Postępowanie dyscyplinarne za protest na Dniu Otwartym UJ zakończone
Postępowanie dyscyplinarne za protest podczas Dnia Otwartego UJ dobiegło końca. Komisja dyscyplinarna uznała protestujące studentki i studentów za winnych przerwania wydarzenia, jednak odstąpiła od wymierzenia kary dyscyplinarnej, wskazując na wcześniejszą, wysoką i nieproporcjonalną sankcję w postaci zawieszenia w prawach studenta na 2,5 miesiąca.
W uzasadnieniu komisja stwierdziła, że protestujący studenci naruszyli prawa człowieka uczniów szkół ponadpodstawowych w zakresie dostępu do informacji oraz udziału w zgromadzeniach, ograniczając swobodę ich uczestnictwa w wydarzeniu oraz możliwość wysłuchania wystąpienia rektora. Sprowadzanie działań na rzecz poprawy sytuacji materialnej studentek i studentów — mających sprawić, że studia nie będą dostępne wyłącznie dla osób z zamożnych domów, elitarnych szkół i dużych miast — do rzekomego „łamania praw człowieka” to dowód całkowitej krótkowzroczności komisji.
Organ celowo nie dostrzega, że działania takie jak protest są środkiem walki o dobro i godne warunki studiowania studentek. Protesty jak ten na Dniu Otwartym są upomnieniem się o sytuacji także tych osób, które na uczelni nigdy się nie znajdą, ponieważ mieszkania na prywatnym rynku najmu są zbyt drogie, akademiki są zamykane lub prywatyzowane, a przeprowadzka z małych miejscowości staje się finansowo niemożliwa. Władze uczelni nie dostrzegają tych, których na studiowanie nie stać i którzy nigdy nie pojawią się nawet na prestiżowych wydarzeniach promocyjnych, bo studiowanie pozostaje poza ich zasięgiem.
Uzasadnienie komisji w pigułce oddaje absurd działania organów, które zamiast nazwać rzeczy po imieniu i wskazać uchybienia władz rektorskich, tworzą naciąganą argumentację pozwalającą utrzymać uczelniany status quo. Zrzucają winę za rektorskie uchybienia na studentki domagające się zmian. W momentach takich jak ten musimy dosadnie krytykować absurd sytuacji i dysproporcje władzy. Rektor UJ nie staje przed komisją za prywatyzację akademików, za brak zaplecza socjalnego, za to, że studia na prestiżowym Uniwersytecie nie są coraz bardziej niedostępne dla osób z niezamożnych rodzin. Konsekwencje za komercjalizację i elitaryzację edukacji mają — w mniemaniu władz — ponosić protestujący, którzy podnoszą problem i krytykują politykę uczelni.
W swojej decyzji komisja uznała także, że w „sporze” dotyczącym realizacji porozumienia kończącego strajk w Kamionce i braków zaplecza socjalnego na uczelni, „obydwie strony nie prowadzą dialogu w sposób racjonalny” i że winę ponoszą obie strony. Wskazano, że protestujące studentki nie podejmowały „wystarczających” prób prowadzących do organizacji merytorycznego spotkania z rektorem. To twierdzenie jest całkowicie sprzeczne z rzeczywistością. Podczas posiedzeń komisji protestujący studenci wielokrotnie podkreślali, że protest był efektem ignorowania przez władze uczelni wszystkich prób kontaktu i dialogu: składane listy otwarte, petycje, wnioski o udostępnienie informacji publicznej, wysyłane apele i maile, organizowane pikiety pozostawały bez odpowiedzi. Od zakończenia strajku okupacyjnego w Kamionce do protestu na Dniu Otwartym minęło 10 miesięcy, w trakcie których rektor konsekwentnie milczał, a uczelnia stosowała represje wobec osób krytykujących jej politykę.
Musimy jawnie sprzeciwiać się temu, co dzieje się na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ośmiomiesięczne postępowania dyscyplinarne, zawieszenia oraz zgłoszenia na policję to element celowej i przemyślanej polityki represji, która jest nastawiona na rozbrojenie zorganizowanych studentów i studentek. To narzędzia mające nas uciszyć, osłabić morale, utrudnić działania i odstraszyć przyszłych studentek. Wszystko, co nie jest zgodne z linią rektora, ma zostać usunięte z uniwersytetu. Tematy warunków studiowania, polityki uczelni wobec Izraela, zamykania akademików czy braku stołówek mają zniknąć z debaty publicznej. Władze próbują zdławić energię i siłę działających niezależnie studentek i studentów, którzy sami walczą o własny byt.
Władze nie są nas w stanie uciszyć — represje tego nie zmieniły. Jesteśmy konsekwentnie obecni na uczelni i kontynuujemy nasze działania. Represje, które na nas spadły, tylko nas umocniły w tym przekonaniu, że musimy nadal walczyć. Czas położyć kres rektorskiej tyranii i oddać uniwersytet w ręce studentek.
