ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

W akademii też jest „fala”. Jak w wojsku

24 VI 2026

W akademii też jest „fala”. Jak w wojsku

Artykuł został opublikowany w książce Jowita zostaje. Historia 10 dni ruchu studenckiego.

W 2010 roku filozof prof. Jan Hartman (rocznik 1967) opisywał swoją pracę nad doktoratem w sławnym – i słusznie zapamiętanym przez wiele osób w środowisku akademickim – artykule o „doktorantach w maśle”:

Miałem się jak pączek w maśle. Mogłem pisać swoją drugą książkę w komfortowych warunkach. Pierwszą wystukałem na maszynie ustawionej na taborecie, siedząc na sedesie w łazience, w piwnicy. Bez stypendium.

– wspominał Hartman.

Potem wytykał doktorantom, że jest im za dobrze, że są zbyt roszczeniowi. Zamiast poświęcić się nauce i dziękować za przywilej jej uprawiania, oczekują statusu bliskiego pracownikom i stypendium pozwalającego na przeżycie.

Przypomnijmy: w 2010 roku większość doktorantów i doktorantek w ogóle nie miała stypendium, a musiała prowadzić zajęcia dydaktyczne. Ci nieliczni, którzy stypendia dostawali, otrzymywali wówczas standardowo około tysiąca złotych miesięcznie – nieco ponad połowę ówczesnej płacy minimalnej.

Hartman zdawał sobie sprawę, że nie wszystkich musiał przekonać. Ewidentnie jednak uważał, że skoro on napisał doktorat na klozecie, to każdy może i że jest to w sumie doskonała propozycja dla aspirującego młodego naukowca czy naukowczyni. Pisał:

Przechwałki kombatanta? Protekcjonalny ton profesora, który zapomniał „jak cielęciem był”? No to weźmy moją doktorantkę Patrycję Zurzycką. Kilka miesięcy temu, w cztery lata po ukończeniu studiów, obroniła doktorat na UJ, nie tylko nie otrzymując stypendium, ale płacąc za przewód doktorski z własnej kieszeni. A oszczędziła na doktorat, pracując jako pielęgniarka. Nie narzekała na los doktoranta, bo nigdy doktorantką de facto nie była. Za kilka tygodni rozpocznie pracę wykładowcy naszego uniwersytetu. Nie wiem, jak to jest w naukach ścisłych, ale w humanistyce do napisania dobrej rozprawy doktorskiej nie trzeba prawie nic, poza pracą i talentem.

Postawy ludzkie w Polsce zmieniają się powoli. Powoli też zmieniają się warunki uprawiania nauki. W Polsce stypendia doktoranckie „od zawsze” są poniżej płacy minimalnej; „od zawsze” też liczni starsi pracownicy uważają, że to i tak za dużo. W styczniu 2024 r. młodzi naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego, zrzeszeni w Inicjatywie Doktoranckiej, zażądali podwyżki stypendium o 1,7 tys. zł, pisali:

Bezpośrednim impulsem do podjęcia tej inicjatywy była dla nas informacja o wysokości warunkowego „zwiększenia stypendium”, które wyniosło ok. 191 zł brutto. W obliczu podniesienia stypendiów na innych uniwersytetach oraz drastycznych wzrostów kosztów życia w Warszawie uważamy, że dodatek ten jest nieadekwatny wobec sytuacji materialnej osób doktoranckich, a kwota ta nie wpływa na jej realną poprawę.

Wśród komentujących artykuł wypowiadali się, anonimowo, profesorowie i profesory. Część współczuła, ale nie wszyscy.

Od czasu, kiedy byłam na studiach doktoranckich (przełom XX i XXI wieku), łączna inflacja to ok. 100 proc. Moje stypendium doktoranckie wynosiło 750 zł (na rękę), czyli uwzględniając inflację, dzisiaj wynosiłoby 1500 zł. Jak widać – proporcjonalnie doktoranci nie mają takich znowu powodów do narzekań, ich stypendium (w odniesieniu do inflacji) jest znacznie wyższe, niż było ćwierć wieku temu.

– pisała komentatorka a.r.c.o, wspominając, że stypendium dostawały tylko niektóre osoby, a w dodatku obciążano je bardzo dydaktyką. 

Morał był jasny: nie marudzić, i tak wam jest lepiej. Cytując Hartmana – drogie osoby doktoranckie, macie się jak pączki w maśle, więc o co Wam chodzi?

Lepsze pytanie brzmi jednak: o co chodzi piszącym? Z pozoru nie ma nic oczywistego w tym, żeby życzyć młodszym kolegom i koleżankom źle. Zarówno jednak Hartman, jak i wielu komentujących postulaty doktorantów i doktorantek bardzo wyraźnie pragnie, aby młodsi koledzy i koleżanki – przyszli profesorowie i profesory – cierpieli tak samo, jak oni sami w przeszłości.

Odpowiedzi na pytanie „dlaczego właściwie chcecie, aby doktorantom było równie źle, jak wówczas, kiedy sami byliście doktorantami?” można szukać w banalnej obserwacji, że taka jest po prostu natura dojrzałego wieku. Skoro Hartman przeszedł przez tak brutalną szkołę życia, uważa, że każdy nie tylko może, ale i powinien. Byłby to więc rodzaj życiowego testu na to, czy ktoś się nadaje na naukowca lub naukowczynię – testu nie inteligencji czy kompetencji, ale zaangażowania i wytrwałości.

Odpowiedzi głębszej można szukać w klasycznej już książeczce Anny Dębskiej Fala w wojsku: ukryta struktura życia koszarowego. Nowoprzybyli żołnierze są poddawani upokarzającym rytuałom i zmuszani do absurdalnych, brudnych prac oraz do usługiwania starszym stażem żołnierzom.

Chodzi tu oczywiście nie tylko o wprowadzenie dysonansu w nudę i monotonię koszarowego – a w tym wypadku akademickiego – bytowania. Sensem fali i związanej z nią symbolicznej (w przypadku akademii), a w wojsku także realnej, przemocy jest oczywiście nauczenie wchodzących do struktury osób prawdziwej hierarchii i konformizmu. Symboliczne upokorzenie odgrywa rolę rytuału inicjacyjnego. Jednostka musi zinternalizować przemoc, żeby zinternalizować hierarchię. Im więcej bólu i potu ją czeka na wejściu, za tym cenniejszy będzie uważała potem awans wewnątrz struktury. W ten sposób reprodukuje się władza – nieformalna, ale realna, oparta na wdrukowanym w trakcie przechodzenia przez falę procesie upokorzenia i frustracji. 

Doktoranci i doktorantki, a także studenci i studentki, którzy próbują protestować w obronie uczelnianej demokracji, dostępności akademików czy wysokości stypendiów nie powinni więc liczyć na powszechne wsparcie. Osoby, które chcą wywrócić utrwaloną hierarchię, nigdy nie są mile widziane.

 

Adam Leszczyński – polski historyk, socjolog, dziennikarz i publicysta, doktor habilitowany nauk społecznych, profesor nadzwyczajny w SWPS Uniwersytecie Humanistycznospołecznym, wcześniej w Instytucie Studiów Politycznych PAN, członek zespołu „Krytyki Politycznej” oraz współzałożyciel OKO.press. Autor m.in. Ludowa historia Polski. Historia wyzysku i oporu. Mitologia panowania (2020).

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja