ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Komu i za co stypendia?

1 grudnia 2025

Komu i za co stypendia?

Tekst jest częścią siódmego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.

Obecnie obowiązujący w Polsce system stypendialny nie pełni żadnej ze swoich funkcji ani w sposób efektywny, ani skuteczny. Już tłumaczę. Na trudną do pokonania przeszkodę trafiamy już na samym początku: jaka jest bowiem funkcja państwowego systemu transferów, który nazywamy systemem stypendialnym? Jest ona obecnie dwojaka: socjalna oraz „motywacyjna”. Zacznijmy od tej drugiej, ponieważ to na nią przepisy pozwalają przeznaczać większość (aż 60%) dotacji, którą uczelnie otrzymują na poczet obu stypendiów oraz zapomóg. Stypendium rektora (kiedyś zwane naukowym) – nagroda finansowa za dobre oceny – jest na uczelni czymś oczywistym. Jest to jednak zjawisko bardzo dziwne w skali kraju. Czy mamy bowiem do czynienia z systemem państwowych nagród za dobre wyniki w obrębie innej grupy społecznej (pomijając oczywiście polityków)? Wyobraźmy sobie urząd pracy, w którym zasiłek przysługuje tylko części bezrobotnych, uznanej za najbiedniejszych oraz tym, którzy byli na największej liczbie rozmów rekrutacyjnych i wysłali najwięcej CV. Ponadto, stypendium rektora przyznawane jest na zasadzie konkursowej – otrzymuje je określona liczba studentów na danym kierunku i roku, biorąc pod uwagę średnią i dodatkowe osiągnięcia – nie ma znaczenia, czy średnia wszystkich studentów na roku to 4,5, czy 2,5, bo i tak stypendium otrzyma określony procent „najlepszych” (w przypadku UW jest to ok. 7%). Stypendium nie dostanie każdy, kto przekroczy np. daną średnią, którą uważamy za „dobre wyniki w nauce”. Jeśli trafiłby się rocznik samych olimpijczyków, to osoba, która w innym wypadku nie miałaby żadnego problemu z otrzymaniem stypendium, może go nie dostać, bo zamiast samych piątek otrzymała jedną czwórkę. Wprowadza to instytucjonalną patologię w postaci premiowania jedynie indywidualnych ocen i osiągnięć – w takim systemie współpraca z innymi nie tylko nie popłaca, ale jest wręcz nieracjonalna! Czemu miałbym udostępniać moim kolegom z roku notatki, skoro konkuruję z nimi o stypendium? Lepiej podłożyć im nogę, żeby spóźnili się na egzamin. Oczywiście jest to przykład przejaskrawiony, ale coraz częściej słyszy się o podobnych sytuacjach na najbardziej kompetytywnych kierunkach studiów (co jest tym śmieszniejsze, że większość osób, która o stypendium rektora konkuruje i tak dałoby sobie bez niego radę, a reszta zwyczajnie nie ma tyle czasu na naukę). 

Z kolei stypendium socjalne (przed rokiem 1990 zwane „zwyczajnym”) przysługuje studentom osiągającym dochód na osobę w rodzinie poniżej pewnego ustalonego poziomu. Nie mamy więc do czynienia z konkursem na największe cierpienie, ale paradoksalnie czymś jeszcze gorszym. Problem jednak pojawia się, gdy przyjrzymy się poziomowi dochodów, od którego stypendium przysługuje oraz jego wysokości. Ma ono bowiem ewidentnie na celu jedynie podtrzymanie mniej majętnych przy życiu, a nie realne wyrównanie szans.

Oba rodzaje stypendiów powinny zostać poważnie zreformowane. Mianowicie, dobre wyniki w nauce powinny być wynagradzane możliwościami dodatkowego rozwoju – stypendium naukowe mogłoby funkcjonować na zasadzie grantu na konkretne badania, czy wyjazd naukowy. Osoba, która przejawia zadatki na dobrego badacza, powinna być otaczana dodatkową troską przez uczelnię. Nie powinna jednak z (tylko) tego tytułu otrzymywać „pensji”. Tę funkcję powinno pełnić stypendium socjalne. W idealnym świecie i nowoczesnym państwie o stypendium socjalnym powinniśmy myśleć w kategoriach namiastki universal basic income.

Największym dziś problemem w logice stypendium socjalnego jest fakt, że osoba z wymaganym dochodem może nie być w stanie wyżyć ze środków ze stypendium. Musi więc podjąć pracę zarobkową, jednocześnie tracąc prawo do stypendium. 

Zmienić należy oczywiście zarówno progi, jak i wysokość stypendium. Nie ma logicznego powodu, dla którego stypendium socjalne nie miałoby wynosić najzwyczajniej w świecie równowartości wynagrodzenia minimalnego. Należy ukrócić również głośny w ostatnim czasie proceder zgłaszania zerowych dochodów przez rodziców przedsiębiorców oraz wysokie nagrody dla licealnych olimpijczyków. Jeśli chcemy na poważnie podejść do problemu emigracji młodych ludzi, to powinniśmy zacząć od siebie – zamiast upokarzać polskie uczelnie, chwaląc się tysięcznym miejscem w międzynarodowych rankingach, władze uczelni i państwa muszą zapewnić studentom godne warunki do studiowania. Przyszłość młodego pokolenia nie leży, jak mogą twierdzić niektórzy „naukowcy” w masowym eksporcie młodych Polek i Polaków do pracy w Dolinie Krzemowej, tylko w uwalnianiu naszego potencjału tutaj, w Polsce. Nie może mieć miejsca sytuacja, w której rozdajemy na prawo i lewo setki tysięcy złotych bez żadnego cenzusu dochodowego, podczas gdy rzekomo brakuje pieniędzy na kwestie dużo bardziej palące niż to, czy dany olimpijczyk pójdzie na UW, czy UJ (czy gdziekolwiek indziej). Mowa tu o dodatkowym „stypendium na start” utworzonym przez władze UW, abstrahując od zasadności przyznawania nawet ustawowego stypendium rektora maturzystom-olimpijczykom (bez umniejszania ich osiągnięciom i potencjałowi). Jeśli polskie uczelnie muszą zwracać się ku osławionemu „rozdawnictwu”, żeby przekonać do siebie młodych ludzi, to być może nie powinno być to fundowane przez państwo, a przez filantropów i korporacje, które pieniędzy mają aż nadto. 

Podsumowując, logika stypendiów powinna wyglądać następująco: „na starcie” dążymy do maksymalnego wyrównania szans poprzez szeroko przyznawane stypendium socjalne, które pozwoli na funkcjonowanie na studiach bez konieczności np. podejmowania pracy zarobkowej. Dopiero wówczas będziemy mogli wychwycić „najlepszych” studentów i wynagrodzić ich dodatkowymi możliwościami rozwoju. W cywilizowanym kraju z samego tytułu dobrych ocen nikt nie powinien jeść, patrząc na głodnych. Obecny system stypendialny uczy młodych ludzi ślepoty na rzeczywistość społeczną, kłamiąc w żywe oczy, że wszyscy mamy równe szanse i premiując „najlepszych studentów” niezależnie od ich statusu materialnego. Jednocześnie stypendium socjalne jest dziś warte tyle, co wyznaczenie przez władze pola namiotowego dla bezdomnych w Los Angeles, żeby nie kłuli w oczy mieszkańców zgentryfikowanych dzielnic. 

Adam Ochwat

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja