Gdy slogan nie równa się idei: o Młodej Lewicy i broszurze o bezpłatnych praktykach
26 XI 2025 26 listopada 2025
Wczoraj w sejmie odbyła się konferencja prasowa poświęcona „raportowi” o bezpłatnych praktykach i stażach, zorganizowana przez byłą młodzieżówkę SLD (teraz Nowej Lewicy). Publikację, która rzekomo obnaża szokującą prawdę o sytuacji ekonomicznej młodych, przedstawiono jako kamień milowy w walce, którą Młoda Lewica rozpoczęła dwa lata temu, składając projekt nowelizacji ustawy o praktykach absolwenckich. Tym razem te same patetyczne slogany brzmiały jednak wybitnie karykaturalnie i kiczowato. Poczucie śmieszności wywoływało wiele rzeczy — sztywność i sztuczność w wypowiedziach, wyraźnie odczuwalny brak energii, zagubiona mimika Dariusza Wieczorka, czy całkowicie szczera i pozbawiona nuty ironii deklaracja Wojciecha Koniecznego, że mamy pełną determinację, żeby zrealizować te założenia, na tyle na ile to możliwe. Głównym źródłem wstydu był jednak zdecydowanie olbrzymi dysonans pomiędzy samym „Raportem”, który dopiero co przeczytałem, a tym, co właśnie o nim mówiono.
Szczera megalomania czy cyniczna propaganda?
Broszura składa się z trzech luźno związanych ze sobą części. Pierwsza zatytułowana jest „Dyskusja o uregulowaniu praktyk i staży na tle projektu ustawy złożonego w 2023 roku”. Tekst otwiera fragment poświęcony projektowi nowelizacji ustawy o praktykach absolwenckich przygotowanego przez Młodą Lewicę we współpracy ze związkami zawodowymi i związanej z nim kampanii na rzecz zakazu bezpłatnych. Autor opisuje działania swojej organizacji jako zapalnik dla dynamicznej ogólnopolskiej dyskusji, a następnie podejmuje polemikę z argumentami, które padły w jej toku. Odnosząc się do pozycji przeciwników obowiązkowej odpłatności praktyk, wskazuje na rozwiązania procedowanego obecnie przez Radę ministrów projekt ustawy o stażach, który przedstawiony jest jako ideowy spadkobierca działań sprzed dwóch lat. Całość wieńczy stwierdzenie „Analiza powyższych argumentów prowadzi do wniosku, że choć sama propozycja z 2023 roku mogła zawierać drobne mankamenty, to postulat (...) wydaje się być uzasadniony”.
Historia walki partyjnych młodzieżówek z bezpłatnymi praktykami brzmi inspirująco, lecz niestety nie ma zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Projekt z 2023 roku nie wywołał wielkiego poruszenia i nie został potraktowany przez komentatorów poważnie, bo jak słusznie ocenili, nie miał żadnych szans na jego uchwalenie. Dwustronicowa ustawa Młoda Lewica nie zapoczątkowała dyskusji wokół odpłatności praktyk, bo ta trwała już od dawna. Gdy w 2021 roku jako Inicjatywa Pracownicza wypowiadaliśmy się na ten temat w ramach jednego z parlamentarnych zespołów, argumenty każdej ze stron debaty były dokładnie takie same. Po zgłoszeniu projektu jedynymi działaniami Młodej Lewicy wokół tematu wokół praktyk i staży było uprzejme proszenie zaprzyjaźnionych samorządowców, by płacili młodym za ich pracę. Próba połączenia tej PR-wej wydmuszki z aktualnie procedowaną ustawą i sugerowanie istnienia jakiejkolwiek ciągłości pomiędzy tymi dwoma aktami projektami, to nie tyle manipulacja, ile po prostu kłamstwo. Żadnej kampanii nie było, bo druk utknął w zamrażarce, a po bezskutecznym wezwaniu wnioskodawcy do uzupełnienia braków formalnych, przepadł wraz z końcem kadencji.
Intelektualna nędza, czy nieudolny kamuflaż?
Pomimo że „Raport” utrzymany jest w estetyce publikacji naukowej i próbuje udawać poważną ekspertyzę, to fakt, że nią nie jest, szybko staje się ewidentny. Szumnie zatytułowane „Badanie — Jak praktyki i staże wpływają na sytuację ekonomiczną młodych Polek i Polaków?” to chwiejna metodologicznie i mało odkrywcza podkładka pod projekt Ustawy o stażach procedowany aktualnie przez Radę ministrów. Sens prowadzenia chałupniczych badań na temat praktyk i staży już na początku wydaje się wątpliwy wobec faktu, że MRPiPS przeprowadziło już kompleksowe badania rynku pracy pod tym kątem. Nie pomaga fakt, że wybrana przez autora metoda badania jakościowego nie wydaje się najbardziej adekwatnym sposobem uzyskania informacji temat sytuacji ekonomicznej naszego pokolenia. O kompletnej bezużyteczności badania przesądza jednak zbiorcze ujęcie wszystkich rodzajów praktyk i staży w jednej kategorii.
Termin „praktyki i staże” obejmuje kilkanaście odrębnych form prawnych, uregulowanych niezależnie od siebie w różnych aktach i równocześnie używane są przez pracodawców w odniesieniu do zatrudnienia cywilnoprawnego. Chaos terminologiczny znacznie utrudnia opowiadanie o własnych doświadczeniach i problemach, nie wspominając już o dyskusji nad konkretnymi rozwiązaniami legislacyjnymi. Autorzy kreatywnie poradzili sobie z tym problemem, arbitralnie wprowadzając własny podział na „praktyki edukacyjne” i „staże rynkowe”. W broszurze czytamy, że praktyka jest obowiązkowym elementem kształcenia i wiąże się z ekonomicznym ciężarem dla podmiotu zatrudniającego, podczas gdy staż jest dobrowolny i przynosi mu konkretną korzyść ekonomiczną. Takie definicje są istotnie dużo prostsze, jednak nijak mają się do form funkcjonujących w polskim systemie prawnym. W mojej opinii nie ulega wątpliwości, że przekłamania i manipulacje w treści publikacji dotyczą tak podstawowych kwestii, że nie można ich uznać za błędy wynikające z braku wiedzy.
Merytokratyczna apolityczność, czy leniwa bezideowość?
Oczywistym celem wydania „Raportu” była legitymizacja rozwiązań ustawy o stażach i chęć zgarnięcia kapitału politycznego za jej wprowadzenie. Przed autorami stanęło niełatwe zadanie pogodzenia radykalnej retoryki socjalnej lewicy z kompromisowym oportunizmem SLD w neoliberalnym rządzie. Nie dziwią zatem takie absurdy jak uzasadnianie, dlaczego praca praktykanta nie ma wartości ekonomicznej w publikacji zatytułowanej „Gdy praca nie równa się płaca”, czy rozumienie wyzysku jako łamania praw pracowniczych przez nieuczciwych pracodawców. System polityczny oparty na micie merytokracji wymaga od każdego ideologicznego postulatu przedstawienia obszernego „naukowego” i „racjonalnego” uzasadnienia. Samo dostosowanie się do tego oczekiwania wymaga dużego wysiłku intelektualnego nawet od osób o głęboko ugruntowanych przekonaniach. Ideowe uzasadnienie pozycji politycznej, która odbiega od zewnętrznej narracji, na temat, o którym nie ma się pojęcia, wymaga natomiast ogromnego fikołka. Nie jest zatem zaskoczeniem, że Młoda Lewica wylądowała na pośladkach i wyprodukowała ekspertyzę na miarę swoich możliwości.
To, co dziwi, choć może nie powinno, to zupełny brak wstydu, z jakim działacze partyjni podpisują się pod broszurą sklejoną z finezją godną przedszkolaka wkładającego sobie kredki do nosa. Aktualnie SLD nie jest w szczytowej formie, lecz przyszłość sojuszu wygląda dużo bardziej ponuro, jeśli patrzeć po kadrach. Choć fundamentalnie nie zgadzam się z założeniami, jakie przyświecają powstającej w Ministerstwie ustawy o stażach, wiem, że nawet w najgorszych snach nie muszę obawiać się niechlujnego bulba pokroju projektu Młodej Lewicy z 2023 r. czy tego „Raportu”. Lewicowi millenialsi w parlamencie w większości raczej sprawnie budują wizerunek ludzi autentycznie ideowych, jedynie zmuszonych do niewygodnych kompromisów przez trudny moment historyczny. Tymczasem młode pokolenie karierowiczów w garniturach nie potrafi zasymulować posiadania kręgosłupa, choćby do nich strzelano. Szczęśliwie dla nich, nikt faktycznie nie czyta takich publikacji przed udostępnieniem ich na relacji.
Dominik Chrabski
