ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Protestujący studenci a akademia: rzecz o moralnej konfrontacji

8 czerwca 2024

Protestujący studenci a akademia: rzecz o moralnej konfrontacji

Tekst jest częścią czwartego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.

W obliczu dziejącego się w Gazie ludobójstwa zdecydowaliśmy się jako członkinie i członkowie społeczności uniwersyteckiej, zabrać głos w tej istotnej dla nas sprawie. Ponad dwa miesiące temu podjęliśmy protest, chcąc wskazać na konieczność potępienia przez uczelnię działań militarnych podejmowanych przez Izrael w Strefie Gazy oraz zerwania współprac z izraelskimi jednostkami uniwersyteckimi. Wtedy właśnie ze zwykłych studentów staliśmy się studentami protestującymi.

Okazuje się, że dla uniwersytetu student protestujący jest problemem zwielokrotnionym. Po pierwsze, ujawnia, czym w rzeczywistości jest akademia – korporacyjnym systemem sprawnego kapitalizowania wiedzy. Po wtóre, demaskuje, jak bardzo ten stan rzeczy niezgodny jest z deklarowanymi przez akademię wartościami. I nic z tego, że student protestujący jest zawsze gotów do rozmów z władzami, widzi konkretne rozwiązania, które pozwolą zakopać przepaść między ideami a rzeczywistością, usprawnić proces uspołeczniania wiedzy, pomogą adekwatnie reagować na coraz bardziej napiętą sytuację społeczną i, co najważniejsze, pozwolą uniwersytetom być tym, czym w rzeczywistości powinny być – instytucjami aktywnymi, demokratycznymi i otwartymi.

Z problemem nadgorliwego studenta uczelnie radzą sobie nadzwyczaj łatwo. Poczynają od zachowania eleganckiej bezczynności, bo mogą z protestującymi po prostu nie rozmawiać lub prowadzić konwersacje na tyle jałowe, że nie prowadzą do żadnej zmiany. W naszym przypadku rektor Uniwersytetu Wrocławskiego nie zdecydował się nawet na zachowanie pozorów partnerskiego dialogu – jak dotąd nigdy nie pojawił się na okupacji ani nie podjął negocjacji dotyczących naszych postulatów. Na chwilę obecną pozostajemy w impasie – bo jako protestujące studentki i studenci tworzymy nasz, żywy uniwersytet, jednak bierność i milczenie władz w kwestii ludobójstwa stawia pod znakiem zapytania nasze poczucie przynależności do wspólnoty uniwersyteckiej.

W ciągu tych dwóch miesięcy zdążyliśmy jednak zrozumieć, że władze uczelni są wyłącznie wiernymi obrońcami status quo, a co za tym idzie, ich postawa unaocznia problem o wiele szerszy niż ten związany z brakiem woli potępienia ludobójstwa i zerwania współprac z ludobójcą. Niechęć władz akademickich do podejmowania działań zgodnych z lansowanym przez nie same systemem wartości, wskazuje na głęboki kryzys funkcjonowania uniwersytetów jako demokratycznych wspólnot nauczających i nauczanych, uświadamia nam dychotomię istniejącą między ideami kreującymi mit uniwersytetu a faktycznym stanem rzeczy. 

Z jednej strony, prawo otwarcie zobowiązuje uczelnie do współtworzenia standardów moralnych oraz postaw obywatelskich, uczestniczenia w rozwoju społecznym, postępowania zgodnie z zasadami etycznymi oraz działania uwzględniającego szczególne znaczenie społecznej odpowiedzialności nauki. Z drugiej natomiast marginalizuje możliwość krytyki uniwersyteckiego systemu, paraliżując możliwe metody stawiania mu oporu, zamyka akademię w wolnorynkowych ramach cytowalności, publikowalności i punktozy, a samych pracowników ogranicza poprzez kuriozalne rozumienie apolityczności, uniemożliwiając zabranie głosu w sprawach społecznie istotnych. W ten oto sposób ideowe obowiązki uniwersytetu stoją w sprzeczności z literą prawa, głównie przez brak narzędzi, które (chociaż częściowo) mogłyby te deklaracje wprowadzać w życie. 

Z tego względu uważamy, że uniwersytet przejść powinien radykalną przemianę – taką, która pozwoli pracownikom realizować się w swoim zawodzie, a studentom – poczuć rzeczywistą przynależność do uniwersyteckiej wspólnoty. Przemianę, która sprawi, że wiedza wyprodukowana na uniwersytecie będzie posiadała dla nas faktyczną wartość i społeczny sens. Sprawa bierności wobec dziejącego się w Strefie Gazy ludobójstwa nie powinna zakończyć się na podpisaniu porozumienia. Winien być to początek drogi do wypracowania konkretnych narzędzi, które w przyszłości będą służyć studentkom i studentom do radzenia sobie z kryzysami, takimi jak ten. W obliczu zmagań ze skostniałymi władzami uniwersytetu w naszych głowach pojawiają się refleksje związane z tym, czym uniwersytet jest, a czym być powinien – jednak pytanie to nie powinno nieść się echem jedynie w naszych głowach. 

 

Kaja Kędzioł w imieniu protestujących studentów Uniwersytetu Wrocławskiego

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja