Indeks wraca do studentów! Co to znaczy i dlaczego to nie koniec walki?
3 IV 2026 3 kwietnia 2026
Przez kilka dekad w piwnicy przy Krakowskim Przedmieściu 24, tuż za Bramą Główną Uniwersytetu Warszawskiego, zarabiała na turystach restauracja Indeks. Kotlet schabowy za sześćdziesiąt pięć złotych, wystrój nieodróżnialny od każdej innej knajpy w centrum europejskiej stolicy, żadnej oferty kulturalnej, żadnego programu, żadnej obecności studenckiej. W tym samym czasie umowa najmu, którą Topgastro sp. z o.o. podpisała z uczelnią, zobowiązywała firmę do przeznaczania co miesiąc ponad pięciu i pół tysiąca złotych na działalność kulturalną i do comiesięcznego raportowania tej działalności Zarządowi Samorządu Studentów UW. Dobre pół roku temu Dział Organizacji Zasobów Informacyjnych UW poinformował nas, że taka dokumentacja nie istnieje. Ani jeden raport, ani jedna złotówka rozliczona zgodnie z umową.
Teraz samorząd zażądał od kanclerza zerwania umowy z ajentem i przekazania lokalu społeczności studenckiej. Po miesiącach naszej walki, po apelach, po parlamentach studenckich, po artykułach i wywieraniu presji, coś drgnęło. Jest satysfakcja, ale i niedosyt.
Skąd się wziął Indeks?
Żeby zrozumieć, co się stało z piwnicą przy Bramie Głównej, trzeba cofnąć się kilkadziesiąt lat. W latach sześćdziesiątych powstał tu klub „Sigma" – jeden z klubów studenckich prowadzonych przez ówczesne struktury studenckie na UW. W latach 80. działały także Hybrydy, Proxima, czy Ubab. Były to miejsca, w których studiujący mogli organizować koncerty, wystawy, dyskusje filmowe, kabarety, inicjatywy polityczne i artystyczne. Kluby nie musiały na siebie zarabiać, bo ich celem nie był zysk, lecz budowanie wspólnoty.
W piwnicy przy Krakowskim Przedmieściu na przestrzeni lat działały między innymi: klub miłośników fantastyki, dyskusyjny klub filmowy, sekcja feministyczna, galeria sztuki studentów ASP, pierwsze w Polsce oficjalnie zarejestrowane środowisko LGBT skupione wokół organizacji „Różowy Trójkąt”. W 1989 roku rozpadające się Zrzeszenie Studentów Polskich udostępniło piwnicę działaczom tej organizacji, którzy przez kilka miesięcy prowadzili tam bar Cafe Fiolka – i właśnie w tym miejscu powołano Stowarzyszenie Grup Lambda, pierwszą oficjalnie zarejestrowaną organizację LGBT w Polsce. Jesienią tego samego roku lokal przejęło Niezależne Zrzeszenie Studentów. Niedługo potem, w wyniku homofobicznego ataku, środowisko LGBT musiało się z klubu w popłochu wynosić.
Potem była „Kontra", potem Akademickie Centrum Kultury Niezależnej „Giovanni”, potem chaos, wewnętrzne spory, problematyczna współpraca z prywatnym ajentem. W 1996 roku prasa donosiła: wobec takiej sytuacji samorząd postanowił przekazać całą działalność owemu ajentowi, który bardzo szybko przerobił ten klub na swój. Dziś nikt już nie pamięta o tradycji tego miejsca. To zdanie napisane prawie trzydzieści lat temu, jest wciąż aktualne. Nikt nie pamięta – albo nikt nie chce pamiętać. W latach dwutysięcznych do piwnicy wszedł Indeks, który po kilku zmianach ajentow zupełnie stracił swój klubowy charakter. Resztę znamy.
182 532 złote rocznie i ani jednego raportu
W marcu zeszłego roku ujawniliśmy, ile samorząd studencki zarabia na wynajmie piwnicy Topgastro: sto osiemdziesiąt dwa tysiące pięćset trzydzieści dwa złote i pięćdziesiąt jeden groszy rocznie. Jednocześnie umowa zobowiązywała najemcę do comiesięcznego programu kulturalnego i regularnego raportowania wydatków. Żadnego z tych obowiązków firma nie wypełniła. Samorząd przez rok nie kiwnął palcem. Pierwsza nasza interwencja odbyła się we wrześniu – bez odpowiedzi ze strony samorządu. Przyszliśmy na posiedzenie Parlamentu Studentów UW – bez zainteresowania. Przez lata, w których monopolistyczna organizacja w teorii reprezentująca studentów zarabiała na sprywatyzowanej przestrzeni studenckiej, nikt z jej władz nie zadał sobie pytania, czy może jednak warto coś z tym zrobić.
