Metody walk o stołówki
Tekst jest częścią piątego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.
Potrzebujemy tanich stołówek prowadzonych przez uczelnie – to jasne. Mniej jasne jest to, jakie narzędzia leżą w zasięgu naszego oddziaływania. Stawianie oporu jest czymś, czego trzeba się nauczyć, a nauka ta nie kończy się w momencie osiągnięcia apogeum tajemnej wiedzy, która pozwoli przeprowadzić skuteczny przewrót na każdym uniwersytecie i zakładzie pracy. Wierzymy, że ruchy studenckie potrafią być – w odpowiednim momencie historycznym – siłą napędową doprowadzającą do masowych mobilizacji społecznych. Działając dzisiaj, mamy obowiązek przygotować podwaliny pod klasowy sprzeciw tak silnie umasowiony i zorganizowany, że rozbije dotychczasowe status quo. Rozmowa o metodach jest o tyle ważna, że pozwala na spokojne przemyślenie wspólnych celów, słabych i mocnych stron obecnej kondycji, konsekwencji akcji i przybranych narracji. To, na co decydujemy się dzisiaj, będzie niosło się politycznym echem przez następne lata – wpływamy na kształtowanie następnych etapów ruchów, które będą szukać w przeszłości wskazówek, tak jak my robimy to teraz. Wspólne planowanie, tworzenie strategii uczy pokory i współpracy. W dobie obklejania się politycznymi etykietkami i nieumiejętności radzenia sobie z konfliktem, ścierajmy się wizjami i obmyślajmy plany, które zmiotą stare porządki.
Nasz arsenał
Studenckie walki nie są przygodnymi wypadami aktywistów do obcych wydziałów. Są one przede wszystkim ugruntowane w rzeczywistych potrzebach studiujących na różnych wydziałach, kampusach i częściach miasta. Władze rektorskie i dziekańskie potrafią wiele obiecywać, ale to nie może uspokajać naszych studenckich głów. Jak wobec tego wywierać presję na decydentach?
-
organizując akcje ulotkowe, które informują naszych rówieśników o toczącym się sporze, naszych żądaniach i możliwości dołączenia do walki;
-
obwieszając uczelnię plakatami;
-
wysyłając informacje do mediów — nosiciele gronostajów niczego nie boją się tak, jak nieładnego nagłówka w opiniotwórczej prasie;
-
pojawiając się na posiedzeniach parlamentu studentów i wymagając podjęcia uchwał popierających nasze postulaty;
-
organizując pikiety;
-
zbierając podpisy pod listami otwartymi i apelami, które są dowodem na poparcie danego postulatu;
-
dyskutując ze studentami i studentkami, czyli organizując się w oddolny sposób. Otwarte spotkania na wydziałach wprowadzają duch walki w mury uniwersytetu;
-
strajkując i okupując.
Zorganizować spontaniczność
Ważna jest kolejność podejmowanych działań — decyzje, jakie podejmujemy dotyczące konkretnych etapów, mogą zadecydować o losie danej walki. Słowo, które powinno nam przyświecać w każdym momencie kreowania naszej polityki, to eskalacja. Krok po kroku podgrzewamy temperaturę, nie pozwalając sprawie ostygnąć. Ryzyko niewykorzystania potencjału sprawy jest jednym z największych — o ile nie największym — zagrożeniem dla ruchu. Przesadna ostrożność, przezorność oraz nieumiejętność zorganizowania spontaniczności są naszymi wrogami potrafiącymi skazać na straty całą kampanię. Nie jest to celowym sabotażem w złej woli, może to nawet wynikać z pozytywnych pobudek (tu padają nietrafione argumenty o bezpieczeństwie, transparentności, demokracji), ale jak dobrze wiemy, dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Brak kultury spontanicznego oporu i wstawiania się za ważnymi dla nas sprawami nauczył nas, że radykalny krok wymaga odpowiedniej patetyczności, co tylko betonuje przekonanie, że akcje zakłócające porządek społeczny są zbyt ekstremalne i należy zostawiać je na czarną godzinę. Nie traćmy momentum. Musimy pamiętać, że strategie objęte przez nas dzisiaj, będą źródłem, z którego czerpać będą studiujący już za parę lat. Może nawet już teraz wpłyniemy na rówieśników na innych uniwersytetach. Mamy w rękach potężne narzędzie, którym możemy kreować przyszłość ruchów studenckich. Kto wie, może dożyjemy czasów, w których okupacje staną się chlebem powszednim, ściany wydziałów będą studenckim głosem, a głośne skandowanie na senacie uczelni będzie odruchową reakcją zorganizowanych studentek i studentów?
Opracowanie: Gabriela Wilczyńska
Potrzebujemy radykalnych działań
Krakowska refleksja
Równoczesna walka na wielu frontach — działania na rzecz stołówek i kontynuowanie starć o Kamionkę, którą traktowaliśmy priorytetowo — z pewnością osłabiło nasz potencjał w tej sprawie. Początkowo nie przywiązywaliśmy do sprawy stołówki właściwej wagi, traktując ją uzupełniająco. Dziś wiemy, że skupienie się na samej akcji informacyjnej i agitacyjnej nie było wystarczające. Wystosowanym do dziekana listem otwartym oraz podpisami zebranymi pod petycją nie udało się wzniecić zadowalającej mobilizacji wewnątrz organizacji ani przeprowadzić wystarczająco głośnej akcji propagandowej. Zawiódł brak silnego ulokowania w akcjach bezpośrednich. Planowane okupacje oraz pikiety pozostały tylko w sferze nieśmiałych propozycji. A przecież ich realizacja mogłaby pomóc zarówno zmobilizować grupę wewnątrz jak i zbudować szerszą świadomość konfliktu. Ewidentnie zabrakło również jasnej strategii działania. Wiele decyzji podjęliśmy spontanicznie i zbyt pochopnie. Nie przedyskutowaliśmy szczegółowo zakresu sprawy: czy walka o stołówkę na WSMIP-ie powinna zamykać się w społeczności UJ, czy nadać jej charakteru krakowskiego? Naszą walkę o stołówki na Uniwersytecie Jagiellońskim rozpoczęliśmy od poziomu wydziałowego, być może jednak powinniśmy zacząć od uczelni, stawiając żądania wobec rektora. Po czasie dostrzegamy błędy, jakie popełniliśmy i jesteśmy pewni jednego: wyciągniemy z nich wnioski. Z rozpoczęciem semestru letniego działania stołówkowe pokażą się z zupełnie innej strony i odsłonią nowe oblicza. Czas na akcje bezpośrednie.
Przemysław Mitka
