„Wciąż mamy wdrukowane, że trzeba stać pół kroku za liderem i pracować na jego sukces”. Rozmowa z Magdą Adamcio
8 marca 2026
Tekst jest częścią specjalnego wydania Alarmu Studenckiego z okazji Miesiąca Historii Kobiet Pracujących. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.
Magda Adamcio to pracownica wydawnictwa Bauer i członkini prezydium komisji zakładowej Inicjatywy Pracowniczej – pierwszej organizacji związkowej, która przeprowadziła strajk ostrzegawczy w sektorze mediów w III RP. Od ponad 15 lat praktykuje jogę, która uczy jej cierpliwości, siły i oddychania głęboko – szczególnie przydatnego w działalności związkowej. Jest Łemkinią, z troską i wdzięcznością wraca do swoich korzeni.
Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet Pracujących pytamy Magdę o kulisy związkowej działalności i rady dla młodych pracownic.
Kiedy i dlaczego zdecydowałaś się dołączyć do związku?
Do Inicjatywy dołączyłam w marcu 2023, miesiąc po tym, jak wystartowała z działalnością w Wydawnictwie Bauer. Nie musiałam się nad tym długo zastanawiać, bo od razu wiedziałam, że dołączę do związku i chcę być jego aktywną członkinią. Dlaczego? Bo do lutego 2023 (Bauer jest w Polsce od 1991!) nie było tu żadnego organu zajmującego się ochroną pracowników i ich praw. Od dłuższego czasu narastała we mnie wściekłość i sprzeciw wobec tego, jak są traktowani ludzie w wydawnictwie. Ten temat zawsze był mi bliski – denerwowało mnie, że w Polsce w relacji pracodawca – pracownik wciąż panuje system feudalny. Nawet w warstwie leksykalnej: pracodawca. Mnie nikt niczego nie daje, a praca nie jest aktem łaski ze strony firmy – ona ma po prostu obowiązek godnie płacić mi za dobrze wykonaną pracę.
Czym zajmujesz się w Inicjatywie?
Dziś jestem członkinią prezydium mojej komisji. Po sporze zbiorowym zakończonym porozumieniem w sierpniu ubiegłego roku zajmujemy się kolejnymi patologiami, których wciąż jest niemało w wydawnictwie – pełzające zwolnienia grupowe, brak wynagrodzenia za zastępstwa w czasie urlopów, przymus pracy dodatkowej, choć w teorii nie jest przymusowa, etc.
Jak mierzysz się z trudnymi sytuacjami w pracy?
Działalność związkowa nauczyła mnie cierpliwości, konsekwencji i metodycznego podejścia do trudnych sytuacji. Na początku frustrowało mnie to, że efektów naszej działalności nie widać natychmiast, że nie ma fajerwerków i braw, że zmiany następują powoli. Dziś wiem, że kropla drąży skałę, a upór i wytrwałość przynoszą realną transformację.
Z jakimi trudnościami mierzą się obecnie kobiety na rynku pracy?
Myślę, że niezmiennie od lat z tymi samymi. Choć niemalże trudno w to uwierzyć, mamy 2026 rok, kobietom wciąż trudniej awansować czy negocjować warunki pracy z powodu uprzedzeń i stereotypów dotyczących płci. Luki płacowe i nierówność płacowa to nie histeria sfrustrowanych kobiet, tylko fakt.
A w związkach zawodowych? Czy uważasz, że jest przestrzeń do poprawy i dlaczego?
Zawsze jest przestrzeń do ulepszania. Dziś w Inicjatywie mierzymy się z brakiem zaangażowania i biernością naszych członków i członkiń. Chcemy ich aktywować, przekonywać, że silni możemy być tylko razem, szukamy nowych wabików – to jest czasami deprymujące, ale ja wiem, że warto.
Nie przypominam sobie, żebym miała przykre doświadczenia związane ze swoją działalnością związkową ze względu na płeć. Może wynika to z mojego podejścia do działalności, gdzie nie ma miejsca na takie podziały? Aktywizm to nie portal randkowy, tylko wspólnota koleżeńska.
Dlaczego Twoim zdaniem to szczególnie ważne, by kobiety zrzeszały się w związkach oraz podejmowały w nich inicjatywę?
Bo wciąż ich głos jest za słabo słyszalny! Przynależność do związku daje realną siłę i ochronę – to trzeba głośno powtarzać i utrwalać w świadomości. Indywidualnie kobiety boją się zabierać głos z obawy przed utratą pracy, etykietą konfliktowej albo histeryczki, marginalizacją, etc. Działanie w związku oznacza wspólny głos, ochronę prawną i wsparcie, co znacząco zmniejsza ryzyko odwetu i wzmacnia sprawczość.
Dlaczego Twoim zdaniem kobiety obawiają się angażować politycznie?
Bo przez wieki wmawiano nam, że nie mamy prawa głosu, a dyskutować możemy co najwyżej o problemach z laktacją albo wyborze skuteczniejszego środka do walki z kamieniem i rdzą. I takim sposobem kłamstwo, które było powtarzane od zarania dziejów, stało się prawdą. Póki co wciąż mamy wdrukowane, że trzeba stać pół kroku za liderem – płci męskiej oczywiście – i pracować na jego sukces. Kobieta w polityce mierzy się nie tylko z oceną jej poglądów, ale również (i to znacznie częściej) czy ma dzieci, czy nie, czy założyła dwa razy tę samą sukienkę, czy była kochanką i innymi bzdurami. Jest rozliczana za to, jaka jest, a nie kim jest. Czas z tym skończyć – przypominam, mamy 2026 rok.
Co motywuje Cię do działania?
Przede wszystkim świadomość, że jeśli my nie zadbamy o swoje prawa i potrzeby, nikt tego za nas nie zrobi. Poza tym mam głębokie przekonanie, że solidarność i wspólnota mają siłę sprawczą. Jedną osobę można uciszyć, krzyku setki osób już nie. A tak filozoficznie – nasza działalność nie musi być odpowiedzią na rzeczywistość, ale może tę rzeczywistość tworzyć i zmieniać.
Co byś poradziła młodym pracownicom?
Ja w ogóle jestem wielką fanką młodych ludzi. Widzę, że są aktywni, asertywni i pewnie idą po swoje. Młodym pracownicom radzę – bądźcie uważne, odważne i nie same. Szukajcie sojuszników i sojuszniczek, bo wspólnota daje wielką siłę, by rozwalić system, który od dawna jest przestarzały i zagrzybiały. Solidarność jest narzędziem zmiany – bądźcie głośne!
Rozmawiała Julia Popławska
Feminizm