W wyniku naszej inicjatywy uchwałodawczej samorząd na ostatnich posiedzeniu PSUW zażądał jednogłośnie (!) od kanclerza zerwania umowy. Teraz sam deklaruje chęć stworzenia miejsca „ogólnodostępnego, funkcjonalnego i realnie odpowiadającego na potrzeby osób studiujących". Zapisujemy te słowa i będziemy do nich nieraz wracać.
Historia jako przestroga
Historia kultury studenckiej na UW jest w dużej mierze historią przegranych prywatyzacji i złych decyzji organizacyjnych, których konsekwencje odczuwamy do dziś. Po 1989 roku samorząd przejął słynną Proximę, ale ze względów formalnych nie mógł prowadzić tam legalnej działalności gospodarczej. Powołano więc Fundację Samorządu Studentów – potem przemianowaną na Fundację na Rzecz Studentów i Absolwentów „Universitatis Varsoviensis". Kilka lat później, w atmosferze skandalu, ze statutu fundacji usunięto zapisy o wyborze zarządu przez samorząd, w wyniku czego przeszła ona de facto na własność byłych działaczy. Efekt? Między innymi Proxima od dekad pozostaje w rękach byłych samorządowców z Wydziału Prawa, którzy regularnie otrzymują zastrzyki gotówki z publicznych środków. Dziś Proxima stoi obok ochockich akademików Żwirka i Muchomorka, a Agustin Egurrola zaprasza klientów do swojej ekskluzywnej szkoły tanecznej Egurrola Dance Studio.
To nie jest kolejna anegdota, którymi w środowiskach lewicowych sypiemy jak z rękawa. To, co spotkało nasze kluby, to przestroga i lekcja, z których powinnyśmy wyjmować wnioski, zamiast zamykać się w samorządowym realizmie. Ale to co, chcecie, żeby kanclerz tym zarządzał? Ale o co wam chodzi, przecież budynek już i tak należy do ZSS.
Nasze stanowisko jest jasne: nie chcemy, żeby piwnica przy Bramie Głównej stała się kolejnym półprywatnym folwarkiem, jakich w całym kraju wiele, miejscem zarządzanym przez wąską grupę działaczy bez rzeczywistego udziału szerszej społeczności studenckiej – jak ma to miejsce chociażby w Krakowie, gdzie na klubach uwłaszczyła sie m.in. Fundacja „Bratniak”.
Wyobraźmy sobie rzeczywistość wychodzącą poza dychotomię kanclerz – Zarząd Samorządu Studentów. Chcemy klubu studenckiego w prawdziwym sensie tego słowa – miejsca zarządzanego oddolnie, za którego funkcjonowanie odpowiada organ poświęcony tylko i wyłącznie klubowi (lub klubom), z programem kulturalnym odpowiadającym na rzeczywiste potrzeby, a nie na potrzeby organizacji, która ma akurat wolny termin w kalendarzu.
Najpierw Indeks, a potem wiele innych miejsc
Wywalczenie Indeksu – jeśli rzeczywiście do niego dojdzie – będzie pierwszym od dekad przypadkiem odzyskania sprywatyzowanej przestrzeni studenckiej na UW. To precedens, którego znaczenia nie można bagatelizować i z którego możemy być dumne. Udaje się przekonać uczelnię, że umowy z prywatnymi biznesami można wypowiadać, że przestrzeń publiczna nie musi na zawsze pozostawać w rękach ajentów, że tak po prostu jest to nie jest wystarczające uzasadnienie dla status quo.
Po Indeksie czas na Proximę obok akademików przy Żwirki i Wigury. Czas na Aromat na Wydziale Neofilologii. Czas na kawę w BUW-ie, która nie kosztuje dwudziestu złotych i nie pochodzi od globalnej sieci kawiarni zarabiającej na publicznej przestrzeni uczelni. Czas na stołówkę na Wydziale Fizyki, z którego ajent właśnie się wyniósł.
W związku z bieżącymi wydarzeniami zwracamy się do ZSS UW z następującymi pytaniami:
-
Jakie kroki – oraz kiedy – będą podejmowane ze strony UW w związku z pismem ZSS z 25 marca br.?
-
Czy ZSS planuje organizację otwartych spotkań o przyszłości klubu?
-
Czy istnieje wstępna koncepcja modelu zarządzania klubem?
Będziemy uważnie obserwować, co samorząd zrobi z piwnicą przy Bramie. Będziemy upominać się o klub z prawdziwego zdarzenia, nie o przestrzeń coworkingową. Będziemy organizować spotkania, na których każda zainteresowana osoba będzie mogła powiedzieć, czego chce od tego miejsca. Obserwujcie nasze media społecznościowe i dołączcie do nas – to, co teraz budujemy, jest zbyt ważne, żeby zostawić to wyłącznie w rękach samorządu.
W celu dołączenia do Warszawskiego Koła Młodych Inicjatywy Pracowniczej, wypełnij formularz.


