ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Indeks, kultura studencka i polski kapitalizm

13 I 2026

Indeks, kultura studencka i polski kapitalizm

W umowie najmu piwnicy w budynku Domu Studenta, czyli siedziby Zarządu Samorządu Studentów UW, zawartej w roku 2023 znalazło się kilka nietypowych punktów. Otóż firma Topgastro sp. z o.o., która prowadzi mieszczącym się w tym miejscu, od lat 2000. bar Indeks, zobowiązała się  do „współpracy z ZSS UW w zakresie prowadzonej przez najemcę działalności kulturalno-artystycznej” oraz „przedstawienia do 20. dnia każdego miesiąca propozycji programu kulturalno-artystycznego na kolejny miesiąc w porozumieniu z Zarządem”. Ponadto, w umowie lokal nazywany jest klubem studenckim! Umowa najmu, którą uzyskaliśmy od władz uczelni poprzez wniosek o informację publiczną, wskazuje na bogatą, a jednocześnie smutną historię tego miejsca, która udowadnia, że kultura studencka i wolny rynek nie idą w parze.

Jak to się stało, że przywykliśmy do stanu rzeczy, w którym słynny na cały kraj kampus centralny UW nie ma żadnego klubu studenckiego? Nie ma miejsca z tanimi napojami, przekąskami, a przede wszystkim z ofertą kulturalną dla studentów? Nie ma regularnych koncertów, wystaw, kabaretów, teatru studenckiego, nie ma nic. Prężnie działające koła naukowe na wielu wydziałach wskazują na to, że chęci i zainteresowanie jak najbardziej są – nie ma tylko przestrzeni, którą można by nazwać prawdziwie i wyłącznie „studencką”... A jednak. Okazuje się, że przez wiele lat to miejsce tętniło życiem. Uniwersytet chyba wstydzi się swojej „komunistycznej” historii i przez to nie pielęgnuje pamięci o własnej (słusznie minionej) kulturze studenckiej. Historia lokalu w podziemiu przy Krakowskim Przedmieściu toczy się już bowiem od kilkudziesięciu lat. Powstał on w latach 60. w odbudowanym po wojnie gmachu, który od początku był przeznaczony na cele studenckie. Od lat 70. mieścił się tu jeden z czterech klubów prowadzonych przez Socjalistyczny Związek Studentów Polskich UW, ówczesny odpowiednik samorządu (SZSP działało w latach 1973-82 jako substytut ZSP), działający pod nazwą „Sigma”. Tak, jeden z czterech! Były jeszcze Hybrydy, Proxima i Ubab, których upadek, a częściowo zawłaszczenie, to temat na przyszły, oddzielny tekst. Od 1978 w piwnicy funkcjonował Ośrodek Pracy Politycznej pod auspicjami Rady Uczelnianej ZSP, sekcja feministyczna, ośrodek dyskusyjny, później również klub miłośników fantastyki i Dyskusyjny Klub Filmowy. Na parterze działała od 1972 słynna Galeria „Brama”, gdzie można było oglądać przede wszystkim prace studentów z pobliskiej ASP. Do ciekawszych inicjatyw tamtych czasów należała wielka happeningowa rekonstrukcja X Zjazdu Rosyjskiej Partii Komunistycznej z 1921, który zbiegł się w czasie z powstaniem w Kronsztadzie. Podobno w wydarzeniu, które finalnie przeniesiono do Auditorium Maximum, uczestniczyło tysiąc studentów. Dość jednak gloryfikowania czasów słusznie minionych. Najciekawszy, a jednocześnie zupełnie zapomniany okres w historii lokalu przypadł na lata 1989-1996. W 1989 bowiem rozpadające się Zrzeszenie Studentów Polskich pozwoliło działacz(k)om studenckiej organizacji LGBT „Różowy Trójkąt” na prowadzenie tam baru „Cafe Fiolka”. 

Korzystne układy w ówczesnym zarządzie zsypu sprawiły, że „Sigma” otwarła swe podwoje dla gejów: w mikroskopijnych dwóch salach o powierzchni dużej toalety zorganizowano prawdziwe eldorado: dyskotekę i barek. Barek był więcej niż mały i prowadził wyszynk alkoholu bodaj niezupełnie oficjalny. Stała jednak za nim prawdziwa, żywa Fiolka Najdenowicz”.1

Przez kilka miesięcy „Sigma” posłużyła m.in. za miejsce powołania Stowarzyszenia Grup Lambda – pierwszej oficjalnie zarejestrowanej organizacji LGBT w kraju. Jesienią jednak, w wyniku nowego rozdania politycznego, rektor odebrał klub z rąk ZSP i przekazał go w ręce Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Podczas strajków studenckich związanych z rejestracją NZS w 1989, na dziedzińcu odbywały się punkowe koncerty, grano również w piłkę nożną. Wówczas jedyne wejście do piwnicy prowadziło z Małego Dziedzińca. Czasy jednak zmieniały się nieubłaganie (a w niektórych kwestiach raczej pozostawały takie same):

Jak wspomina jedna z bywalczyń: Pewnego wieczoru wpadły jakieś bojówki z kijami i usłyszeliśmy: „wypierdalajcie pedały”. Nie będziemy was dłużej tolerować! Tak więc Lambda nie doczekała się na Uniwersytecie momentu rejestracji (23 lutego 1990) i na początku lutego musiała przenieść się do klubu „Magister” w akademikach na ulicy Żwirki i Wigury, a na Uniwersytecie pozostał jedynie adres korespondencyjny (w Kancelarii Głównej, co również było przyczyną wielu kontrowersji) oraz punkt informacyjno-profilaktyczny zajmujący się głównie problemem AIDS.2

Ostatecznie i tam zaniechano działalności z uwagi na „nietolerancję okolicznego środowiska”.

Nasza piwnica otworzyła się pod nową nazwą – „Akademicki Klub Kultury Kontra”. Klub jednak nie otrzymywał żadnego finansowania z uczelni, a ze względu na zły stan lokalu i brak sprzętu nie mógł na siebie zarabiać. Remont sfinansowały zaprzyjaźnione wówczas „Hybrydy”, również wówczas pod częściową kontrolą NZS. W jednym z wywiadów czołowy działacz tak opowiadał o „Kontrze”: „Chcemy zaprezentować trochę inną, nieznaną raczej w Polsce, formułę klubu studenckiego [...] Nie będziemy organizować żadnych imprez od początku do końca. Jeśli znajdzie się ktoś z pomysłem, sponsor – proszę bardzo – rób imprezę. W odróżnieniu od np. modelu Hybryd nie są przewidziane jakieś szczególne struktury, regulaminy, członkostwo i coś, co możnaby nazwać »ekipą klubu«”. Niestety, jak nietrudno się domyślić, wizja działalności rodem ze skłotu miała małe szanse sukcesu ze względu na brak środków na profesjonalny sprzęt, brak odpowiedniej promocji klubu i repertuaru. Klub wobec tego szybko popadł w ruinę i został zamknięty po ok. 2 latach. 

Kapitalizm do interesującej nas piwnicy zawitał na dobre w roku 1992, i to w pełnej krasie. Jak donosiła wówczas Gazeta Wyborcza: „Nieczęsto zdarza się, żeby student architektury pisał pracę dyplomową o lokalu, który zamierza otworzyć. Tak właśnie było w przypadku Jana Smereczyńskiego, który zaprojektował wystrój wewnętrzny i przebudowę dawnej kawiarni Sigma położonej na małym dziedzińcu Uniwersytetu”. Brzmi jak American dream? Czytamy dalej: „W odbudowanej Sigmie powstałaby kawiarnia, w której można by również zamówić pizzę dowożoną z pobliskiej pizzerii »Don Giovanni«. Jan Smereczyński otworzył swój pierwszy lokal — tę właśnie pizzerię — z pomocą rodziny, gdy był na IV roku studiów”. Ah, no tak. Jednak to jeszcze nie koniec historii: w latach 1992-1996 ów restaurator współprowadził naszą piwnicę razem z grupą studentów, tworząc Akademickie Centrum Kultury Niezależnej „Giovanni”, które w założeniu miało stworzyć symbiozę, o jakiej możemy pomarzyć czytając umowę najmu z Topgastro. W 1994 pub wymieniano jako jeden z najczęściej uczęszczanych przez studentów UW, obok Dziekanki i Nory. Zachowały się także nieliczne materiały z koncertów. Symbioza nie potrwała jednak długo. Jak donosiła prasa w 1996:

W wyniku problematycznej współpracy z ajentem oraz wewnętrznych sporów między członkami stowarzyszenia – ACKN na mocy uchwały rozwiązało się i przestało istnieć. Powstała luka, gdyż ktoś musiał zająć się organizowaniem imprez w klubie. [...] Wobec takiej sytuacji gospodarze budynku – studenci, a w ich imieniu samorząd – postanowili przekazać całą działalność owemu ajentowi, który bardzo szybko przerobił ten klub na swój. Dziś nikt już nie pamięta o tradycji tego miejsca.

W latach 2000. knajpka Giovanniego przeniosła się bliżej Starego Miasta, gdzie działa do dziś. Do piwnicy wprowadził się „Indeks”, który za pierwszych właścicieli nawet starał się działać w formule klubu, lecz po wielu zmianach stał się taki, jakim znamy go dziś  – „tourist-trapem” w centrum europejskiej stolicy. Nikomu nie zależy na tym, żeby piwnica znów zaczęła tętnić życiem, by znowu studenci puszczali tam filmy, by grały studenckie kapele, by zawiązywały się tam ważne inicjatywy – bez błagania dziekana o zgodę na odebranie klucza z portierni, bez wypełniania dziesiątek biurokratycznych kwitków. Ani wolny rynek, ani samorząd studencki przez 36 lat polskiego kapitalizmu nie uratował kultury studenckiej i jej przestrzeni przed zawłaszczeniem i upadkiem. Kultura studencka w Polsce została po prostu zlikwidowana i musimy ją zbudować od zera. Mamy jednak jej szczątki i jej bogatą historię, która może nam pomóc i nas pokierować. Uniwersytet nie musi być miejscem zamkniętym na cztery spusty, miejscem sterylnym niczym sala operacyjna. Nawet za strasznych czasów PRL było tu miejsce na trochę życia. Żeby na nowo stworzyć klub studencki w „Sigmie” potrzeba właściwie tylko chęci i pieniędzy. Artystek, muzyków, DJ-ów, grafików, poetek i osób kreatywnych wszelkiej maści mamy na uniwersytecie niezliczoną ilość. Czemu mają oni grać tylko w Chmurach czy Młodszej Siostrze, a nie u siebie?

 

Adam Ochwat

[1]  Y. Kostrzewa (red.), HomoWarszawa: przewodnik kulturalno-historyczny, Warszawa 2009, s. 73.

[2]  Y. Kostrzewa (red.), HomoWarszawa..., s. 75.

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja