Czas na publiczne stołówki na uczelniach w całym kraju: Manifest Stołówkowy
26 I 2025 26 stycznia 2025
Tekst jest częścią piątego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.
Wstęp
Nikt nie reprezentuje naszych interesów, nawet nasi oficjalni reprezentanci. W obliczu powszechnej bierności potrzebujemy wstać i walczyć. Mamy dość izolacji i braku przestrzeni na życie społeczne — chcemy, by uniwersytet spełniał swoje obowiązki i pełnił rolę faktycznej wspólnoty. Nie chcemy ze sobą rywalizować, mamy dość ciągłego wyobcowania i wyczerpania. Angażujemy się, bo chcemy wspólnie zdobywać i produkować wiedzę oraz tworzyć społeczność opartą na sprawiedliwej równości i współpracy. Dziś jesteśmy dla siebie tylko twarzami mijanymi na korytarzach. Pomimo że dzielimy te same problemy, każdy z nas sam stawia im czoła, bo współczesny uniwersytet nie chce, żebyśmy tworzyli trwałe więzi społeczne.
Uniwersalnym stało się odczuwanie niechęci wobec systemu, jakim jest szkolnictwo wyższe. Mamy dość antagonizacji na linii student-pracownik, która sprzyja kapitałowi czającemu się na naszych uniwersytetach. Patologicznym jest system, który sprawia, że w osobach, które są naszymi przewodnikami i mentorami widzimy wrogów. Żądamy uniwersytetu, który będzie służył wszystkim.
Symbolem takiego uniwersytetu jest stołówka. Publiczna, wspólna i masowa. W młodości nieustannie wpajano nam idee społeczeństwa obywatelskiego, demokracji i sprawiedliwości, więc dziś konsekwentnie domagamy się ich urzeczywistnienia w sferze publicznej. Niech powszechny dostęp do edukacji przestanie być wyłącznie hasłem na papierze — najwyższy czas, by stał się rzeczywistością.
Żeby skutecznie walczyć, studentki muszą wiedzieć, jak wyglądała przeszłość uniwersytetu. Współczesna ruina, jaką stał się uniwersytet, przykłada rękę do rozkładu więzi społecznych. Naszym obowiązkiem jest odwracanie tego trendu i walka o lepszą przyszłość — dla nas, naszych rodzeństw i następnych pokoleń. Krótkotrwałość studiów nie musi oznaczać bierności.
Uniwersytet to nie korporacja
Zostaliśmy zepchnięci na boczny tor — dla władz rektorskich liczą się turyści i inwestorzy, nie studenci i pracownicy, dzięki którym uniwersytet żyje. Infrastruktura uczelni krok po kroku staje się firmą. Widzimy automaty, stoiska banków, sieci kawiarni, drogie piekarnie. Nasz uniwersytet nie jest wcale nasz — coraz więcej przedsięwzięć w jego murach jest wyłącznie środkiem do napychania kieszeni firmom. Uniwersytet mógłby być ucieczką od świata napędzanego logiką zysku, miejscem z całą siecią stołówek, pękającym w szwach od autentycznych studenckich dyskusji i intensywności życia, jednak kapitał odciąga nas od takiego życia.
W obliczu kapitulacji publicznych instytucji naszą przestrzeń kolonizują podmioty prywatne. Wszyscy widzieliśmy stoiska banków na wydziałach. Przyzwyczaja się nas, że kapitał włazi z buciorami w każdą sferę naszego życia, podczas gdy uczelnia umywa ręce od odpowiedzialności za swoich studentów. Wszak, po co nam publiczna stołówka, skoro możemy wykupić sobie catering pudełkowy? Nasza tragiczna sytuacja bytowa jest wykorzystywana przez korporacje i firmy, które żerują na nieudolności i pasywności uniwersytetu.
Pogłębiającą się prywatyzacją próbuje się nas przekonać, że żywienie studentów jest usługą regulowaną mechanizmami wolnorynkowymi. Musimy raz a porządnie zerwać z takim rozumowaniem. Stołówki to obowiązek uniwersytetu, którego celem nie jest zysk! Podmioty prywatne nigdy nie zastąpią usług publicznych, bo będą podążać ślepo za zyskiem.
Nie zgadzamy się, żeby uczelnia była banerem reklamowym i agencją marketingową dla korporacji. Kiedy uczelnia zasiada do stołu z biznesem, nie ma tam miejsca dla nas — stajemy się pozycją w menu. Nie jesteśmy klientami!
