniętymi drzwiami jest łatwe i zazwyczaj zamyka rozmowę, lecz ten sam wybieg zastosowany przed setką zdenerwowanych ludzi domagających się swoich praw pod rektoratem nie ma żadnej mocy. 

Polityczność

Zarówno samorząd, jak i związek są organizacjami politycznymi, jedyną różnicą są pozory, które stwarza ten pierwszy. Samorząd, nazywany przez nas młodzieżówką rektoratu, za wszelką cenę stara się prezentować jako byt apolityczny, rozsądny i pełny zatroskanych społeczników: organizujących juwenalia, od czasu do czasu zbiórki dla potrzebujących czy  rozdających breloczki. Przynajmniej taki obraz działalności większości samorządów można zbudować sobie, śledząc ich aktywność w mediach społecznościowych. Jego prawdziwa rola w życiu uczelni jest jednak czysto polityczna – za każdym razem, gdy uczelnie sprzedają akademik, czy podwyższają opłaty za warunek, samorządy mają prawo wydać opinię, by potem władze mogły odhaczyć punkt: skonsultowano ze studentami. Zwykle opinie te sprowadzają się do wyrazów zatroskanego potakiwania nad słusznością rektorskich słów o ekonomicznej konieczności sprzedaży czy zamknięcia. Czasem jednak samorządowcy pokazują swoją prawdziwą twarz, aktywnie próbując pacyfikować wszelkie wyrazy sprzeciwu. Przytoczmy słynne już stanowisko Parlamentu Studentów RP z 14 grudnia 2023: Rozumiejąc intencje protestujących studentek i studentów, chcemy podkreślić, że nieodpowiednie formy wyrażania postulatów mogą prowadzić do napięć oraz zakłóceń w życiu akademickim, które mają wpływ na funkcjonowanie wszystkich studentek i studentów. Po rozmowach z przedstawicielami samorządów studenckich działających w ośrodkach akademickich w całej Polsce wiemy, że protesty w domu studenckim „Jowita” oddziałują negatywnie na społeczność studencką. Czy rzeczywiście jest to głos większości polskiej społeczności studenckiej, czy garstki łasych na zaszczyty potakiwaczy?  

Narzędzia na przyszłość

Zaangażowanie w różne formy organizacji od zawsze było istotnym aspektem życia studenckiego, a postawy i poglądy nabyte w tym wieku nierzadko definiują nasze dalsze życie. Kultura organizacyjna reprezentowana przez samorząd to kultura feudalna, gdzie celem końcowym jest mityczny networking i miejsce przy jednym stole z dorosłymi. Jest to nagroda przynależna najbardziej godnym zaufania działaczom – dobry samorządowiec ma cechy dobrego podwładnego. Działanie w związku to nauka warta o wiele więcej niż fikcyjne kursy do eksponowania na swoim profilu w LinkedIn. Są to regularne, konstruktywne dyskusje na temat dalszych działań, skuteczny podział pracy, czy codzienna agitacja na kampusach. Poprzez walkę na naszym własnym uniwersyteckim podwórku zyskujemy bezcenne doświadczenie siły zorganizowanej wspólnoty, dzięki któremu w przyszłości możemy przełamać bezruch społeczny i apatię na rynku pracy, rynku mieszkaniowym i w całej polityce. Wbrew temu, co mówią nam władze i samorządy, społeczność studencka zasługuje na akademiki, stołówki i wiele więcej, a państwo na to wszystko stać – wystarczy nie tracić miliardów złotych na dofinansowanie bankierów, deweloperów i najbogatszych. Potrzeba nam reorganizacji priorytetów ludzi u władzy, którzy ugną się jedynie pod naciskiem zorganizowanego, zdeterminowanego tłumu pod ich drzwiami. Nigdy nie będzie lepszego momentu na zaangażowanie się w walkę o nasze wspólne interesy!

 

Samorząd

Związek zawodowy

Zależny od finansowania dziekanów, rektorów i ministerstwa

Finansowany ze składek członkowskich

Biurokratyczny moloch z mgliście zdefiniowanymi celami

Oddolna organizacja oparta na zaangażowaniu członków i członkiń

Ukrywa swoją polityczność

Otwarcie polityczny

Nie posiada realnych kompetencji
w procesach decyzyjnych

Zmienia uczelnię na lepsze poprzez nacisk polityczny

Przyklaskuje zaciskaniu pasa studentom

Walczy o akademiki, stołówki i stypendia



Adam Ochwat

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja