Cyrograf studencki, czyli o ukrytych kosztach studiowania
31 III 2026 31 marca 2026
Tekst jest częścią ósmego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.
Powtarza się nam, że studia to najlepszy okres naszego życia. W powszechnej świadomości czas ten winien być przeznaczony na odkrywanie siebie, zgłębianie meandrów wybranej dziedziny, prężne nawiązywanie kontaktów i imprezowanie. Jednocześnie odkrywać mamy drogi rozwoju, które nauka na uniwersytecie przed nami otwiera: zaangażowanie społeczne, kariera akademicka, rozwój kariery zawodowej etc. Oczywiście ten wyidealizowany i uogólniony obraz zawiera w sobie pewne racjonalizacje ciemniejszych stron studiów, które kultura próbuje normalizować i neutralizować. Mowa o studenckiej diecie opartej na produktach wysoko przetworzonych (słynne zupki chińskie) czy rzeczywistości mieszkania w klitkach i schowkach na miotły. Elementy te sprzedawane są nam jako swego rodzaju folklor, zwyczaj i stan, który jest integralną częścią doświadczenia studenckiego. Jednak kiedy już idziemy na studia i doświadczamy realiów bycia studentem, zauważamy, że obraz ten podszyty jest fałszem. Niczym w klasycznym pakcie z diabłem, cyrograf jaki podpisujemy z systemem edukacji wyższej ma sporo kruczków i kosztów ukrytych. Wybierzmy się więc w te piekielne odmęty i sprawdźmy, co musimy poświęcić, a o czym nikt nam nie powie.
Krąg pierwszy: pot i łzy
Wiedza rodzi się w bólach, tak przynajmniej zdaje się wmawiać nam akademia. Roztaczana przed nami wizja nieskończonych możliwości, niesie ze sobą ukryte wymaganie, tj. ekspektatywę wykorzystania tych szans. Mnogość opcji: prezentowane lektury, nadprogramowe zajęcia, wychodzenie z własną inicjatywą, aktywność na zajęciach i mrowie kół naukowych. To nadzwyczaj kuszące możliwości rozwoju. Jesteś kowalem własnego losu, masz tyle okazji i narzędzi, więc je wykorzystaj! Lata kondycjonowania nas do neoliberalnej logiki nieskończonego wzrostu i chorobliwego indywidualizmu zbierają tu straszne żniwo. Widzisz swoich kolegów i koleżanki, którzy mogą więcej, bo mają więcej czasu i automatycznie myślisz: jestem do tyłu. Nieprzeczytane na zajęciach teksty budzą w Tobie wstyd, a wizja kolokwiów i sesji – lęk. Nauka wymaga poświęceń, więc ruszasz z kopyta do pracy, którą wymieniasz za swój bazowy zasób, czyli czas i energię. Im niższa Twoja entropia (miara energii nie wydanej na pracę), tym lepiej możesz się czuć ze sobą. Konkluzja jest oczywista: przyjemności i sen muszą odejść na plan dalszy. Niczym mózg w stanie hipoksji, odcinasz kolejne systemy, bez których możesz przeżyć. Zjedzenie tego burgera z Żabki zaoszczędzi Ci mnóstwo czasu! (tak samo, jak olanie tego fajnego wydarzenia w piątek). Ba, nawet te wdrukowane Ci przez kapitał przekonania, które – niczym diabeł – cały czas szepczą Ci do ucha, że jesteś lepszy, bo zdecydowałeś się ponieść to poświęcenie i na końcu tego wyścigu czeka Cię nagroda. Znajdujemy się w paradoksalnej sytuacji – im mniej czasu poświęcasz na życie poza pracą, tym lepsze będzie Twoje życie po studiach. Niektórzy nawet powiedzą Ci, że to rozsądna inwestycja w przyszłość, że jesteś porządnym pracusiem, nie to co ta banda utracjuszy i bon vivantów, którzy przepijają pieniądze rodziców w barach.
Efekty wyssanego z nas życia widoczne są po pewnym czasie, jeszcze w trakcie studiów. Wory pod oczami to przecież normalka, niewyspanie jest częścią kultury studenckiej, a wypadające i łamliwe włosy to nic strasznego. Zapewne w trakcie rozmowy ze współstudentkami padnie liczba kaw, jaka została danego dnia wypita i jak bardzo dojeżdżane na studiach jesteście. Palpitacje serca przed zajęciami z tym jednym paskudnym wykładowcą? Spokojnie, to nic strasznego, przecież każdy się go boi, to taki rytuał przejścia. Przymykamy więc oko na te niepokojące sygnały, bo przecież kultura mówi nam, że to normalne. Nasze zdrowie pogarsza się z dnia na dzień, ale – może… po prostu może – zwiększenie dawki leków psychiatrycznych i więcej mindfulness’u nam wystarczy. Ekstrakcja naszych zasobów to nic innego jak szlachetne poświęcenie i wcielanie w życie etosu pracy.
Nie sposób również pominąć fakt, że studiowanie to dla przeważającej części z nas transakcja wiązana – studia spojone są z pracą najemną. Zarobienie na przywilej studiowania to warunek konieczny – umowa przedwstępna do cyrografu. Skoro i rynek i akademia żądają naszego czasu i zaangażowania, musimy wszystko dzielić na dwoje. Niczym bezlitosny oficer, żadna z tych instytucji nie przyjmuje wymówek. Nie tylko musisz sobie sam ułożyć plan, błagając akademików, którzy z nieukrywaną pogardą będą Ci ten proces utrudniać na każdym kroku, ale później ten plan jeszcze zrealizować. Wszystko oczywiście w prekarnych warunkach, co jest jednoznaczne z zarwanymi nocami, brakiem płatnych nadgodzin i urlopu, a także ciążące widmo zwolnienia, zależne od kaprysu pracodawcy. Jeżeli po takiej harówce uda Ci się zrobić cokolwiek, będzie to święto. Może i każde wyjście na uczelnię to bolesne przypomnienie, że kiedy Ty się zajeżdżałeś za głodową pensję, lepiej ubrani od Ciebie komfortowo się uczyli i rozwijali zainteresowania, ale w końcu może uda Ci się prześlizgnąć i uszczknąć jakikolwiek awans. Każde poświęcenie wydaje się tego warte.
Krąg II – lichwa i egzekucja
Nieuchronną jest sytuacja, w której nasze zasoby życia i czasu się wyczerpują. Ale nie możesz przecież zrezygnować – na końcu tej drogi czeka Twoje upragnione życie. Na nieszczęście, biesy rynku to też przebiegli lichwiarze. Utrzymywanie stanu permanentnego wyczerpania zmusza nas do zaciągnięcia długu, w zastaw którego dajemy długość życia. Ustawiczna bezsenność, powodowana przepracowaniem i stresem dosłownie skraca nam długość życia i odbija się negatywnie na zdrowiu naszego mózgu (Cao et al. 2025; Krause et al. 2017; Niu et al. 2022). Ciągła praca i brak odpoczynku ,,zaprocentują” problemami natury sercowo-naczyniowej (Kivimäki et al. 2015; Pega et al. 2021) i trawiennej (Saviano et al. 2025). Kto jeszcze w ogóle chodzi do lekarza? Przecież w tym wirze pracy i studiów nie ma na to czasu, więc o zaburzeniach homeostazy naszego organizmu dowiemy się najprawdopodobniej dopiero wtedy, kiedy rozłożą nas na łopatki. Oczywiście praca nie kończy się u przedsiębiorcy i rektora, nasz wolny czas zapełniony jest przeglądaniem mediów społecznościowych; jesteśmy produktem, sprzedawanym reklamodawcom. Nasza uwaga i układ nagrody to nic innego, jak wkładka mięsna do trenowania algorytmów i pozyskiwania danych. Te tony śmieciowego jedzenia pożerane w biegu to prosta droga do problemów z układem pokarmowym (Shah et al. 2023; Zhang et al. 2024; Garcidueñas-Fimbres et al. 2021). Student to idealny konsument używek. Niezależnie od tego, czy konsumujemy nikotynę w celach społeczno-rekreacyjnych, czy żeby poprawić swoją efektywność (przytłoczeni pracą), i tak przyjdzie nam zapłacić nowotworem za wiele lat (Dennison Himmelfarb et al. 2025; Mishra et al. 2015; Münzel et al. 2025). Torturujemy nasze dziąsła snusami, bo przecież palenie zabija. Możemy tak mnożyć przykłady tego, jak konsumpcja i utowarowienie to kolejne aneksy do długu życia i zdrowia, który zaciągamy.
Kapitał i wytworzona przez niego kultura zdążyły przewidzieć odpowiedzi na nasze przyszłe dolegliwości. Zgodnie ze swobodą umów, sami podejmowaliśmy decyzje – żaden demon nas do tego nie zmusił. Piekło nie zna instytucji upadłości konsumenckiej a komornicy książąt piekieł to perfekcyjni windykatorzy. Wszystkim nam przyjdzie zapłacić, podczas gdy bogaci będą śmiać się nam w twarz i mówić, że sami sobie zgotowaliśmy ten los, bo słabi z nas kowale.
Krąg III – furiatki i podżegacze
Nasze pokolenie ma tendencję do wyliczania grzechów kapitalizmu i wymieniania się historiami cierpienia. To zrozumiałe ze względu na sytuację paraliżującej wiedzy o procesach destrukcji i zatracenia perspektywy na przyszłość (Bifo 2011, p.13). Nie możemy przy tym zapomnieć, że nieznośny chochlik poczucia bezradności to nic innego jak kolejny sługus bogaczy w walce klas i broń skierowana przeciwko nam. Perspektywy są ważne, pozwalają nam pozyskiwać dane do analizy i formułować wnioski, lecz nie możemy się na nich zatrzymywać. Klasa pracująca to surowa siła, którą kapitał musi cały czas powstrzymywać nowymi sposobami. Nie wzywam do lamentowania nad naszym losem, lecz do artykułowania słusznego gniewu i uwolnienia nienawiści.
Mikołaj Jędrzejewski
Engels, Friedrich. 2009. The Condition of the Working-Class in England In 1844. p.95, Cosimo, Inc.