Jak żyjemy? O studenckiej kondycji
Żyjemy, z tygodnia na tydzień, ściśnięci w klitkach z wysokimi czynszami i krótkotrwałymi umowami. Migrujemy co roku lub częściej, szukając następnych pokojów, z których szybko będziemy się ewakuować. Od dawna nie jest oczywistością to, że studentowi należy się miejsce w akademiku. Żeby opłacić drogie mieszkania, podejmujemy równie niestabilną pracę na studiach. Niechęć uniwersytetu do uznania, że studia dla wielu z nas oznaczają przymus pracy zarobkowej, prowadzi do tego, że wielu z nas musi porzucić edukację wyższą, bądź nigdy jej nie podejmuje. A ci, którzy na studiach zostają, spotykają się z niezrozumieniem i brakiem pomocy ze strony uczelni. Mamy dość traktowania studentów-pracowników jako studentów drugiej kategorii.
Gdzie między pracą a studiami mamy znaleźć czas na odpoczynek i socjalizację? Co mamy zrobić, gdy lata naszej młodości przeciekają nam przez palce, a dni dzielimy między pracę i sen? Większość z nas nie chodzi do lekarzy, bo nie możemy wziąć urlopu w pracy lub nie stać nas, by do lekarza chodzić prywatnie. Kto nam pomoże za 20 lat, kiedy ciągły stres, bezsenność i brak dostępu do zdrowego jedzenia odbije się na naszym zdrowiu? Nikt. Dlatego my sami dzisiaj musimy walczyć o godne warunki życia i studiowania, żądać zapewnienia nam siatki wsparcia socjalnego na uczelni.
Gdzie dzisiaj są bary i kluby studenckie, w których możemy spędzać czas i budować więzi społeczne? Nasza przestrzeń została zawłaszczona przez biznes, a każda forma spędzania krótkiego wolnego czasu — skomercjalizowana. Atomizacja życia społecznego dotyka również naszych rodzin. Chronicznie zmęczeni i przyparci do muru wysokimi kosztami życia, rzadko kiedy możemy odwiedzić rodzinne strony.
Sama rola uniwersytetu uległa zmianie. Wielu z nas traktuje studia wyłącznie jako przykrą konieczność, środek do uzyskania tytułu. Uczelnia stała się fabryką produkującą dyplomy, a my jej klientami. Trudno się dziwić, skoro nie zapewnia się nam możliwości na aktywne kultywowanie nauki. Uniwersytet umiera, a wraz z nim, my, studenci — zamieniamy w apatycznych wyrobników. Żeby realnie studiować i się rozwijać potrzebna nam jest do tego infrastruktura uniwersytetu. Tylko publiczne stołówki, liczne akademiki i powszechnie dostępne stypendia umożliwią nam godne życie i prawdziwe studiowanie niezależnie od pochodzenia.
Czego żądamy od uniwersytetu i państwa?
Żądamy, żeby studiowanie było dostępne dla każdej osoby, która chce kontynuować naukę. Chcemy oddać się nauce i wytwarzaniu wiedzy, a nie walczyć o przeżycie. Studiowanie powinno być doświadczeniem kluczowym dla naszego rozwoju osobistego, społecznego i kulturalnego. Do tego niezbędna jest zmiana myślenia o tym, czym jest szkolnictwo wyższe. Nie „fabryką specjalistów” dla sektora prywatnego, ale wspólnotą nastawioną na edukację, jako cel sam w sobie. Należy skończyć z głodzeniem nauki, zaciskaniem pasa ze strony władz państwowych i radykalną optymalizacją wszelkich wydatków ze strony władz uczelni. Żądamy znaczącego zwiększenie nakładów na akademiki, stołówki i przestrzenie socjalne. Aby studiowanie było wolne od przymusu pracy zarobkowej, żądamy ponownego wprowadzenia powszechnego stypendium dla wszystkich studiujących. Niech studentka z powrotem będzie studentką, a nie pracownicą na trzy- czy pięcioletnim szkoleniu.
Nowy uniwersytet
Jak ma wyglądać nowy uniwersytet? Chcemy uczelni otwartej na swoich studentów, uznania naszego głosu i problemów za ważne. Zamiast być przestrzenią dla nas wrogą, niech uczelnia stanie się wspólnotą, w której nie będziemy jedynie odbiorcami usług edukacyjnych, a jej współtwórcami. Chcemy mieć wpływ na funkcjonowanie uczelni i przestrzeń, w której nasz głos będzie ważny niezależnie od przynależności do samorządów. Stołówki, kluby studenckie, akademiki i stypendia zmienią fikcję powszechnego prawa do edukacji w rzeczywistość. Skoro uniwersytet pretenduje do miana naszej Alma Mater, to niech zadba też o nasze wyżywienie i byt. Cóż nam po liście szanghajskiej, skoro przetasowania w tej tabeli nijak nie wpływają na nasze życie? Należy zniszczyć współczesną instytucję reprezentacji studenckiej, tak by przełamać atmosferę powszechnej apatii i przywrócić wiarę w to, że możemy kolektywnie zarządzać uniwersytetem. Uwolnić opór, uwolnić strajk!
