ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Lata 80. w kulturze studenckiej – socjalizm w rytmie rynku

14 VII 2026

Lata 80. w kulturze studenckiej – socjalizm w rytmie rynku

Tekst jest częścią dziesiątego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.

Lata 80. w Polsce były dekadą nadzwyczaj płodną pod kątem młodzieżowej kontrkultury. To czasy festiwalu w Jarocinie czy warszawskiego Róbrege, czasy Kultu, Tiltu, Siekiery i Dezertera, czasy Pomarańczowej Alternatywy i Ruchu „Wolność i Pokój”. Punk, początki hip-hopu, reggae, ruchy anarchistyczne i ekologiczne (o wiele ciekawsze, niż rozpamiętywany przez prawicowych historyków NZS) to tylko niektóre wątki ówczesnej sceny. Za dużą część tego kulturowego bogactwa odpowiadały uczelnie – ze swoim rozwiniętym, pomimo załamania gospodarczego, zapleczem. W 1988 r. w Polsce funkcjonowało 130 klubów studenckich, jeśli wierzyć informatorowi Ogólnopolskiej Rady Klubów Studenckich. Jednak pod koniec lat 80. znalazły się one w tarapatach, które umożliwiły Wolnej Polsce ich skuteczne rozbicie poprzez odcięcie środków i dziką prywatyzację.

Kontrkultura w cieniu instytucji 

Aby zrozumieć lata 80. z perspektywy klubów studenckich należy cofnąć się do roku 1981. Przed stanem wojennym, kluby studenckie były zarządzane przez uczelniane lub okręgowe rady Socjalistycznego Związku Studentów Polskich (SZSP). Była to ogromna, biurokratyczna organizacja z wielkim budżetem, która miała za zadanie między innymi propagować dorobek kreatywnych studentów i studentek ku chwale socjalizmu, oferując młodej inteligencji polityczno-kulturalny „wentyl bezpieczeństwa” i względną swobodę twórczą. Oprócz tego SZSP był też quasi-samorządem, reprezentując interesy studentów przed władzami, organizując m.in. wyjazdy integracyjne, oraz stanowił kuźnię kadr dla PZPR1. Był to model odziedziczony de facto jeszcze z lat 50., gdy propagowanie oficjalnej ideologii wśród młodych było dla władz priorytetem. Początek lat 80. to jednak zupełne załamanie polityczne oraz ekonomiczne. Stan wojenny przyniósł zawieszenie wszystkich organizacji studenckich oraz zupełną likwidację aktywnego wówczas NZS. Władze jednocześnie przygotowywały się do wprowadzenia pakietu reform gospodarczych, które miały na celu uzdrowienie niedomagającej gospodarki. Opierały się one na wprowadzeniu dosyć daleko idących reform rynkowych – propagandowe hasła „samofinansowania, samorządności i samodzielności” przedsiębiorstw pojawiały się od 1982 r. w prasie bardzo często. Tak więc i ruch studencki, choć stanowił on oczywiście marginalną część gospodarki, przemodelowano. 

Samofinansowanie i logika rynku 

Kluby studenckie były od początku swojego istnienia wydatkiem, czy też inwestycją, a nie przedsięwzięciem zyskownym. Wraz z (nieco wypartą ze pamięci zbiorowej) falą liberalizacji po stanie wojennym, początkami otwierania na Zachód i „drugą odwilżą”, co opisał m.in. Jakub Banasiak, kuratela władz nad politycznym przekazem oficjalnego ruchu studenckiego zdecydowanie się poluźniła. Działacze studenccy z tego okresu to raczej proto-yuppies, niż polityczni aktywiści. Pod koniec 1982 r. w miejsce SZSP powołano Zrzeszenie Studentów Polskich (ZSP), istniejące wcześniej w latach 1950–19732. Miało ono inny charakter niż dotychczasowy „moloch” zarządzany przez przysłowiowych aparatczyków, blisko związanych z PZPR. Organizacja miała otrzymać o wiele większy zakres autonomii w działaniu, lecz w zamian miała dążyć do zarabiania na swoją działalność. W tym celu powołano Akademickie Biuro Kultury i Sztuki „Alma-art”.

Niedawno odbył się w Warszawie V sejmik Aktywu Klubów Studenckich, na którym stwierdzono, że kultura studencka jest od kilku już lat w widocznym impasie. Wskazywano na brak integracji wewnątrzśrodowiskowej, brak koncepcji działania, nieznajomość własnych możliwości, obcość i inercję. [...] W klubach mamy przerost kadry menedżerskiej nad programową. [...] Uczelnie nie są w stanie całkowicie finansować działalności klubów, dlatego też kluby muszą na siebie zarabiać. Organizują więc dyskoteki i koncerty popularnych zespołów. Na razie nie było lepszego wyjścia…

Trybuna Ludu (14.05.1983).

Kiedy kluby stają się przedsiębiorstwami 

Pieniędzy nie ma i nie będzie! Jednak rozpadający się w latach 80. socjalizm nie zostawił kultury studenckiej na pastwę losu, tak jak później zrobili to liberalni politycy III RP. Zorganizowany model samofinansowania miał w teorii rację bytu – Zrzeszenie zarządzało dużą, publiczną bazą lokalową. Część klubów mieściła się na terenach uczelni, np. w akademikach, reszta „na mieście”. Uczelnie zapewniały także zwykle etaty dla działaczy klubowych, kierowników programowych, księgowych, itd. Kluby miały, przynajmniej w założeniu, strukturę samorządną – kierownika wybierała rada klubu złożona z członków, czyli osób zaangażowanych w poszczególne sekcje artystyczne. Ingerencja ze strony „centrali”, czyli ZSP i „Alma-artu” w codziennym funkcjonowaniu była rzekomo niewielka, a możliwości działania – szerokie. Główne ograniczenia stanowiły problemy z funduszami na działanie oraz niewielkie zainteresowanie studentów, które tłumaczono coraz większą presją na podejmowanie pracy oraz niechęcią do „oficjalnego” ZSP, przezywanego „zsypem”.  Z badań ankietowych opracowanych przez Jana Garlickiego i dokumentów organizacyjnych wynika, że  w szczytowym momencie tej dekady do organizacji należało ok. 15% studentów, ale uczestnictwo w imprezach klubowych organizowanych przez ZSP deklarowało aż 25% (Kultura polityczna młodzieży studenckiej, PWN 1991). Kluby były jednak coraz mniej studenckie – dominowała w nich młodzież licealna. Ze względu na presję „samofinansowania”, w programach dominowały masowe koncerty gwiazd oraz dyskoteki. Działalność twórcza zdecydowanie podupadała. 

Jeśli nic się nie zmieni w polityce kulturalnej, to za 2–3 lata nikt nie usłyszy na żywo dobrej poezji czy jazzu. Pozostaną obok radia, telewizji, wideo, pewnie tylko wielkie festiwale, czyli to, co się opłaca organizatorom. Już dzisiaj tylko nieliczne placówki kulturalne stać na realizowanie ambitniejszych form artystycznych. Wszyscy chcą tylko zarabiać, i dyrektor domu kultury, i kierownik klubu studenckiego, artysta i manager. I tak dyrektor domu kultury robi tylko imprezy dla dzieci, bo tylko to się opłaca, kierownik klubu studenckiego tylko dyskotekę, bo to się opłaca, artysta bierze udział tylko w imprezie masowej i na miejscu, bo się opłaca (no i przy okazji benzynę zaoszczędzi), a manager organizuje tylko imprezy komercyjne, bo też musi za coś żyć.

Walka Młodych (1.09.1985)

Brzmi znajomo?


Adam Ochwat


[1] Uprzedzając argument o fasadowym charakterze oficjalnych organizacji studenckich w PRL-u pragnę zauważyć, że ich fasadowość trwa do dziś, w jedynie kosmetycznie zmienionej formie.

[2] Obok ZSP powołano wówczas Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej (ZSMP), które miało przejąć funkcję kuźni kadr i młodzieżówki PZPR. Oficjalny ruch studencki odzyskał więc autonomię.

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja