Bezczynność i represje: jak władze Uniwersytetu Jagiellońskiego tłumią studencki opór?
Tekst jest częścią szóstego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.
Uniwersytet stosuje różne metody i narzędzia, by tłumić sprzeciw zaangażowanych politycznie studentów. Cel jest jeden, niezależnie od różnic w rektorskim arsenale: utrzymanie status quo. W ostateczności nosiciele gronostajów chcą okiełznać — czy wręcz zupełnie wyeliminować opór zagrażający hierarchii. Radykalni studenci mają zamilknąć, zakończyć walkę i się podporządkować – decyzje mają pozostać w rękach racjonalnych władz rektorskich i podporządkowanych samorządów studenckich. Zasada jest prosta: kto wyraża sprzeciw, ma zostać wyrzucony poza nawias tzw. wspólnoty akademickiej.
Reakcje i strategie naszych przeciwników nie są oczywiście statyczne – ewoluują i zmieniają się w zależności od postaw studentów oraz stanu trwającego konfliktu. Jeśli nie wystarczą łagodniejsze metody, władze gotowe są sięgnąć po ostrzejsze rozwiązania. Dobitnie pokazały to represje, po które w ostatnich miesiącach sięgał UJ. Aby dostrzec pewne trendy i wzorce, warto prześledzić reakcje władz uniwersyteckich i to, jak zmieniały się one z miesiąca na miesiąc po strajku okupacyjnym Kamionki. Jak władze radziły sobie z porażką i broniły własnego interesu, podejmując próbę delegitymizacji ruchu?
Sygnały, do czego zdolne są władze Uniwersytetu Jagiellońskiego, pojawiły się jeszcze podczas strajku w maju zeszłego roku. To wtedy ówczesny rektor Popiel podjął decyzję o wezwaniu w nocy policji do okupowanego akademika. Jedenaście miesięcy po okupacji DS „Kamionka” to rozpaczliwe próby zachowania twarzy przez uniwersytet i represje – z każdym miesiącem postawa władz staje się coraz agresywniejsza. Rektor-zarządca sukcesywnie przemieniał się w rektora-policjanta.
Pierwsze miesiące po okupacji – rozbrajać opór milczeniem i bezczynnością
Początkowo strategia tłumienia studenckiego sprzeciwu była bardziej subtelna, oparta głównie na miękkich metodach oraz wykorzystaniu dysproporcji władzy i uprawnień między rektorem a studentami. W końcu nie należymy do senatu, ani nie zarządzamy budżetem. To sprawia, że uniwersytet myśli, że może nas ignorować i szczerzyć się do mediów, uspokajając, że wszystko odbywa się zgodnie z planem.
Metodą rozbrojenia miał być brak reakcji i pozorna realizacja porozumienia kończącego strajk. Władze milczały, nie odpowiadały na propozycje rozmów ani na listy otwarte. Równolegle z wykluczeniem strony konfliktu z dyskusji, przygotowano pozorowane rozwiązania: celowo zawyżony tajny projekt przebudowy akademika (którego nigdy, wbrew deklaracjom Jedynaka, nie upubliczniono), oraz absurdalne badanie zapotrzebowania, mające dowieść, że Kamionką nikt nie jest zainteresowany. UJ wykreował alternatywną rzeczywistość: remont akademika jest zbyt kosztowny, a tak w ogóle to i tak nikt nie chce tam mieszkać.
Temat Kamionki starano się wyciszyć wszelkimi możliwymi sposobami, tak żeby nie wychodził poza kontrolowane przez rektora gmachy i sale uniwersytetu. Rozmowy o akademiku toczyły się za zamkniętymi drzwiami senatu, bez udziału studentów. Liczono, że krzykacze w końcu się zniechęcą, a opór osłabnie. Równocześnie w mediach kreowano obraz władz uniwersytetu jako otwartych na dialog i wywiązujących się z porozumienia. Jeszcze we wrześniu 2024 r. władze ugięły się i wstrzymały sprzedaż innego akademika – DS „Racławicka” – który, pod naciskiem studentów, został otwarty już w październiku. Czy rektor naprawdę sądził, że subtelne, lecz stanowcze „nie” wobec Kamionki ujdzie płazem, jeśli w innych kwestiach pójdzie na ustępstwo? Studenci muszą pójść na kompromis, w przeciwnym razie się poddadzą — zdaje się myśleć szanowny profesor.
Damage control nie wystarcza – rektor sięga po represje
Z czasem sytuacja Kamionki oraz postawa władz były nagłaśniane i krytykowane coraz intensywniej. Każde akty dezinformacji i ignorancji ze strony władz spotykały się ze studencką odpowiedzią. Z czasem UJ zaczął reagować wręcz alergicznie na widok związkowych plakatów i grafik w mediach społecznościowych. Studentom zaczęto grozić konsekwencjami za publiczne wypowiadanie się o sprawie Kamionki — także pozwami. Władzom wyraźnie puszczały nerwy — w końcu zaczęły tracić tak ważną kontrolę nad przekazem. Spod maski uśmiechu zaczęły wyłaniać się zaciśnięte zęby.
W styczniu uniwersytet wszczął pierwsze postępowanie dyscyplinarne wobec studenta, który pojawił się na posiedzeniu senatu, by mówić o Kamionce. Uczelnia wysłała jasny sygnał – nie zamierza wziąć ani kroku w tył. Przecież przekazano, że remont jest drogi, a studenci nadal protestują. Ośmielają się publicznie krytykować rektora, kanclerz i uniwersytet. Za takie zachowanie musi być kara.
Wbrew zachciankom UJ, opór i zapał studentów nie zmalały. Walka o Kamionkę stała się jeszcze wyraźniej walką z uniwersytecką tyranią. Polityczne zaangażowanie nie osłabło – wręcz przeciwnie – wzmocniło się. Rozpoczęto ogólnopolską kampanię potępiającą represje — ówcześnie nie wiedząc, że to dopiero początek — a przede wszystkim kontynuowano codzienne działania.
Pod koniec marca studenci przerwali wystąpienie rektora Jedynaka na Dniu Otwartym UJ, by upomnieć się o Kamionkę. Rektor nie wytrzymał na sali – opuścił aulę w pośpiechu, uciekając przed własnymi studentami. W odpowiedzi UJ zdecydował się na „opcję atomową”: rektor zawiesił protestujących w prawach studenta. Zawieszono aż sześciu politycznie zaangażowanych studentów i studentki, równolegle zgłaszając ich na policję. Łagodniejsze metody zawiodły, sięgnięto więc po dalsze wykorzystywanie dysproporcji władzy, pomiatając przyszłością studentów, którym odebrano nawet możliwość obrony prac dyplomowych. Na kolejną studencką pikietę wezwano policję, która spisała protestujących. Uniwersytet błyskawicznie przekształca się w policyjną machinę, traktującą działaczy nie jak studentów, a jak przestępców.
Kontynuujmy opór
Reakcje uniwersytetu na nasze postulaty potrafią podkopać morale. Rektorzy nie słuchają, kłamią, nazywają nas chuliganami i wykorzystują wszelkie możliwe środki, by nas uciszyć i odeprzeć nasze żądania. Czasem wydaje się, że zderzamy się ze ścianą i nie mamy w tej walce żadnych szans. Rektorzy chcą zaszczepić w nas poczucie bezsilności – by ostatecznie unicestwić nasz opór, zniszczyć organizacyjną siłę, zniechęcić do dalszej walki. Nie możemy im ulegać. Musimy szukać nowych rozwiązań, poszerzać ruch, uświadamiać studentów o prawdziwym obliczu uniwersytetu i kontynuować nasze działania. Pozostaje wykorzystać ten trudny moment na własną korzyść, bo to w takich chwilach leży organizacyjny potencjał.
Przykład walki o Kamionkę pokazuje jasno: rektorzy nie cofną się przed użyciem policji czy zawieszeniami, jeśli ruch staje się zbyt silny i widoczny – a więc zagrażający ich interesom. Takie sytuacje są dla nas niczym innym jak dowodem, że jesteśmy realnym zagrożeniem, skoro ktoś jest gotów w tak brutalny sposób próbować się nas pozbyć.
W obliczu represji i twardych reakcji władz nie możemy popadać w stagnację, podkulać ogona ani się poddawać. Musimy trwać przy nieugiętej postawie i obracać działania władz na naszą korzyść. Nie możemy schylać głów. To właśnie bezkompromisowość pozwoli zburzyć zabetonowane struktury i zmienić uniwersytet. Walczymy do końca.
Przemysław Mitka
Zawieszenie w prawach studenta – co oznacza?
Zawieszenie w prawach studenta to jedna z najpoważniejszych sankcji dyscyplinarnych na uczelni. Oznacza czasowe pozbawienie studenta możliwości korzystania z podstawowych praw akademickich – uczestnictwa w zajęciach, egzaminach i obronach, a także dostępu do infrastruktury uczelni, jak biblioteki czy akademiki i pomoc socjalna. Może to skutkować opóźnieniem ukończenia studiów, utratą stypendiów, a nawet skreśleniem z listy studentów. Zawieszenie trwa do zakończenia postępowania dyscyplinarnego.
Podstawa prawna: Art. 308 ust. 3 ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Dz.U. 2018 poz. 1668, z późn. zm.)
...
