Dorosłość po studiach – nowy, lepszy świat czy stara niepewność?
30 marca 2026
Tekst jest częścią ósmego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.
Wertując książki i przygotowując się do egzaminów, często zastanawiamy się, jakie życie czeka nas po studiach. Opuszczenie uniwersytetu to jeden z kluczowych momentów przejściowych w naszym życiu. Wyobrażenia tego, co ma zagwarantować nam dyplom, pojawiają się już, kiedy po raz pierwszy przekraczamy jej mury. Idziemy na studia z oczekiwaniami i nadziejami. Mają nam one zapewnić wykształcenie, ono dać ma dobrą pracę, a w konsekwencji godne życie. Wreszcie będziemy mogli stać się dorośli.
Za murami uczelni ma czekać na nas „prawdziwy świat”. Świat, który kusi obietnicą dorosłości: stabilności, umowy o pracę, dobrej płacy, domu i rodziny. Im bliżej końca studiów, tym bardziej myślenie o „końcu szkoły” przynosi niepokój, a wyzwania stają się coraz bardziej realne. Skoro życie już podczas studiów wiążą się z niestabilnością, prekarną pracą i przeprowadzaniem się co chwila do kolejnego, drogiego i ciasnego mieszkania, to czy po opuszczeniu murów uniwersytetu rzeczywiście otwiera się przed nami nowy, lepszy świat?
Wszystko zależy oczywiście od perspektywy – studiowanego kierunku, statusu materialnego rodziców, pochodzenia czy odziedziczonych zasobów. Zagrożenia i możliwości czekające osoby studiujące informatykę czy prawo będą inne niż te kończące socjologię czy językoznawstwo, a wszystkie poddane są żelaznym prawom rynku, więc zmieniać się może z roku na rok. Niezależnie jednak od tego, czy opisywane poniżej problemy dotyczą nas bezpośrednio, nie powinniśmy ich ignorować. Nie są one marginalne – dotyczą dużej liczby osób – z dużym prawdopodobieństwem także kogoś z naszego otoczenia. Wynikają ze strukturalnych problemów państwa i rynku pracy, a ich długofalowe skutki społeczne dotkną nas wszystkich.
Obiecany „nowy świat”
Koniec studiów nie gwarantuje stabilności życiowej. Czy możemy czuć się dorośli, kiedy to, co od lat wyznacza dorosłość – stabilna praca, dobra płaca, posiadanie domu i możliwość założenia rodziny – pozostaje poza naszym zasięgiem? Jak wygląda nasze dawne wyobrażenie życia po studiach, nadzieja na dorosłość, w zderzeniu z rzeczywistością?
Rynek pracy ani rynek mieszkaniowy nie przechodzą magicznej metamorfozy w momencie odebrania dyplomu. Nie otwiera się przed nami ukryty wcześniej „rynek pracownika”, zawieszony poza czasem i przestrzenią. Poszukiwanie pracy pozostaje długie, wyczerpujące i często upokarzające, a ceny najmu nie spadają tylko dlatego, że przestaliśmy być studentami. Co więcej, tracąc status studenta, tracimy dla wielu pracodawców swoją „atrakcyjność”. Nie istnieje żadne zaklęcie, które automatycznie zamienia umowy cywilnoprawne w umowy o pracę tylko dlatego, że mamy wyższe wykształcenie.
Trzy literki przy nazwisku nie przynoszą spokoju, stabilności ani ostatecznego poczucia dorosłości, ponieważ żyjemy w świecie niesprzyjającym młodym ludziom – zarówno studentom, jak i absolwentom. Nasze szanse są nadal w ogromnym stopniu determinowane przez położenie klasowe, a studia nie stanowią tu żadnego remedium. Bogaci rodzice, odziedziczone kapitały i przywileje pozwalają części osób łagodniej przejść ten moment – podobnie jak pozwalały im łatwiej funkcjonować już w trakcie studiów. Dla reszty z nas świat po studiach jest kontynuacją starych problemów i kumulacją nowych.
Nadal skazywani jesteśmy na umowy śmieciowe, bezpłatne staże i „zdobywanie doświadczenia”. Dochodzi do tego presja jak najszybszego znalezienia pracy – skoro już nie studiujemy, powinniśmy sobie poradzić. Ta presja w zderzeniu z realiami szukania pracy wpycha nas w kolejne prekaryjne zatrudnienie, którego nie chcemy, ale które musimy podjąć, by się utrzymać. Większość naszych pensji pochłania wynajem i podstawowe koszty życia, a perspektywa posiadania własnego mieszkania znajduje się daleko poza horyzontem płacy minimalnej.
Relacje po studiach
Niepewność i tymczasowość nie ograniczają się jednak tylko do pracy i zarobków – niestabilność przenika także nasze relacje. Po studiach jeszcze silniej odczuwamy skutki zatomizowanego społeczeństwa. Trudniej budować trwałe więzi poza uczelnią, gdzie relacje były wpisane w codzienność. Wiele z nich rozpada się, bo zmuszeni jesteśmy do ciągłych przeprowadzek w poszukiwaniu pracy, pracujemy ponad siły, brakuje nam czasu i funkcjonujemy w permanentnym stresie o jutro.
Niestabilność ekonomiczna wpływa również na decyzje dotyczące zakładania rodziny. Odkładamy je na później – często na bliżej nieokreśloną przyszłość – nie dlatego, że nie chcemy. My nie mamy na to odpowiednich warunków materialnych. Brak stabilnego zatrudnienia, własnego mieszkania i poczucia bezpieczeństwa sprawia, że dorosłość zostaje zawieszona w próżni, a życie prywatne podporządkowane jest logice przetrwania.
Dorosłość trzeba sobie wywalczyć
Wychowani w paradygmacie indywidualizmu i nieustannego samorozwoju jesteśmy jednocześnie bombardowani przekazem, że za swój los odpowiadamy wyłącznie sami. Jeśli nie osiągamy stabilności, jeśli nie ogarniamy dorosłego życia, to rzekomo nasza wina: za mało się staraliśmy, źle wybraliśmy studia, nie dość ciężko pracujemy. Ta narracja skutecznie maskuje strukturalne problemy i przerzuca odpowiedzialność z systemu na jednostkę. Brak poczucia dorosłości i stabilności staje się źródłem wstydu, frustracji i wypalenia.
Wyjście z murów uczelni nie daje nam obiecywanej wolności ani dorosłości – podobnie jak podczas studiów nie mogliśmy doświadczyć stabilności ani bezpieczeństwa socjalnego. Nie dlatego, że źle się staraliśmy, lecz dlatego, że mierzymy się z całą siecią problemów społecznych, politycznych i ekonomicznych, które systemowo uderzają w młodych ludzi. Studenci i młodzi pracownicy nie są grupą, której problemy interesują decydentów. Ten sam system, który nie staje po stronie studentów, karmi się później wyzyskiem młodych pracowników.
Odpowiedzią na te powszechne problemy nie może być indywidualne radzenie sobie, lecz zbiorowe, zorganizowane działanie polityczne. Musimy się organizować – w związkach zawodowych, kolektywach i organizacjach politycznych. Walczyć o stabilne zatrudnienie, godne płace, dostępne mieszkania i realne bezpieczeństwo socjalne. Budować wspólnoty oparte na solidarności, a nie na konkurencji. Jeśli czas po studiach ma oznaczać stabilność i pewność, nie przyjdą one wraz z dyplomem. Trzeba je wywalczyć – politycznie, zbiorowo i solidarnie.
Przemysław Mitka
