ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Więcej krnąbrności dla kultury studenckiej! 

30 X 2024

Więcej krnąbrności dla kultury studenckiej! 

Tekst jest częścią trzeciego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.

W dobie renesansu ruchu studenckiego w Polsce na szczególną uwagę zasługuje rozwój oddolnej studenckiej kultury. W końcu uniwersytet jest miejscem, w którym spędzamy czas blisko każdego dnia — wytwarzanie się specyficznych form kultury z nim powiązanych jest wręcz nieuniknione. W naszych rozważaniach skupimy się na tej części uczelnianej wspólnoty, która z jednej strony pobiera edukację na uniwersytecie i jest postrzegana w związku z tym jako klient lub usługobiorca, z drugiej ma także potencjał, by ją aktywnie współtworzyć — poprzez udział w życiu uniwersytetu, organizację wydarzeń, działalność kół naukowych czy organizacji studenckich. W jaki sposób tak specyficzna grupa ludzi, jaką są współcześnie studenci i studentki, ma odnaleźć się w świecie, w którym jesteśmy konsekwentnie pozbawiane wspólnej podmiotowości i tożsamości? I czy kultura studenckiego buntu może być odpowiedzią na ten problem?

Kultura studencka, od zawsze będąca odzwierciedleniem społecznych przemian, dziś staje w obliczu poważnych wyzwań. Z jednej strony, mamy do czynienia z jej pozorną demokratyzacją – coraz więcej osób ma bowiem dostęp do wyższej edukacji. Z drugiej jednak długofalowe skutki transformacji i prywatyzacji nauki, będącymi objawami późnego kapitalizmu, niszczą zupełnie jej emancypacyjny potencjał. Wyższe uczelnie, zamiast być miejscami krytycznego myślenia i społecznego zaangażowania, są współcześnie narzędziami reprodukcji istniejących nierówności. Studenci są zmuszani poprzez system społeczny i ekonomiczny do myślenia przede wszystkim o własnej karierze, co osłabia poczucie wspólnoty oraz solidarności; prowadzi to do zaniedbywania innych, równie ważnych aspektów tego, czym życie studenckie może lub powinno być. Pędzimy z uczelni do pracy i z pracy na uczelnię — nie mamy zbyt wielu okazji, aby doświadczyć studenckiej wspólnotowości. Z powodu wychowania w indywidualistycznym społeczeństwie, często w ogóle nie widzimy możliwości, by ową wspólnotę tworzyć. Mainstreamowy przekaz o kulturze studenckiej ogranicza się do mitu studenta postrzeganego jako roszczeniowego lenia i imprezowicza, którego szczytem ambicji w kwestii spędzania czasu wolnego jest picie taniego piwa. Ów obraz pomija jednak to, co współcześnie faktycznie jest największym problemem studenta; skupia się on bardziej na skutkach niż na przyczynach. To nie tanie piwo jest problemem. Nie są też nim koncerty mniej lub bardziej popularnych raperów czy rockowych kapel na juwenaliach, będącymi często jedynymi formami kultury powiązanej z uniwersytetem, w które się angażujemy. Prawdziwą bolączką jest prywatyzacja klubów studenckich, zupełna prekaryzacja naszego życia czy wyzbywanie się przez uczelnie odpowiedzialności za usługi takie jak zapewnianie nam mieszkalnictwa. Nic dziwnego więc, że decydujemy się korzystać z tego, co jest dla nas najłatwiejsze i najbardziej dostępne. Rozrywka, której dostarczają nam imprezy organizowane przez samorządy studenckie, czy pojedyncze więzi towarzyskie nawiązywane w trakcie studiów, nie dają nam jednak kluczowego zaangażowania politycznego i nie posiadają żadnego potencjału do wytwarzania się podmiotowości. Tak jak wszędzie indziej — my, studentki, stajemy się wyłącznie biernymi konsumentkami kultury. Nie mamy na nią wpływu, nie widzimy w niej swojego wkładu ani interesu

Jako członkowie i członkinie odradzającego się prawdziwego ruchu studenckiego stoimy w opozycji do takiego stanu rzeczy. Zależy nam na sobie wzajemnie i chcemy poszukiwać wizji alternatywy dla obecnego systemu na swoich zasadach.  Aby była ona spójna, emancypacyjna i przekonująca, nie może pomijać tworzenia własnej, oddolnej kultury opartej na kolektywności i skupionej wokół dóbr wspólnych, takich właśnie jak uniwersytety. Owa kultura musi stać u podstaw studenckiego ruchu i być od niego nierozłączna. Musi być łączącym nas spoiwem, które jednocześnie daje możliwość zaistnienia i przekazania różnych punktów widzenia i podmiotowości. Nie dążymy do opracowania jednego, określonego modelu kulturowego przejawianego przez konkretny ośrodek. Ruch ma tworzyć kulturę, a ta z kolei pozostawać nieodłączna od jego postulatów; nie może być zawieszona w próżni. Wyłącznie kultura stająca w kontrhegemonicznej, konstrsystemowej pozycji może być źródłem budowania wspólnych tożsamości. Nie tylko uniwersytet powinniśmy uznawać za dobro wspólne — krnąbrna, radykalna kultura studencka również nim jest lub przynajmniej powinna być.

Jaka może być ta kontrkultura i jak się przejawia? Świadectwa jej istnienia unaoczniają się w szczególności w trakcie studenckich okupacji. To nie tylko okres intensywnego działania politycznego, ale także swoisty obrzęd tej autonomicznej kultury,  który wymyka się logice rynkowej i dominującemu ładowi społecznemu. Wykłady organizowane przez studentki i studentów, wspólnie przygotowywane ziny i teksty, refleksje nad sytuacją polityczną, czy w końcu kolektywnie tworzona sztuka —  w formie pisemnej (tu szczególnie poezja), wizualnej (rysunki, grafiki), audiowizualnej (filmy dokumentalne) lub (a jakże!) muzycznej. Studenckie okupacje są bodaj najdonioślejszym ucieleśnieniem żywej studenckiej kultury, opartej na darze i wymianie wolnej wiedzy czy sztuki. Nie powinny jednak być ich jedynym ośrodkiem. W dobie tak posuniętej atomizacji społecznej, że samo podjęcie międzyludzkiej rozmowy może wydawać się trudne, więc pozostaje walczyć nam o odzyskanie tych elementarnych nośników kultury także na co dzień.  Piszcie, śpiewajcie, twórzcie razem zaangażowaną społecznie sztukę — niech kultura studencka w końcu odzwierciedla nasze prawdziwe doświadczenia i poglądy na rzeczywistość

 

Łukasz Chodnik, Aleksandra Taran

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja