Kominiarki przeciwko lewicy
31 XII 2025 31 grudnia 2025
Pewnego jesiennego popołudnia postanowiłem spełnić swój „obywatelski” obowiązek i poszedłem na protest sprzeciwiający się ludobójstwu w Palestynie. Na miejscu spotkałem swojego kolegę z wydziału i chwilę porozmawialiśmy. W trakcie rozmowy zapytał się mnie czy nie chcę maseczki chirurgicznej, abym mógł zakryć sobie twarz (nadmienię, że żaden z nas nie był wtedy przeziębiony). Podziękowałem za propozycję, ale odmówiłem.
Wielokrotnie wracałem do tej sytuacji myślami, bo zakrywanie twarzy na wydarzeniach takich jak manifestacje propalestyńskie, lub na innych lewicowych protestach jest zjawiskiem, którego trudno nie zauważyć. Twarz jest tym, przez co najłatwiej odróżniamy jednego człowieka od drugiego. Więc oczywiście jej zakrycie bezpośrednio wyraża chęć pozostania anonimowym. Po co zatem pozostawać anonimowym na protestach?
Przeważnie anonimowość jest motywowana obawą przed jakąś formą represji. Ale przecież zgłoszony władzom miejskim protest nie jest bojową akcją bezpośrednią organizowaną pod osłoną nocy. Jakich więc represji mogą obawiać się uczestnicy legalnych protestów, na których atmosfera nie jest szczególnie militancka, a ich przebieg jest zupełnie spokojny? Mam wrażenie, że raczej żadnych – no chyba, że planują jakąś akcję o niejednoznacznej legalności podczas samej demonstracji. Dlatego też uważam, że osoby owijające sobie twarz arafatką tak, jakby zaraz miały przeprowadzić intifadę przeciwko lokalnemu oddziałowi prewencji policji, mają inny cel niż anonimowość sama w sobie. A już na pewno wiem, że ich działania mają inny efekt.
Celem zakrywania twarzy jest z jednej strony pokazanie siebie jako „bojowego aktywisty”, który musi pozostać anonimowym a z drugiej pokazanie samego wydarzenia jako bardziej „bojowego”. Mam jednak wrażenie, że ten zamiar dla postronnego obserwatora wygląda zabawnie, szczególnie wtedy kiedy tłum nie przejawia innych cech kojarzonych z bojowością jak np. doskonałej dyscypliny, lub perfekcyjnie rytmicznego skandowania haseł.
Człowiek z zakrytą twarzą jest anonimowy też w tym złym sensie. Każda zakryta twarz to jedna prawdziwa osoba mniej. To już nie jest twój kuzyn, przyjaciel, kasjer z żabki pod twoim blokiem, czy nauczycielka z twojego dawnego liceum. To jest po prostu ktoś. Właśnie ze względu na tę anonimowość trudno, zwłaszcza postronnemu obserwatorowi, poczuć więź z osobą, której twarzy nie widać.
Dlaczego w ogóle tak skupiam się na postronnych obserwatorach? To proste. Protesty to nie są wydarzenia skierowane do wewnątrz ruchu. Te skrzętnie przygotowane przedstawienia mają manifestować poglądy grupy, która w nich uczestniczy przede wszystkim po to, żeby przekonywać do nich postronnych przechodniów. Dlatego tak ważne jest pokazanie, że za ideami stoją „prawdziwi” ludzie – że ruch składa się z jednostek, których częścią może się stać też ten, na razie, niezwiązany obserwator.
Idąc za ciosem, powiedziałbym, że jest wiele sytuacji, w których zakrywanie twarzy jest nie tylko niepożądane, ale wręcz szkodliwe. Nasuwa się tutaj przykład strajku. Takie wystąpienie przeciwko szefostwu i państwu jest nie tylko walką o swoje prawa, ale też wyrazem solidarności między pracownikami.
Zakrycie twarzy przy okazji strajku byłoby wyrazem strachu przed pracodawcą. Wierzę, że strach przed reakcją szefostwa w takiej sytuacji, jest jak najbardziej uzasadniony. Jednak w żadnym wypadku nie należy go okazywać. Na co dzień nie doceniamy wagi, jaką noszą te symboliczne przejawy strachu – zarówno w kontekście wysyłanego na zewnątrz komunikatu o sile pracowników w walce z zarządem zakładu, jak i w kontekście utrzymywania wysokiego morale wewnątrz grupy. Dlaczego morale miałoby być wysokie, jeśli obawiamy się ręczyć własnym wizerunkiem za grupę, w której działaniach uczestniczymy? Zakrycie twarzy przy okazji protestu w zakładzie pracy nie byłoby zatem dbaniem o własną anonimowość, ale przede wszystkim pokazaniem braku zaufania jednostki do zdolności samoobrony grupy i pokazaniem innym, że oni też powinni się bać. A to zaufanie jest absolutnie niezbędne przy wszelkich akcjach strajkowych. W końcu podstawową zasadą solidarności jest „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
Ostatnią ważną rzeczą przy okazji walk z pracodawcą jest to co mówiłem na początku, czyli pokazanie, że za protestem stoją prawdziwi ludzie. Twój kolega z biurka chętniej przyłączy się do wspólnej walki, jeśli zobaczy, że wśród walczących o swoje prawa jest ktoś, kogo zna, niż gdyby była to grupa dziwaków w kominiarkach.
Strajk to jednak duże, niecodzienne (niestety), wydarzenie. Natomiast zakrywanie twarzy jest niepożądane również w codziennych działaniach. Wyobraźmy sobie, na przykład, że podczas akcji ulotkowej lub w sytuacji zbierania podpisów pod petycją, uczestnicy agitacji mają zasłonięte twarze. Zamaskowani działacze podchodzący do ludzi aby wejść z nimi w rozmowę wyglądaliby jednocześnie strasznie i groteskowo. Kulturowo przyjęte jest, że zakrycie twarzy wyraża złe intencje, więc taki wygląd budziłby, uzasadnione zresztą, obawy o własne bezpieczeństwo wśród osób, które chcemy przekonać do naszych idei i zachęcić do działania. Znowu muszę też powrócić do tematu zaufania – dawanie ulotki jednocześnie będąc zamaskowanym, nie pokazuje zaufania do osób z którymi się współdziała, a dodatkowo buduje przekonanie, że to, co się propaguje podczas akcji agitacyjnej jest w jakiś sposób niebezpieczne. Na lęku i braku zaufania nie da się zbudować masowego ruchu!
Przed zakończeniem wspomnę jeszcze o mediach. Wszystkie negatywne elementy anonimowości, które wymieniłem dotychczas, tyczą się również celowego cenzurowania twarzy na umieszczanych w mediach społecznościowych zdjęciach z wydarzeń.
Daleko nam jest do bojowników, których codzienne działania poważnie grożą status quo wewnątrz państwa. Dlatego zamiast performować militantów powinniśmy skupić się na budowaniu zaufania i solidarności wewnątrz ruchu oraz jego widoczności poza nim. Budowa takich fundamentów bardzo często zaczyna się od prostego uśmiechu, którego nie będzie widać spod kominiarki.
Jakub Mleczko
