ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Absolwenckie upupianie. Czego Ministerstwo Pracy (nie) nauczyło się od Witolda Gombrowicza?

27 listopada 2025

Absolwenckie upupianie. Czego Ministerstwo Pracy (nie) nauczyło się od Witolda Gombrowicza?

Tekst jest częścią siódmego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.

Trzy miesiące darmowych praktyk, a potem propozycja podpisania umowy zlecenia za 300 złotych miesięcznie. Brzmi absurdalnie? To doświadczenie niejednego studenta, który by dostać upragniony dyplom, musi odbyć praktyki zawodowe. Oczywiście, nie zawsze są one bezpłatne, ale mogą być. I tutaj leży sedno problemu. Młodym można nie zapłacić złamanego grosza za wykonywanie obowiązków pełnoetatowego pracownika, ale — broń Boże — zapłacić im dwukrotną wysokość minimalnego wynagrodzenia. To paradoksalne rozwiązanie stało się popularną formą wyzysku — legalną, powszechnie akceptowaną i (wciąż) systemowo wspieraną.

Czym różni się praktykant od zwykłego pracownika? Jeśli chodzi o rodzaj realizowanych zadań i czas pracy — bardzo często tylko nazwą, a także… brakiem wynagrodzenia. Studenci już dawno przestali podawać kawę prezesowi i czekać godzinami na możliwość wykonania jakiegoś „prawdziwego” zadania. Teraz przygotowują raporty w Excelu, tworzą treści marketingowe i prowadzą media społecznościowe, bo przecież „umiejętność obsługiwania komputera wyssali z mlekiem matki”. Przecież nie trzeba im za to płacić – i tak by siedzieli na Instagramie. A to wszystko „dla ich dobra”. Nie można sobie wyobrazić cenniejszego daru niż zdobyte doświadczenie, prawda?

Pewnie, dopóki ma się przygotowaną poduszkę finansową na czarną godzinę, można sobie pozwolić na wykonywanie nieodpłatnej pracy. Tyle że nie oszukujmy się — niewielu młodych ludzi ma dzisiaj taką możliwość. W tej sytuacji jedynym „dobrem”, które tutaj powstaje, jest „dobro” firmy, korzystającej z darmowej siły roboczej — często przez kilka miesięcy, bez najmniejszego zobowiązania wobec studenta, któremu uczelnia narzuciła obowiązek odbycia 700 godzin praktyk w toku nauczania. A kiedy ma je odbyć, jeśli nie w roku akademickim, pomiędzy zajęciami? W wakacje trzeba pracować na dwa etaty, żeby zarobić na życie od października do czerwca.

Ustawa o praktykach absolwenckich pochodzi z 17 lipca 2009 roku i dotyczy absolwentów szkół lub uczelni do 30. roku życia. Zgodnie z jej zapisem, praktyka „ma na celu ułatwienie absolwentom uzyskiwania doświadczenia i nabywania umiejętności praktycznych niezbędnych do wykonywania pracy”. Może być odpłatna lub nieodpłatna — decyzja zależy od umowy zawartej pomiędzy praktykantem a organizatorem. Jeśli jest odpłatna, nie może przekroczyć dwukrotnej wysokości minimalnego wynagrodzenia godzinowego. A co najważniejsze: w świetle ustawy praktykant nie jest ani pracownikiem, ani bezrobotnym. W konsekwencji nie ma prawa do ubezpieczenia zdrowotnego i wypadkowego oraz innych praw wynikających z Kodeksu pracy. Jakie są skutki tego stanu rzeczy?

Praktykant jest „szarą strefą” rynku pracy, funkcjonującą poza standardami ochrony pracownika. Nie ma prawa do urlopu, przerw i płatnego zwolnienia chorobowego — nawet jeśli „zdobywa doświadczenie” w danym miejscu przez trzy miesiące. Dodatkowo nie obowiązują go przepisy dotyczące wypowiedzenia oraz przepisy BHP (w takim zakresie jak regularnego pracownika).

Pracodawcy (nieoferujący uczciwej pracy) chętnie korzystają z tego układu. Wybierają darmową opcję „zatrudnienia”, nie ponosząc żadnych kosztów. Co dalej? Po trzymiesięcznym czasie trwania umowy z daną osobą „zatrudniają” kolejną — na kolejne trzy miesiące, i tak w kółko.

Można by było pomyśleć, że w interesie uczelni leży ochrona dobra studentów. Nic bardziej mylnego. Ustawa nie narzuca obowiązku kontroli jakości praktyk. Nie istnieje również skuteczny mechanizm zgłaszania nadużyć — praktykant nie ma żadnego związku z Państwową Inspekcją Pracy. Ponadto uczelnie często nie weryfikują faktycznego przebiegu praktyk — wystarczy przynieść odpowiednio podpisany dokument i odpowiedzieć na prowizoryczne pytanie: „Jak się podobało?”.

Praktyki to kolejne pole do systemowych nadużyć — legalizują darmową pracę, pozbawiają młodych podstawowej ochrony, pogłębiają nierówności i często nie mają nic wspólnego z rzeczywistym nauczaniem. Czy istnieją jakieś alternatywy wobec tego status quo?

Wśród postulatów zmian pojawiają się m.in.: obowiązek odpłatności za praktyki po pierwszym miesiącu, ubezpieczenie zdrowotne i wypadkowe opłacane przez organizatora, włączenie praktykantów pod nadzór PIP, monitoring jakości praktyk przez uczelnie i państwo, a także zwiększenie wsparcia dla studentów z małych miast i rodzin o niskich dochodach. Czy Ministerstwo Pracy próbowało coś zdziałać w tej kwestii? Próbowało i w pewnym sensie dalej próbuje, ale nie tak, jak powinno.

Zdobywanie doświadczenia zawodowego poprzez staże może być i jest cennym sposobem rozwijania swoich kompetencji i umiejętności. Niezmiennie jednak — jeżeli jest to praca, to powinna wiązać się z godnym wynagrodzeniem. Jakim? O tym możemy dyskutować, ale stanowisko Ministerstwa Pracy w odniesieniu do każdej pracy jest takie samo: jeżeli jest praca, to powinna być płaca.

...powiedziała 23 lipca 2025 roku ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Czy od tamtej pory coś się zmieniło, czy słowa pozostały tylko słowami?

16 września 2025 roku Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej opublikowało projekt ustawy o stażach, którego celem jest „zapewnienie odpowiedniego komponentu edukacyjnego i przygotowania zawodowego staży oraz ochronę praw stażystów, a także wyeliminowanie zjawiska bezpłatnych staży i zminimalizowanie ryzyka zastępowania stosunku pracy przez staż”. Co to oznacza w teorii? Projekt ma profesjonalizować podejście do staży, eliminując ich bezpłatne i nieuczciwe formy, a także wprowadzić minimalne standardy edukacyjne, prawne i finansowe. Dla stażystów wiązałoby się to z obowiązkowym wynagrodzeniem, ochroną prawną, lepszą jakością szkoleń, jasnymi warunkami i zasadami wykonywania pracy, a także większym bezpieczeństwem. Gdzie w takim razie leży haczyk? W zdaniu: „Z zakresu przedmiotowego ustawy wyłączone będą staże i praktyki stanowiące element programu kształcenia formalnego, staże organizowane przez urzędy pracy, staże i praktyki niezbędne w celu uzyskania dostępu do zawodu regulowanego”. W związku z tym zmiany przewidziane w projekcie ustawy nie obejmują: obowiązkowych praktyk na studiach, staży dla bezrobotnych, a także staży wymaganych do zawodu regulowanego np. aplikacji prawniczej. 

A co takiego obejmują? Staże na otwartym rynku pracy, które odbywają się poza systemem edukacyjnym. Jeśli student (po zakończeniu semestru) podejmie staż w jakiejś firmie, to ktoś będzie musiał mu za to zapłacić. Wniosek? „Koniec i bomba, a kto podpisał, ten tromba!”.

Karolina Najda

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja