ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Rewolucja z kartonu. Rząd świętuje, studenci płac(z)ą

20 III 2026

Rewolucja z kartonu. Rząd świętuje, studenci płac(z)ą

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wraz z Ministerstwem Rozwoju i Technologii ogłosiło sukces. Ponad 3200 nowych lub wyremontowanych miejsc w domach studenckich. Komunikaty prasowe gotowe, sesja zdjęciowa zaliczona, politycy zadowoleni. Problem w tym, że liczby mówią coś zupełnie innego niż rządowy PR.

W Polsce studiuje ponad milion osób. Według danych GUS w 2024 roku w akademikach mieszkało łącznie 6,4% studiujących – niespełna 65 tysięcy ludzi. Łączna pula miejsc w domach studenckich wynosi dziś około 100 tysięcy, a i tak niemal jedna trzecia z tych budynków nie nadaje się do zamieszkania i wymaga remontu. To nie jest informacja zaskakująca, mówiono o tym na sejmowych komisjach już dwa lata temu. Nikt nie kiwnął palcem.

Na tym tle 3200 miejsc – nowych i wyremontowanych razem wziętych – brzmi jak nieśmieszny żart. To niespełna 5% obecnych zasobów. To tak zwana kropla w morzu potrzeb, podana z pompą godną otwarcia olimpiady. Żeby zniwelować wieloletnie zaniedbania i zapewnić dostęp do akademika choćby co piątemu studentowi w Polsce, potrzeba dziesiątek tysięcy miejsc, nie kilku tysięcy. Rząd tymczasem ogłasza przełom, tak jakby nie rządzili od 2023 roku.

Kryzys, który nie wydarzył się nagle

Katastrofalny stan budownictwa studenckiego w Polsce nie jest wypadkiem przy pracy, to efekt kilku dekad świadomych zaniechań. Kolejne rządy rezygnowały z inwestycji publicznych, cedując odpowiedzialność za rynek mieszkaniowy na prywatnych przedsiębiorców. Efekty tego eksperymentu znamy wszyscy: czynsze w największych miastach osiągnęły poziom niedostępny dla przeciętnego studenta, rynek prywatnych „akademików” i mieszkań na wynajem wyspecjalizował się w maksymalizacji zysku, a młodzi ludzie wydają na zakwaterowanie lwią część stypendium, wypłaty lub pieniędzy od rodziny – jeśli w ogóle je mają.

To nie jest problem wyłącznie edukacyjny. Niedostępność przystępnych cenowo miejsc zamieszkania dla studentów przekłada się bezpośrednio na kryzys mieszkaniowy w miastach akademickich. Studenci konkurują na rynku najmu z pracownikami, rodzinami, osobami w trudnej sytuacji finansowej. Napędzają popyt, który winduje ceny. Gdyby publiczna infrastruktura studencka działała – tj. akademiki były dostępne, tanie i w przyzwoitym stanie – część tej presji mogłaby zniknąć.

Zamiast tego przez lata państwo hojnie dofinansowywało prywatnych deweloperów i przedsiębiorców. Miliardy złotych trafiły do podmiotów, których celem jest zysk, nie zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych. Całe to przedsięwzięcie nosi wszelkie cechy prywatyzacji przez zaniechanie: zamiast budować i utrzymywać publiczną infrastrukturę, oddano pole rynkowi, a teraz wszyscy płacimy za to cenę.

Rząd Tuska kontynuuje tradycję – swoją własną

Byli tacy, co liczyli, że zmiana władzy coś zmieni. Donald Tusk w kampanii wyborczej przekonywał, że mieszkanie nie jest towarem, lecz prawem. Temat pojawiał się w exposé, a Lewica szła do wyborów z hasłem tanich mieszkań. Mechanizm okazał się mało zaskakujący.

Warto jednak pamiętać, że Tusk rządził już wcześniej – przez osiem lat, od 2007 do 2015 roku. To właśnie w tamtym okresie zapaść zaplecza akademikowego nabrała tempa. Według danych GUS liczba akademików spadła z 495 obiektów w 2008 roku do 456 w 2023, a liczba miejsc zmniejszyła się z 144 tysięcy do 112 tysięcy. Innymi słowy: przez cały ten czas – rząd PO, potem PiS, teraz znowu PO – baza noclegowa dla studentów kurczyła się, a nie rosła. Przez 35 lat od upadku PRL największe polskie uczelnie praktycznie w ogóle nie poszerzyły swojej bazy noclegowej! Akademiki, jakimi dysponują, to w dużej mierze dziedzictwo PRL.

Koalicja rządząca od 2007 roku nie zbudowała infrastruktury, ale za to stworzyła idealne warunki do rozkwitu prywatnego rynku. Prywatne tzw. akademiki stały się alternatywą, a zarazem konkurencją dla akademików uczelnianych, w których budowę uczelnie od lat już nie inwestują. Rynek chętnie wypełnił lukę i nie marnował czasu, w przeciwieństwie do polityków: ceny miejsc w prywatnych akademikach” wzrosły średnio o 45 procent w latach 2020–2023. Najtańsze oferty w Lublinie i Łodzi wynosiły grubo ponad 1600 zł miesięcznie, we Wrocławiu ponad 2500 zł, a w Krakowie rekordowo nawet 4000 zł za pokój jednoosobowy.

Ogłoszenie 3200 miejsc jako sukcesu to nie tylko statystyczny absurd, ale też polityczny sygnał – kolejny – że rządzący nie traktują kryzysu jako problemu wymagającego systemowej odpowiedzi, lecz jako okazji do budowania wizerunku. I tak do następnej kadencji.

Kto zapłaci za zaniechania?

Młodzież. Przede wszystkim ta z mniejszych miejscowości, z rodzin o niższych dochodach, która przeprowadza się do dużego miasta po raz pierwszy w życiu i nie ma ze sobą rodzinnej sieci wsparcia. Dla nich dostępny cenowo akademik to nie kwestia komfortu, a często warunek możliwości studiowania w ogóle. Brak tego wsparcia dla wielu oznacza rezygnację z nauki, powrót do domu, zadłużenie lub wieloletnią harówkę odpowiadającą etatowi równolegle do studiów.

System skrojony pod tych, którzy i tak dadzą sobie radę, nie jest systemem dla wszystkich, a takim, który reprodukuje nierówności i robi to konsekwentnie, niezależnie od tego, kto aktualnie rządzi.

Co możesz zrobić?

Państwo nie zmieni kursu samo z siebie. Zmieni go, kiedy poczuje presję – zorganizowaną, konsekwentną, niemożliwą do zignorowania. Dlatego jedyną skuteczną odpowiedzią na ten kryzys jest organizowanie się.

OZZ Inicjatywa Pracownicza zrzesza studiujących i młodych pracujących, którzy rozumieją, że problemy mieszkaniowe, edukacyjne i pracownicze są ze sobą nierozerwalnie związane. Że kryzys akademików to nie osobny temat, ale część szerszej układanki, w której młodzi ludzie płacą rachunki za decyzje podejmowane ponad ich głowami.

Jeśli uważasz, że 3200 miejsc to za mało, widzisz, że ogłaszanie tego jako sukcesu to kpina i jeśli chcesz działać, a nie tylko narzekać – dołącz do nas. Razem możemy wywierać realną presję na tych, którzy mają władzę i środki, żeby zmienić ten stan rzeczy. Bo zmiana nie przyjdzie z góry. Przyjdzie od nas.

Dołącz do struktur młodzieżowych OZZ Inicjatywa Pracownicza!

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja