Ostatni król Polski – żywot Jana Pawła II
6 kwietnia 2026
Tekst, który przeczytacie poniżej, jest częścią serii Kościół, lewica, konflikt, w toku której publikujemy opiniotwórcze teksty na temat kwestii związanych z ideologią i polityką kościoła katolickiego.
Polska to kraj specyficznej formy katolicyzmu. Każdemu z nas łożono już od najmłodszych lat do głowy konkretną wizję świata opartą na doktrynie katolickiej. Religia w szkołach, a często również zajęcia historii czy języka polskiego, to narzędzia dostosowywania młodego człowieka do performowania roli katoliczki, lub katolika. Wstępem do formacji chrześcijańskiej jest nauka przez powtarzanie i umoralnianie. Żebyśmy rozumieli nauczanie Świętej Matki Kościoła, które przekazywane jest nam z telewizorów, książek oraz przez diakonów i prezbiterów we własnej osobie, musimy poznać system znaków, którymi operuje i na których rozumienie ma wyłączny mandat Jedyny Powszechny i Apostolski Kościół. Wszyscy Polacy i Polki pamiętają Dekalog – w końcu musieliśmy się go nauczyć na pamięć już w podstawówce, co niektórzy z nas nawet wcześniej. Dziesięć przykazań Bożych to coś tak często i instynktownie powtarzanego, że prawdopodobnie nawet przy czytaniu tego tekstu będziecie w stanie wyrecytować je z charakterystycznym zaśpiewem, którego uczyła was katechetka bądź ksiądz.
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną
Zapewne nie czytaliście 20 rozdziału Księgi Wyjścia, z którego pochodzi to przykazanie. Pozwolę sobie przytoczyć ten fragment:
Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.
Wszyscy rozumiemy ten passus na podstawowym poziomie: Bóg jest jeden i tylko jeden (choć katolicy dodadzą, że w trzech osobach). Jednak przeglądając sprzedawany nam asortyment chrześcijańskich symboli, odczuwam drastyczny rozdźwięk między pierwszym przykazaniem a realiami polskiego katolicyzmu. Skoro katolicyzm to hegemoniczne w Polsce wyznanie, wszyscy domyślnie uważamy, że nasze życie ułożone jest według nauczania Kościoła, przynajmniej w sferze edukacji duchowej. O czym więc mówię? Zacznijmy od prostej zagadki: pomyślcie o najważniejszym polskim katoliku.
Tu es Petrus
Król jest tylko jeden. Mowa oczywiście o Biskupie Rzymu, Wikariuszu Chrystusa na Ziemi, Następcy Księcia Apostołów, Najwyższym Kapłanie Kościoła Powszechnego, św. Janie Pawle II, znanym również jako Karol Wojtyła. Ta rozbuchana tytulatura to tylko szczyt góry lodowej magnificencji i szacunku, jakim polski Kościół darzy Papieża Polaka. Papież to najwyższy autorytet moralny i ostateczny głos we wszystkich sprawach życia. Poświęcono mu szkoły, szpitale, ulice, mnóstwo książek, „świętych” obrazków i talerzy. Według polskiej „mitologii" Wojtyła to człowiek, którego status i osiągnięcia można porównać chyba tylko z samym Jezusem Chrystusem. Poza tym, że według wielu „obalił komunę”, uzdrowił polską państwowość i przekazał krynice mądrości i filozofii w swoich tekstach i kazaniach, to ogólnie wielkim Polakiem był. Trudno nie odnieść wrażenia, że kult „Lolka” posiada szerszy zasięg niż kult cieśli z Nazaretu, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że nawet osoby spoza Kościoła lub z krytycznym stosunkiem do niego cenią działalność i moralną naukę Amatora Kremówek.
Papieżomania przeszła najśmielsze oczekiwania
Gdy Papież wydawał swoje ostatnie tchnienia, moimi największymi sukcesami intelektualnymi były opanowanie raczkowania i niewypadnięcie z kołyski. Nasze pokolenie oglądało już tylko odartą z głębszego znaczenia dewocję i czołobitne wychwalanie dokonań Pielgrzyma Narodów. Trudno się dziwić, że papieskie bon-moty – na przykład to, że Pontifex Maximus „góry lubiał” bądź „nie dali mu nigdy” gumy Turbo – stały się obiektami wyszydzenia w kulturze internetowej. Żarliwa propaganda odniosła skutek odwrotny do zamierzonego, jednak często zauważam, że refleksja nad dokonaniami Wojtyły w naszym pokoleniu jest nieobecna bądź ogranicza się do przypominania memów. Uważam, że pora rozszerzyć perspektywę na postać Jana Pawła II. Papieskie dziedzictwo to nie tylko tandetny sztafaż odpustowego kiczu. Wizerunek współczesnego katolicyzmu jako mizoginistycznej twierdzy konserwatyzmu, zjadliwie przeciwnej postępowi, to wynik prac Karola Wojtyły. Obrona sprawców czynów pedofilskich, walka z postępowymi stronnictwami wewnątrz Kościoła, pogrzebanie idei kapłaństwa kobiet, zakaz używania antykoncepcji i związane z tym żniwo śmierci podczas epidemii HIV – to druga, mroczna i paskudna twarz Jana Pawła II. Kim był Karol Wojtyła?
Święty Jan Paweł II konserwatywny
Dzisiaj głęboki konserwatyzm Kościoła nie robi na nikim wrażenia. Rola Kościoła jako koryfeusza głęboko zakorzenionego uwstecznienia zdaje się dziś nie historycznym faktem, a oczywistością. Jeśli bliżej przyjrzeć się karierze młodego Wojtyły, nie sposób nie zauważyć, że powyższy pogląd jest dosyć młody i że to właśnie Lolek miał znaczny udział w tworzeniu takiej wizji. Kiedy w 1967 r., na fali reformatorskiego poruszenia zmianami Soboru Watykańskiego II, Paweł VI zapytał Synod Biskupów o opinię w sprawie dopuszczalności antykoncepcji, można było domniemywać, że oto Kościół kroczy śmiało we współczesność. Spośród biskupów 19 było za, 7 przeciw, w tym biskup Karol Wojtyła. Niestety dla kobiet, Paweł VI zdecydował się nie uwzględnić tych głosów i wydał encyklikę Humanae vitae, jednoznacznie piętnującą antykoncepcję i aborcję. Skąd ta decyzja o zignorowaniu głosu synodu? Otóż w trakcie prac nad redakcją encykliki Karol Wojtyła przesłał papieżowi tzw. Memoriał krakowski, który wywarł na niego znaczący wpływ w tej sprawie. Poza tym Paweł VI był pod wrażeniem książki przyszłego Największego Polaka pt. Miłość i odpowiedzialność. Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której na łonie Kościoła toczyła się intensywna – a często zaogniona – dyskusja, która zakończyła się antyemancypacyjnym i przesiąkniętym mizoginią werdyktem, w którym znaczny udział miał Wojtyła.
Jeśli chodzi o dokonania Papieża Polaka w warstwie światopoglądowej, zacytuję artykuł prof. Obirka, jednego z czołowych badaczy Jana Pawła II na świecie:
Przede wszystkim nigdy nie był wybitnym teologiem i trudno mówić o rozwoju czy zmianie jego teologicznego myślenia. Był przede wszystkim charyzmatycznym przywódcą, który dbał o rozwój i ściśle kontrolował struktury kościelne.
To konsekwentne skupienie na sprawach ziemskich przesiąka wręcz pontyfikat Jana Pawła II. Niech za przykład posłuży jego polityczne wcielenie w życie bezwzględnego zakazu aborcji z Humanae vitae.
Papieżowi bardzo na sercu ciążyła sprawa wojny w byłej Jugosławii. Oprócz modlitw i wołań o pokój, Wojtyła wypowiedział się w liście do biskupa Sarajewa o jednej z najstraszniejszych tragedii tej wojny: ludobójczych gwałtach i kobietobójstwach na Bośniaczkach. Podczas wojny w Bośni zgwałconych zostało nawet 50 tys. kobiet i dziewczynek. Były porywane i wywożone do obozów, torturowane i zmuszane do rodzenia dzieci Serbów. Co na to Wielki Polak? W liście przekonywał, że straumatyzowane kobiety powinny urodzić dzieci z gwałtu, bo, jak wskazywał:
[...] mające się narodzić dziecko nie ponosi żadnej odpowiedzialności za to, co się wydarzyło [...]. Cała wspólnota powinna zatem otoczyć opieką kobiety tak dotkliwie poniżone oraz ich rodziny, aby pomóc im w przekształceniu aktu przemocy w akt miłości i otwarcia się na nowe życie.
Próżno w postawie Pielgrzyma Narodów szukać zrozumienia, empatii czy pokrzepienia wobec Bośniaczek; papieski list to nic więcej jak pogardliwy nakaz i fundamentalizm.
Największego Kibica Cracovii trudno określić przyjacielem kobiet. Nie tylko twardo stał przy tradycyjnych rolach rodzinnych i patriarchalnej koncepcji roli kobiety – na przykład w liście Mulieris dignitatem określa kobiety jako spełniające się w rolach matki, nauczycielki i córki – ale również autorytatywnie i z właściwą sobie bezkompromisowością rozstrzygnął ostatecznie spór w kwestii kapłaństwa kobiet w Kościele katolickim. Do czasów pontyfikatu Jana Pawła II na łonie Kościoła toczyły się dysputy teologiczne o ewentualną posługę kobiet. Niestety i tutaj Papież potraktował kobiety jako osoby drugiej kategorii, raz na zawsze kończąc wszelkie dyskusje listem Ordinatio sacerdotalis. Od tamtego czasu temat ten pozostaje zamknięty.
Nie sposób pominąć, że ambicje polityczne Wojtyły przebiły się nawet w zakresie prawa do wyrokowania o sprawach światopoglądowych, jakie sobie rościł. Co mam przez to na myśli? Jeśli prześledzimy wydany przez Jana Pawła II Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK), zauważymy, że obowiązki katolików znacznie wykraczają poza sferę własnego sumienia. W punkcie 2273 Kościół mówi jasno, że rządzący mają obowiązek wprowadzać bezwzględne zakazy aborcji: Niezbywalne prawo do życia każdej niewinnej istoty ludzkiej stanowi element konstytutywny społeczeństwa cywilnego i jego prawodawstwa. Ponieważ KKK stanowi autentyczną wykładnię nauki Kościoła, wynika z tego, że każdy katolik, wiedziony naukami Wojtyły, musi być przeciw aborcji.
Papieskie uzurpacje ciał kobiet nie kończą się na aborcji. Jeśli szukacie źródeł gniewu katolickich fundamentalistów skierowanego przeciw in vitro, znajdziecie je u byłego metropolity krakowskiego. Punkty 2376 i 2377 KKK bezpośrednio potępiają tę metodę leczenia niepłodności, powołując się na „godność osoby ludzkiej” – w tym przypadku tzw. embrionów nadliczbowych. Ta linia argumentacyjna w sprawach zdrowia reprodukcyjnego kobiet do dziś zatruwa polską debatę publiczną. Ów maksymalizm ochrony życia zawsze odnosi się wyłącznie do władzy nad ciałami kobiet – zdaje się jednak, że katolicy o nim zapominają, gdy chodzi o osoby biedne, wykluczone czy niepełnosprawne.
Co do oceny tej kampanii moralnej, oddam głos Hansowi Küngowi, duchownemu katolickiemu i profesorowi teologii wykluczonemu przez Jana Pawła II z możliwości nauczania:
W papieskiej kampanii ewangelizacyjnej, skupiającej się na promowaniu moralności seksualnej, która nie nadąża za duchem czasu, kobiety, które nie podzielają stanowiska Watykanu w kontrowersyjnych kwestiach, takich jak antykoncepcja, aborcja, rozwód i sztuczne zapłodnienie, są piętnowane jako propagatorki „kultury śmierci”. Liczne interwencje – na przykład w Niemczech, gdzie starano się wywrzeć wpływ na polityków i episkopat w sporze dotyczącym doradztwa aborcyjnego – sprawiają wrażenie, jakby Kuria Rzymska nie miała zbytniego szacunku dla prawnego rozdziału Kościoła od państwa. Watykan próbuje również wywierać presję na Parlament Europejski, wzywając do powoływania ekspertów szczególnie lojalnych wobec Stolicy Apostolskiej, na przykład w kwestiach związanych z ustawodawstwem aborcyjnym. [tłum. własne]
Ostrze krytyki moralnej Wojtyły nie oszczędziło również osób homoseksualnych. Z punktów KKK 2357 i 2359 dowiemy się, że [akty homoseksualne] są sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane. Oraz że „skłonność taka [homoseksualna], obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi trudne doświadczenie. [...] Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Dobrze, że następca Jana Pawła I nie pokusił się o wyjaśnienie, jakie są te słuszne oznaki dyskryminacji – tym lepiej dla środowisk reakcjonistycznych, że ich nie zakazał. Wojtyła przejawiał zresztą żywe zainteresowanie życiem osób homoseksualnych: krytykował wyświęcenia biskupów ujawniających swoją orientację i doprowadził do wydania instrukcji ograniczającej przyjmowanie homoseksualistów do stanu kapłańskiego. Czy katolik może chociaż tolerować wysiłki emancypacyjne mniejszości seksualnych? Odpowiedź brzmi: nie. W dokumencie wydanym z inicjatywy Wojtyły – Uwagach dotyczących odpowiedzi na propozycje ustaw o niedyskryminacji osób homoseksualnych – przeczytamy, że inicjatywy tego rodzaju, także wtedy, gdy ich intencją wydaje się raczej ochrona praw obywatelskich niż wyrażenie aprobaty dla zachowań homoseksualnych i takiego stylu życia, mogą w rzeczywistości prowadzić do negatywnych konsekwencji dla rodziny i społeczeństwa.
Święty Jan Paweł II Surowy
Nad tymi rozważaniami o wzmocnieniu konserwatywnego establishmentu i skierowaniu Kościoła w stronę zaślepionego tradycjonalizmu wisi ponura rzeczywistość konsekwencji nieprzejednania Jana Pawła II w kwestiach światopoglądowych. Jego pontyfikat przypadał na okres epidemii AIDS w Afryce. Chrześcijanie, zwracając się do swojego autorytetu moralnego, oczekiwali chociaż częściowego czy warunkowego usankcjonowania używania prezerwatyw w przypadku zagrożenia zakażeniem HIV. Co otrzymali od Biskupa Rzymu? Wezwanie do abstynencji i stanowcze potępienie jakiegokolwiek używania prezerwatyw. Od początku rozprzestrzeniania się wirusa HIV w Afryce na AIDS zmarło ok. 20 milionów osób. Jan Paweł II nie uznał, że kwestia ta wymaga jakiegokolwiek namysłu – ani w sprawie zaprzestania kolejnych zakażeń, ani kontroli urodzeń. Cytując Künga:
Podczas swoich licznych podróży oraz w przemówieniu wygłoszonym w 1994 roku na konferencji ONZ w Kairze poświęconej ludności i rozwojowi, Jan Paweł II wyraził sprzeciw wobec stosowania pigułek antykoncepcyjnych i prezerwatyw. W rezultacie to właśnie papież, bardziej niż jakikolwiek inny przywódca, ponosi częściową odpowiedzialność za niekontrolowany wzrost liczby ludności w niektórych krajach oraz rozprzestrzenianie się AIDS w Afryce. [tłum. własne]
Święty Jan Paweł II Obrońca Pedofili
W dyskusjach o dokonaniach Wadowiczanina prędzej czy później należy poruszyć temat jego reakcji na pedofilię w Kościele. Uprzedzając dalsze rozważania, pozwolę sobie zwrócić uwagę na problem, który dostrzegam w narracji o tym aspekcie pontyfikatu Jana Pawła II. Określiłbym go jako „klerykalne zapalenie mózgu” – swoistą ślepotę na rzeczywistość i przekonanie o wyjątkowości Kościoła. Trudno mi inaczej ocenić pozytywne wartościowanie działań Papieża Polaka w kwestii pedofilii. Jakie są rzekome zasługi Papieża, które tak bezlitośnie krytykuję?
-
W marcu 2002 roku w liście do księży z okazji Świąt Wielkanocnych Jan Paweł II przedstawił zdecydowaną krytykę kapłanów dopuszczających się przestępstw seksualnych, wyraził ubolewanie nad losem ofiar oraz obawę o niezasłużone uprzedzenie do całego stanu kapłańskiego.
-
Podczas spotkania z młodzieżą w Toronto stwierdził: Krzywda wyrządzona przez niektórych księży najmłodszym i najsłabszym wypełnia nas wszystkich głębokim uczuciem żalu i wstydu. Ale pomyślcie o większości duchownych, którzy pragną jedynie służyć oraz czynić dobro. Bądźcie z nimi blisko i wspierajcie ich.
-
Wprowadził do Kodeksu Prawa Kanonicznego możliwość zastosowania kary wydalenia z Kościoła dla kapłanów, którzy dopuścili się pedofilii.
-
Wydał indult papieski, który podnosił „kościelny wiek zgody” do 18. roku życia na terenie USA i Irlandii.
Nie potrafię wyrazić nic innego niż obrzydzenie – zarówno wobec rzekomych „sankcji” proponowanych przez Wojtyłę, jak i traktowania ich jako surowej reakcji. Najwięcej miejsca w papieskiej narracji zajęli duchowni posądzeni o pedofilię i cały stan kościelny. Należało im współczuć. Tymczasem największym problemem kościelnej pedofilii jest tuszowanie spraw i brak konsekwencji wobec sprawców ze strony władz świeckich. To przestępstwa zagrożone wieloletnimi karami więzienia, a decyzja Papieża o prowadzeniu wewnątrzkościelnych procesów – które mogą co najwyżej skończyć się wydaleniem z Kościoła – chroniła sprawców i uniemożliwiała faktyczną walkę z tym zjawiskiem. Przemysł przenoszenia pedofilów między parafiami, nawoływanie do ufania duchownym i pozorowane działania to policzek wymierzony ofiarom.
Zepsucie Kościoła katolickiego nie sięgało jednak wyłącznie warstwy diakonów i prezbiterów. Znamy przypadki wysoko postawionych hierarchów-pedofilów, których Jan Paweł II chronił własną piersią. Zacznijmy od kardynała Theodore'a McCarricka. Kim był? Charyzmatycznym arcybiskupem Waszyngtonu, który przypadł Wojtyle do gustu. Jedną z jego największych zalet była zdolność do gromadzenia pieniędzy – to, co dziś nazwalibyśmy fundraisingiem. Dlaczego Kościół, zazwyczaj opływający w złoto i kosztowności, potrzebował pieniędzy? W 1982 r. zbankrutował należący do Watykanu Banco Ambrosiano, gdy wyszły na jaw ogromne malwersacje finansowe i powiązania z mafią. McCarrick odpowiadał więc na palące potrzeby papiestwa. Jednak w tym samym czasie do Papieża, kardynała Dziwisza i kardynała Josepha Ratzingera spływały doniesienia o nadużyciach seksualnych McCarricka wobec kleryków. Cytując wywiad Grzegorza Sroczyńskiego z prof. Obirkiem:
Amerykański kościół już wtedy znalazł się w oku cyklonu, mnożyły się doniesienia o nadużyciach seksualnych księży, za chwilę miało ruszyć dziennikarskie śledztwo, które świetnie pokazuje film Spotlight – „The Boston Globe” drukuje serię tekstów o molestowaniu nieletnich, oskarżonych jest 70 księży, ponad tysiąc ofiar, do tego kardynał Law, który to latami tuszował. Wychodzi też książka o Marciale Macielu Degollado, założycielu Legionu Chrystusa, pojawiają się kolejne wstrząsające świadectwa. I nic. Nie można się dostać do Dziwisza, nie można się dobić do Wojtyły czy Ratzingera. Media w USA piszą, aż huczy, a Watykan milczy. I równocześnie awansowani są biskupi oskarżani o nadużycia seksualne, między innymi McCarrick.
Odtajniony w 2020 roku raport Stolicy Apostolskiej potwierdza, że do Jana Pawła II dochodziły wiarygodne doniesienia o przewinieniach McCarricka. Według jednej z ofiar, już w 1998 roku powiadomiła ona papieża o jego przestępstwach. Niezależnie od tego Wojtyła awansował McCarricka na kardynała i pedofil nie poniósł żadnej odpowiedzialności za swoje czyny w czasie tego pontyfikatu. Roma locuta, causa finita.
W tym miejscu należy wspomnieć o sprawach Marciala Maciela Degollado i Hansa Groera. Przywołuję je, by zobrazować pewne zjawisko charakterystyczne dla Kościoła – egzonerację przez niewiedzę. Zarówno w sprawie kardynała Degollado, jak i arcybiskupa Groera pojawia się argument, jakoby Jan Paweł II był systematycznie oszukiwany przez wszystkich wokoło. Trudno mi uwierzyć, że ten wpływowy światowy przywódca, który twardą ręką kierował Kościołem przez lata, był jednocześnie łatwowiernym i naiwnym staruszkiem. A jeśli faktycznie tak było, świadczy to wyłącznie na niekorzyść instytucji papiestwa i kondycji Kościoła, że tak niekompetentna osoba zasiadała na Tronie Piotrowym.
Święty Jan Paweł II Drakoński
Karol Wojtyła nie znosił sprzeciwu. W ten sposób jego styl rządzenia charakteryzuje Tadeusz Bartoś, autor książki Jan Paweł II. Analiza krytyczna:
Za pontyfikatu Jana Pawła II osiągnął apogeum trwający od średniowiecza proces centralizacji władzy: doprowadzono do kresu absolutną dominację papieża nad episkopatem i całym Kościołem. Żadnej kolegialności, raczej jej pozory.
Wielkie obietnice Soboru Watykańskiego II o kolegialności władzy w Kościele i otwarciu na świat nie przeżyły starcia z ferworem Jana Pawła II, skupionym na posłuszeństwie i jednomyślności. Były ksiądz, prof. Obirek, kreśli ramy tego, jakimi cechami powinien charakteryzować się dobry duchowny za czasów Wojtyły:
Kryteria stosowane przy wyborze kandydatów były proste: bezwzględna akceptacja etyki seksualnej nakreślonej w Humanae vitae (absolutny zakaz aborcji i antykoncepcji), celibatu kleru i odrzucenie kapłaństwa kobiet. Problem polegał na tym, że właśnie te trzy kwestie były najżywiej dyskutowane i traktowane jako otwarte zagadnienia teologiczne. Konsekwencje były opłakane: doprowadzono do niemal całkowitego zamrożenia debaty wewnątrzkościelnej.
Ten sam badacz rządy Wojtyły określił jako „nadwiślański styl menedżerski – jak się dziś mówi. Czyli styl autorytarny, pełna kontrola i zamordyzm”. Kościół za czasów Papieża Polaka stał się korporacją nastawioną na produkcję i reprodukcję konserwatywnej ideologii.
W tym celu Jan Paweł II zaangażował do tropienia heretyków, którzy ośmielili się skrytykować papieskie dictum, swojego psa gończego – Josepha Ratzingera. Ratzinger, wespół z Wojtyłą, usunęli jakąkolwiek opozycję z wnętrza Kościoła. Charles Curran, teolog z Uniwersytetu Katolickiego w Waszyngtonie, który przez lata krytykował encyklikę Pawła VI, został pozbawiony prawa do nauczania – choć nie przyszło to do głowy samemu poprzednikowi Wojtyły. Przywoływany już Hans Küng, ikona progresywnej teologii, spotkał ten sam los w 1979 r. Mamy tu więc do czynienia nie tylko z kampanią czystek za nieprawomyślność, ale również ze swego rodzaju efektem mrożącym: nie zgadzasz się z Papą? Trzymaj gębę na kłódkę, bo inaczej będziesz na cenzurowanym. Taka kultura organizacyjna zaowocowała całym pokoleniem kleryków spod szyldu BMW (Bierny, Mierny, ale Wierny). Za Obirkiem:
[T]o przyciąga ludzi obłudnych, niezbyt zdolnych, ale chcących za wszelką cenę robić kariery. Takich klakierów w teologii za Wojtyły pojawiła się cała chmara. I oni klaskali najgłośniej. Zwłaszcza jeśli cierpieli na niedostatki intelektu (...) [Wojtyła] naprawdę był mistrzem w uciszaniu niewygodnych i krytycznych głosów. Kościół w Polsce to skopiował. Istnieje typowy przykład tej metody zarządzania: oto mamy połowę lat 80., pojawia się tzw. oświadczenie kolońskie, które podpisało stu teologów i moralistów niemieckich, sprzeciwiali się polityce represyjnej, autorytarnej, pozbawiającej ludzi prawa nauczania, zamykającej dyskusję o antykoncepcji i kapłaństwie kobiet. Sygnatariusze byli szykanowani w ten sposób, że ktokolwiek machnął tam podpis, nie mógł objąć funkcji przełożeńskich w kościele. Żadnych.
Gdybym miał silić się na historyczne refleksje, rzuciłbym, że w polityce Wojtyły czuć było zapach dopalającego się stosu w Konstancji.
Obecne oblicze Kościoła łatwiej zrozumieć przez ten inkwizytorsko-korporacyjny styl rządzenia. Czemu dziwić się temu, że Kościół katolicki z zapalczywością godną lepszej sprawy chroni pedofilów w swoich szeregach, a jednocześnie grzmi o cywilizacji śmierci i piętnuje kobiety, skoro to realizacja projektu politycznego Jana Pawła II? Obecni hierarchowie doczłapali się swoich beneficjów za panowania Wadowiczanina i nic dziwnego, że głoszą teologię opartą na rozrodzie. Zaborczy Kościół to wcielenie wizji Wielkiego Polaka, a nie żaden wypadek przy pracy. Poznacie ich po ich owocach (Mt 7, 16).
Im więcej Papieża, tym mniej Boga. Złoty cielec, jakim dla polskiego katolicyzmu jest Wojtyła, odcisnął swoje piętno na krajobrazie politycznym i społecznym Polski. Jeśli ktoś burzy się na określanie Kościoła w Polsce mianem ciemnogrodowego, trochę mu się dziwię, patrząc na to, jakie persony go nad Wisłą reprezentują. Arcybiskup Jędraszewski, kardynał Dziwisz, biskup Janiak, kapelan-sołtys Sławoj Leszek Głódź czy arcybiskup Paetz to na wskroś ludzie Jana Pawła II i epigoni jego myśli.
Jeśli Twój Papież jest Ci powodem do grzechu, wyłup go
Oto bardzo skrócony żywot świętego Jana Pawła II w moim wykonaniu. Po co cała ta filipika? To tekst niejako interwencyjny, mający na celu kontekstualizację tej postaci, ale na pewnym poziomie chciałbym, by wywołał coś więcej. Żądam od was, czytelników, wstydu. Przejmującego wstydu, który będzie was nawiedzał za każdym razem, gdy natkniecie się na ulicę, szkołę bądź budynek nazwany imieniem Karola Wojtyły. Żądam wstydu wobec tandetnych pochwał na temat tego, jak wielkim człowiekiem był Karol Wojtyła i jak potężne jest jego dziedzictwo. Żądam wstydu za skorumpowane rządy opojnych wieprzy w biskupich sutannach, kryjących seksualnych drapieżców.
Nie uważam powyższego apelu za antykatolicki, ponieważ nie trudno dostrzec rozbieżności między nauką Chrystusa a nauką Wojtyły. Jan Paweł II to tylko jeden z mitów narodowych, którymi jesteśmy faszerowani – obok skaczącego przez płot Wałęsy, który obalił komunizm, czy czarnej legendy PRL-u. Jednocześnie nie można pozwolić sobie na leniwą intelektualnie krytykę na poziomie frazesów, ponieważ kruszenie papieskiego pomnika dopiero na dobre się rozpoczyna.
Pamiętajcie o ofiarach ludzi, których Wojtyła chronił, i o ofiarach jego polityki. Niech Jan Paweł II spocznie tam, gdzie jego miejsce – wraz ze swoją wizją Kościoła – na śmietniku historii.
Mikołaj Jędrzejewski
