Studenckie okupacje wczoraj i dziś
22 V 2024 22 maja 2024
Tekst jest częścią trzeciego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.
Historia polskiego i międzynarodowego ruchu studenckiego pełna jest przykładów mniej lub bardziej skutecznych okupacji uniwersytetów i przynależnych im budynków, lub przestrzeni. Nawet w momencie, w którym piszemy te słowa, kampusy uczelni w Stanach Zjednoczonych, a stopniowo również w Europie (Wielka Brytania, Francja), pokrywają się miasteczkami namiotowymi protestujących przeciwko udziałowi uniwersytetów w izraelskim ludobójstwie w Palestynie.
Pod hasłem „okupacji” skrywa się różnorodna rzeczywistość protestu – zarówno jego metod i strategii, jak i celów. Okupacje różnią się od siebie. Jedne z nich mają na celu zajęcie jakiejś przestrzeni, budynku czy akademika, by uchronić go przed sprzedażą. Zajmujemy to miejsce, bo nie zgadzamy się z decyzjami władz, które nie chcą z nami rozmawiać. Blokujemy własnymi ciałami możliwość zamknięcia, sprzedaży czy wyburzenia konkretnego budynku. Tak było w przypadku poznańskiej Jowity. To jedna ze strategii defensywnych.
Inne okupacje starają się zająć eksponowaną przestrzeń na uniwersytecie, by zwrócić uwagę (najczęściej mediów czy niezainteresowanych rozmową władz) na szerszy problem. Nie stanowią większego zakłócenia procesów toczących się w instytucji – ale są widoczne i nie dają się zignorować. Tę strategię przyjęto w 2018 roku na balkonie rektoratu Uniwersytetu Warszawskiego w proteście przeciw reformie szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina. Szybko poszły za nią kolejne, niewielkie okupacje rektoratów w całej Polsce. Podobną strategię wybrano w 2010 roku w trakcie okupacji Brunei Gallery w SOAS Uniwersytetu Londyńskiego. Okupacja w centrum Londynu wpisywała się w masowe protesty studenckie przeciwko wzrostowi czesnego. Taką samą logiką kierowały się początkowo dzisiejsze protesty w Stanach. Pierwsze namioty na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku pojawiły się na trawniku centralnego placu kampusu, by zwrócić uwagę na uwikłanie uniwersytetu w ludobójstwo w Palestynie poprzez powiązania z przemysłem zbrojeniowym. Protest zmienił charakter i skalę dopiero wskutek brutalnych represji. Studenckie okupacje mogą zatem być sposobem na wymuszenie przełomu w konflikcie poprzez społeczny nacisk na podjęcie decyzji przez władze.
Okupacje mogą stanowić również ofensywny oręż w rękach ruchu studenckiego. Przeniesienie konfliktu na teren przeciwnika wymaga znacznych sił, ale jest w stanie wymusić daleko idące ustępstwa. Miało to miejsce w trakcie historycznych okupacji wojewódzkich komitetów PZPR przez Niezależne Zrzeszenie Studentów i ruch anarchistyczny w 1990 roku. Poznańska odsłona takiej okupacji zakończyła się przejęciem jednego z budynków Partii i przekazaniem go na rzecz borykającego się z problemami lokalowymi Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. W kwietniu 2009 roku w Barcelonie seria studenckich okupacji wymierzona we wdrażanie Procesu Bolońskiego objęła między innymi siedzibę jednego z banków. Wspólnie z bezrobotnymi – gdyż był to okres silnego kryzysu gospodarczego w Hiszpanii – studenci zajęli bank i wywiesili na nim transparent: „Wy kolonizujecie naszą edukację, my okupujemy wasze centrale”.
Okupacje mogą też doprowadzić do zatrzymania pracy całego uniwersytetu czy poszczególnych wydziałów – wzorem strajków w zakładach pracy hamujących produkcję, wymuszają szybkie działania na włodarzach uniwersyteckich. To najskuteczniejsza ich postać, jednak najtrudniejsza do przeprowadzenia. Historycznie szczytem tej strategii w działaniach ruchu studenckiego były fale protestów z roku 1968 roku, gdy od Francji i Włoch przez Meksyk i Stany Zjednoczone po Japonię przelała się fala studenckich okupacji. W polskiej historii należy wskazać na strajk okupacyjny łódzkich studentów z 1981 roku, który w PRL wymusił rejestrację pierwszej niezależnej organizacji studenckiej – NZS. Również w najnowszej historii działań studenckich można mówić o działaniach o podobnej skali. W 2009 roku na całym świecie mieliśmy do czynienia z istotną intensyfikacją protestów okupacyjnych – przede wszystkim przeciwko neoliberalizacji i komercjalizacji edukacji wyższej. Był to czas, w którym okupacjami objęta została większość uniwersytetów systemu kalifornijskiego w USA. Okupacje skutecznie blokowały funkcjonowanie uniwersytetów na długie tygodnie. W tym samym roku, w kwietniu i później jesienią, demokratyczną kontrolę nad chorwackimi uniwersytetami i wydziałami objęli sami studenci. Tych kilka miesięcy działań zostało podsumowane w wydanej również po angielsku książce „Occupation Cookbook”, która dała możliwość analizy i refleksji nad taktyką kolejnych ruchów studenckich na świecie. Wybór strategii okupacyjnej zależy od nas samych i od tego, jaką siłą dysponuje ruch studencki w danym miejscu i czasie.
Okupacje nadają konfliktom realny i konkretny wymiar. Przechodzą one wówczas ze sfery języka i wymiany komunikatów w bezpośrednią i realną, stałą obecność studentek i studentów na kampusie. Zmaterializowany konflikt nie daje się łatwo ignorować. Okupacja daje też faktyczną siłę oporu – nie stoją już za nim słowa, w które tak rzadko wsłuchują się władze, ale realne czyny i działania. Staje się zatem najkonkretniejszym argumentem w danym konflikcie. Pozwala przeważyć szalę na naszą stronę w sytuacji, w której materialność argumentów jest zawsze domeną silniejszego (władz, ministerstwa, kapitału itp.).
Okupacja jest też szansą na nie tylko symboliczne, ale i rzeczywiste odzyskanie przestrzeni, która powinna do nas należeć. Uniwersytet obecnie nie jest naszym dobrem wspólnym. Zarówno instytucja, jak i czas spędzany w niej, rozkradane są kawałek po kawałku przez kapitał, komercjalizację i neoliberalizm. Okupacja jest momentem, w którym nasza przestrzeń może być znowu, choć na chwilę, prawdziwie nasza. Nie tylko fizycznie spędzamy więcej czasu na uniwersytecie, ale również sami mamy możliwość organizować akademicką rzeczywistość. Pokazujemy, że mamy prawo tu być, bo uniwersytet to wspólnota – to my. Ponadto sami kształtujemy tę wspólnotę na własnych zasadach. Ta forma protestu pozwala na stworzenie czasu i przestrzeni, w którym mogą się spotkać zabiegane studentki i studenci. Tworzy autonomiczną przestrzeń, która pozwala na nabranie sił, przemyślenie i skoordynowanie działań oraz zdobycie czy zwiększenie słyszalności i widzialności w publicznej przestrzeni. Wreszcie, uniwersyteckie okupacje są za każdym razem miejscami prawdziwej edukacji i twórczości, na którą w kapitalistycznym uniwersytecie jest coraz mniej przestrzeni i czasu. Stają się nie tylko manifestacją politycznej siły studentek, ale też manifestacją ducha idei, o którą walczą.
Prawdziwie skuteczna okupacja doprowadza do dalszej mobilizacji ruchu, rozszerzenia konfliktu, zbudowania siły protestujących studentek i włączenia w obręb ich działań kolejnych grup i osób. Nie zawsze musi zakończyć się spełnieniem żądań protestujących. Bywa tak naprawdę rzadko, a same obietnice potrafią być „spełniane” bardzo wybiórczo. Wiemy to z doświadczeń z Jowity i z szybko dezaktualizujących się zapewnień ministra Wieczorka i władz UAM. Okupacja jest jednak motorem napędowym, zarówno do zdobywania kolejnych bastionów w walkach studenckich, jak i do zwiększania siły ruchu studenckiego.
Aleksandra Taran
