ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Studenckie życie w cieniu transformacji

24 listopada 2025

Studenckie życie w cieniu transformacji

Tekst jest częścią siódmego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.

Cukierkowa, kolorowa wizja lat 90. XX wieku w Polsce, powiązana z Bravo Girl, grami wideo i rozwojem disco polo jest tylko częścią rzeczywistości tamtego okresu. Za tą pstrokatą fasadą kryła się smutna rzeczywistość tej dekady – walka o przetrwanie i próba odnalezienia się w nowym systemie. 

Każdy nowy system rodzi się w przemocy – kapitalizm nie jest wyjątkiem. Jego fundamentem jest mechanizm akumulacji pierwotnej, polegającej z jednej strony na wywłaszczeniu, czyli przekształceniu własności publicznej w prywatną, a z drugiej na kształtowaniu podmiotowości, która zapewnia zgodę i przyzwolenie na nowe reguły. W Polsce w czasie transformacji ustrojowej można wyraźnie wyodrębnić oba te aspekty. 

Stopniowo pozbawiano młodych ludzi miejsc w akademikach, stypendiów socjalnych, stołówek i klubów studenckich, a w konsekwencji musieli oni stać się częścią rynku pracy. W tym samym czasie dokonywał się też proces tworzenia nowych tożsamości, który miał wykreować idealne ogniwo kapitalistycznej gospodarki, czyli studenta-pracownika. Zmienić musiał się zwłaszcza stosunek do wykonywanej pracy – konieczne było przejście do logiki konkurencji i samodzielności.  

Edukację zaczęto postrzegać jako inwestycję, krok do osiągnięcia sukcesu i przystosowania do nowego systemu. Studentki i studenci okresu transformacji zostali włączeni w ten proces zarówno poprzez kolejne reformy szkolnictwa wyższego, stopniowe obniżanie finansowania tego sektora, ale też poprzez medialne przedstawienia młodych ludzi, kreujące określone wzory i wartości. Życie studenckie, które jeszcze dekadę wcześniej kojarzyło się z klubami, dyskusjami i zaangażowaniem w ruchy społeczne, stopniowo traciło swój buntowniczy charakter. Na pierwszy plan zaczęła wysuwać się kalkulacja: jakie zajęcia wybrać, jakie doświadczenie zdobyć, żeby „nie wypaść z obiegu”. Studenci w prasie mówili: dziś osoba trzeźwo myśląca nie może sobie bimbać w wieku lat 20 i robić coś dla samego robienia, bo to się może źle skończyć.

Studenci i studentki byli wiązani z określonymi wartościami, umocowanymi w dyskursie przemian społeczno-gospodarczych – a więc z przedsiębiorczością, elastycznością, indywidualizmem, zaradnością. Szczególnie zauważalny jest tzw. nowy duch kapitalizmu – ideologia, która łączy wolnorynkowe reguły z narracjami o autonomii, kreatywności, mobilności i zatrudnialności. W tym kontekście „dobry student” to nie tylko przyszły pracownik, ale samodzielny „projekt”, który zarządza sobą jak firmą – nieustannie się rozwija, doskonali. Tożsamości studenckie wpisywane były w logikę przedsiębiorczości, w której kariera staje się nie tyle celem, co moralnym obowiązkiem, a brak sukcesu – osobistą porażką. 

W prasie okresu transformacji znajdziemy opisy studentów i studentek wyjeżdżających latem za granicę, próbujących zarobić na kolejny rok akademicki, zakładających firmy w pokoju w akademiku czy pracujących w barach, sklepach, kioskach. Dyskurs w większości normalizował pracę jako niezbędny element życia. Dla niektórych studiujących praca stawała się centrum życia, trampoliną do kariery zawodowej. Decydowali się poświęcić jej więcej czasu niż nauce, podkreślając korzyści płynące z takiego rozwiązania. Model „wygrywającego” studenta opierał się na elastyczności, przedsiębiorczości i skupieniu na przyszłej karierze – to właśnie on stał się wzorem sukcesu w nowym systemie. Idealnymi studentami czasu transformacji są studenci i studentki prywatnych szkół biznesu, kierunków ekonomicznych, działający w organizacjach takich jak AIESEC (Międzynarodowe Stowarzyszenie Studentów Nauk Ekonomicznych i Handlowych). 

Kto na V roku nie jest jeszcze ustawiony – przegrywa, pisano w Polityce w 1999 roku. Nieustanny wyścig szczurów i konkurencja sprawiła, że znikała wspólnotowość, dzielenie się notatkami, spędzanie wspólnie czasu na uczelni. Studentki i studenci stali się odizolowanymi atomami, krążącymi pomiędzy zajęciami na studiach a dorywczą pracą. Nie wszyscy jednak dostosowywali się do nowej rzeczywistości – przemiana wizerunku szkolnictwa wyższego i studentów nie odbywała się bez sprzeciwu. Narracje o studenckim oporze w latach 90. obejmowały takie formy buntu jak odmowa pracy czy waletowanie, czyli nocowanie w akademikach bez uiszczania opłat. W wielu przypadkach studenci, zmuszeni do adaptacji w nowej rzeczywistości, próbowali odnaleźć przestrzeń dla siebie w systemie edukacji. 

Od kandydatek na studia, a potem już od samych studentek, wymagano jasno określonej ścieżki zawodowej, zdobywania nieskończonej liczby dyplomów, kwalifikacji. W prasie opisywano „zawody przyszłości”, doradzano jakie szkoły biznesu wybrać, cytowano prezesów i kierowników, którzy opowiadali, czego szukają w młodych pracownikach. Nieustanne skupienie na rynku pracy – najpierw na zdobyciu kwalifikacji zawodowych, potem na praktykach, zagranicznych stażach, nauczeniu się kilku języków obcych, obsługi komputera – wszystko w tamtym czasie miało być pragmatyczne, przeliczalne, do czegoś potrzebne.

Czy coś się zmieniło? Trzydzieści lat później studenci i studentki nadal łączą pracę z nauką, nadal, podobnie jak pisano w numerze Wprost z 1995 roku, wielu młodych ludzi nie potrafi już powiedzieć, czy uczy się w czasie przerw w pracy, czy pracuje w przerwie między zajęciami szkolnymi. Presja elastyczności, mobilności i samodoskonalenia wydaje się jeszcze większa. Studia mają produkować „kapitał ludzki”: posłuszną, wykształconą masę, którą prywatne firmy mogą przejąć za darmo, bo została już wyszkolona za publiczne pieniądze. System nie potrzebuje zbuntowanych studentek – potrzebuje ludzi, którzy bez szemrania zaakceptują wyścig szczurów.

Magdalena Radomska

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja