ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Problem medykalizacji cierpienia i norma w psychiatrii w kontekście kapitalizmu oczami studenta

14 stycznia 2025

Problem medykalizacji cierpienia i norma w psychiatrii w kontekście kapitalizmu oczami studenta

Tekst jest częścią piątego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.

W mediach mówi się o epidemii depresji. Coraz więcej stanów psychicznych ujmowanych jest w kategoriach zaburzeń, a granice między zdrowiem psychicznym a chorobą się zacierają. W tej sytuacji rodzi się uzasadnione pytanie: czy psychiatria nie staje się czasem panem na usługach kapitalizmu? Czy kategoria normy jest na pewno obiektywna? Jak w tym kontekście należy interpretować problemy psychiczne studentów – zawsze jako objaw choroby, czy wyraz buntu wobec zastanej rzeczywistości?

Czym jest medykalizacja?

Medykalizacja jest pojęciem obecnym w socjologii medycyny co najmniej od drugiej połowy XX wieku. Termin ten jest używany najczęściej w kontekście krytyki procesu polegającego na postrzeganiu coraz szerszych dziedzin życia i zachowań społecznych w kategoriach medycznych, nawet gdy nie jest to uzasadnione. Medykalizacja przejawia się najczęściej w uznawaniu coraz większej liczby stanów i zachowań za choroby i zaburzenia, które można i należy leczyć.

Wpływ nacisków korporacji na pojęcie normy i medykalizacja cierpienia

Medykalizacja jest słusznie uznawana za zagrożenie, zwłaszcza w kontekście zdrowia psychicznego. Definicja normy w zdrowiu psychicznym jest bowiem szczególnie podatna na wpływy ze strony korporacji farmaceutycznych, którym – nie łudźmy się – zależy na jak największych zyskach. Pytanie o naciski jest szczególnie zasadne, bo klasyfikacja chorób opracowywana przez Światową Organizację Zdrowia opiera się w głównej mierze na amerykańskiej klasyfikacji DSM.

Problem poszerzania pojęcia choroby jest niedoceniany przez media, które bezkrytycznie opisują psychiatrię i wpływy lobbingowe. Medykalizacja jest jednak przedmiotem prac naukowych i dyskusji w świecie akademickim. Przykładem jest artykuł Living with grief na łamach The Lancet, w którym skrytykowano pomysł uznania żałoby trwającej dłużej niż 2 tygodnie za depresję w amerykańskiej klasyfikacji chorób DSM-V. Jak pisze autor pracy:

Żal nie jest chorobą, lecz częścią ludzkiego życia i normalnej reakcji na śmierć ukochanej osoby. Większość osób, które doświadczają śmierci kogoś bliskiego, nie potrzebuje leczenia u psychiatry ani żadnego lekarza. W przypadku osób pogrążonych w żałobie lekarze zrobiliby lepiej, oferując czas, współczucie, pamięć i empatię, niż tabletki.

Depresja jako reakcja wobec zastanej rzeczywistości czy choroba jak każda inna?

Depresja jest uznawana za jeden z najczęściej występujących problemów psychicznych, zwłaszcza wśród studentów. Media głównego nurtu piszą o epidemii depresji (co na marginesie można odczytywać jako użycie języka chorób zakaźnych do opisu psychicznego cierpienia), nie podchodząc jednak do tematu wystarczająco krytycznie.

Głównym problemem w definiowaniu depresji jest wspomniana już podatność na wpływy korporacji, która jest nieunikniona w obecnym systemie gospodarczym i w sytuacji, w której zdrowie jest uznawane za towar i przeliczane na pieniądze. Problem jest tym większy, że kryteria psychiatryczne są arbitralne i nieoparte na obiektywnych wskaźnikach – nie istnieją specyficzne biologiczne markery, których zbadanie dałoby odpowiedź na pytanie, czy to już depresja. Opieramy się na subiektywnych opiniach pacjenta oraz subiektywnym ich odczytaniu i przyporządkowaniu do tabelki przez lekarza. Pojęcie normy w zdrowiu psychicznym jest poza tym wpisane w kontekst polityczny, kulturowy i ekonomiczny.

W dyskursie medialnym nie docenia się faktu, że rzeczywistość, w której studenci muszą łączyć pracę ze studiami, przeprowadzić się do innego miasta i dokonać rozłąki z rodziną, jest zwyczajnie trudna, i że mamy prawo do cierpienia. Popularna narracja w służbie kapitalizmu „możesz wszystko” i postrzeganie problemów psychicznych w kategoriach zaburzonej chemii w mózgu jednostki są jednak błędne – metaanaliza prof. Joanny Moncrieff z University College London obaliła forsowaną przez dekady serotoninową teorię depresji, która kazała spoglądać na nią jak na inne choroby.

Nie podważam tego, że ludzie cierpią. Uważam jednak, że w kapitalizmie cierpienie jest traktowane jako problem z jednostką, którą trzeba leczyć, a nie wyraz niezgody na niesprawiedliwy system społeczno-gospodarczy lub po prostu normalny element ludzkiej egzystencji. Narracja medialna zbudowana wokół jednostkowego cierpienia odciąga uwagę społeczeństwa od systemowych przyczyn pogorszenia samopoczucia. Z kolei zbyt pochopne przypisywanie diagnoz i łatek często prowadzi do dehumanizacji i autostygmatyzacji. Pamiętajmy w związku z tym, że człowiek to coś więcej niż diagnoza.

 

Jakub Kuźmiński

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja