Krótka historia najdłuższego studenckiego strajku okupacyjnego w PRL
13 sierpnia 2025
Tekst jest częścią szóstego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.
Polski ruch studencki ma znacznie bogatszą historię, niż mogłoby się wydawać na podstawie obecnych, rzadko spotykanych w murach uczelni protestów. Jednym z ważniejszych wydarzeń tego typu był Strajk Łódzkich Studentów, który miał miejsce na przełomie stycznia i lutego 1981 roku.
Nie sposób też pisać o historii okupacji studenckich z 1981 roku bez wspomnienia o Solidarności — pierwszym niezależnym związku zawodowym bloku wschodniego, który stał się zapalnikiem szerokiego ruchu społecznego skierowanego przeciwko władzy. Masowe lipcowe strajki i okupacje fabryk były odpowiedzią na podwyżki cen oraz narastające niezadowolenie społeczne. 14 sierpnia stoczniowcy w Gdańsku rozpoczęli protest, domagając się poszanowania praw pracowniczych i legalizacji niezależnych związków zawodowych. Mimo cenzury i zerwania połączeń telefonicznych między Pomorzem a resztą kraju, dzięki m.in. Radiu Wolna Europa i podziemnym wydawnictwom, idee Solidarności szybko się rozprzestrzeniły. Wkrótce strajki objęły także Stocznię Szczecińską, kopalnie Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego oraz zakłady pracy w Jastrzębiu-Zdroju. 30 i 31 sierpnia oraz 3 września przedstawiciele strajkujących i rządu podpisali porozumienia ratyfikujące wiele postulatów, w tym prawo do strajku. Dziś wydarzenia te znane są jako Porozumienia Sierpniowe. Był to pierwszy masowy sukces w walce z ówczesnym systemem.
Historia nauczyła nas, że nie ma chleba bez wolności. Solidarność szybko przekształciła się w ruch społeczno-rewolucyjny — w ciągu niespełna dwóch lat do związku lub jego organizacji afiliowanych przystąpiło dobrowolnie od 9 do 10 milionów osób, co stanowiło około 80% wszystkich pracujących. W ramach tego ruchu powstało także Niezależne Zrzeszenie Studentów (NZS).
Łódź — stolica studenckich strajków
W 2024 roku na stronie internetowej Uniwersytetu Łódzkiego pojawił się wpis pochwalający Strajk Łódzkich Studentów z 1981 roku jako akt sprzeciwu wobec represji systemu PRL. Współczesne protesty nie spotykają się jednak z tak dużą afirmacją ze strony uczelni, czemu trudno się dziwić, bo uderzają w jej skostniałe struktury i demaskują to, co w niej złe: zamkniętość na głosy krytyki, cementowanie nierówności społecznych, gigantyczne pieniądze w kieszeni jej władz, zamieszanych w politykę bardziej, niż są w stanie otwarcie przyznać. Historyczne wydarzenia, takie jak Strajk Łódzkich Studentów, w których młodzież stawiła opór reżimowi PRL, łatwo przekształcić w wygodny mit o wolnej, silnej akademickiej wspólnocie, gotowej na sprawiedliwe zmiany. Dzisiejsze strajki studenckie są postrzegane przez administrację uczelni nie jako wyraz obywatelskiego zaangażowania, ale jako młodzieńcze kaprysy, które nie mają realnej siły, by zmieniać rzeczywistość.
Studencka Solidarność
Strajk z 1981 roku był odpowiedzią na decyzję Sądu Wojewódzkiego w Warszawie, który odrzucił wniosek o rejestrację NZS, argumentując, że prawo do zakładania związków zawodowych przysługuje wyłącznie pracownikom. Pierwszą akcją protestacyjną było tzw. solidarne czekanie, które rozpoczęło się 6 stycznia 1981 roku na Wydziale Prawa i Administracji — po zakończeniu zajęć studenci pozostawali na terenie wydziału, domagając się rejestracji NZS. Dwa dni później dołączyli do nich studenci Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego, a po kolejnych trzech dniach także Wydziału Matematyczno-Fizyczno-Chemicznego. Postulaty studentów wykraczały daleko poza sprawy akademickie: żądano m.in. uwolnienia więźniów politycznych, ukarania winnych masakry na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku, zaprzestania represji wobec opozycji oraz ograniczenia cenzury.
21 stycznia na Wydziale Filologicznym rozpoczęto rozmowy z delegacją Ministerstwa Nauki, jednak zostały one zerwane jeszcze tego samego wieczora. W odpowiedzi ogłoszono strajk okupacyjny, który formalnie rozpoczął się 29 stycznia i wkrótce objął ponad 10 tysięcy studentów — nie tylko z Uniwersytetu Łódzkiego, bowiem wsparcie napłynęło także z innych łódzkich uczelni: Akademii Medycznej, Politechniki Łódzkiej, Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej, Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, Filmowej i Telewizyjnej oraz Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych. Strajkujących otwarcie wspierali wykładowcy i mieszkańcy Łodzi, którzy licznie gromadzili się pod budynkami uczelni, przynosząc żywność, koce i potrzebne wyposażenie.
Solidarnościowe strajki wybuchły również w Poznaniu, Krakowie i Warszawie. Według „Encyklopedii Solidarności” w akcje protestacyjne w całym kraju zaangażowało się łącznie około 34 tysiące studentów. W Łodzi negocjacje z władzami trwały do 15 lutego, kiedy to zostały zerwane ze względu na sprzeciw studentów wobec wpisania do statutu NZS przewodniej roli PZPR. Po ponownym podjęciu rozmów dwa dni później, udało się doprowadzić do rejestracji Niezależnego Zrzeszenia Studentów, co zakończyło strajk tzw. porozumieniem łódzkim — odpowiednikiem gdańskiego porozumienia robotników. Był to najdłuższy studencki strajk okupacyjny w powojennej Europie: trwał 29 dni i zakończył się realizacją ponad 50 postulatów, obejmujących nie tylko autonomię uczelni, ale również poprawę sytuacji socjalnej studentów i skrócenie obowiązkowej służby wojskowej.
Czy jednak historia kończy się tutaj? Polska Rzeczpospolita Ludowa nie zamierzała dopuścić do dalszego rozwoju niezależnych organizacji i odpowiedziała na społeczne zaangażowanie wprowadzeniem stanu wojennego w grudniu 1981 roku. Władze chciały stłumić wszelki opór i ograniczyć możliwość zrzeszania się, tym samym delegalizując NZS. Między 14 a 15 grudnia 1981 roku studenci Uniwersytetu Łódzkiego podjęli kolejną próbę protestu — okupowali Wydział Prawa i Administracji, domagając się wolności zrzeszania i przeciwstawiając się stanowi wojennemu. Strajk trwał tylko 32 godziny. 15 grudnia, o świcie, budynek został otoczony przez oddziały ZOMO. Studenci zostali brutalnie usunięci, a protest siłą stłumiony. Władze PRL obawiały się eskalacji niepokojów społecznych, dlatego zdecydowały się na natychmiastowe działanie. Milicja miała nie dopuścić do rozszerzenia protestu na inne ośrodki akademickie — każdy przejaw oporu miał zostać szybko i zdecydowanie złamany. Brutalność ZOMO była więc nie tylko demonstracją siły, ale też próbą zastraszenia młodego pokolenia.
Studenci i związki zawodowe
Walka Solidarności z sierpnia 1980 roku była nie tylko tłem, ale i inspiracją dla łódzkich studentów. Tak jak robotnicy zasiedli w stoczniach, tak oni — kilka miesięcy później — okupowali uniwersyteckie wydziały. Wzorowali się na Solidarności niemal w każdym geście: tworzyli własne struktury, wywieszali flagi, ogłaszali gotowość strajkową, negocjowali, pisali protokoły niezgodności. Strajk był dla nich nie tylko aktem sprzeciwu wobec władzy, ale także próbą budowania nowego społeczeństwa — opartego na solidarności, samorządności i odwadze. Choć współcześnie uczelnie chętnie powołują się na wolność akademicką, rzeczywistość pokazuje coś zupełnie innego. Strajkowanie — czyli autentyczne korzystanie z wolności — stało się niemal niemożliwe w świetle obowiązującego prawa, które możliwość strajku przyznaje wyłącznie samorządom studenckim. Wolność stała się jak gdyby dekoracją, a nie realną praktyką, co jeszcze bardziej uwypuklają represje, które spadły na protestujących w sprawie krakowskiej Kamionki studentów.
A dzisiaj?
Dziś, 44 lata później, warto wrócić do tamtych wydarzeń i zastanowić się, czego możemy się z nich nauczyć. Historia Strajku Łódzkich Studentów pokazuje, że wspólne działanie ma moc zmieniania rzeczywistości. Choć żyjemy w innym systemie, walka o prawa studentów, o dobro wspólne, o godność społeczną — nigdy się nie kończy. Nadal mamy przed sobą wiele wyzwań. Choć ruch studencki dzisiaj jest bardziej oddzielony od ruchu pracowniczego, warto pamiętać, że wspólna walka tych dwóch środowisk nie jest czymś nowym w polskiej historii — już wtedy, gdy na uczelniach organizowały się koła młodych OZZ Inicjatywa Pracownicza, widoczny był tam bojowy związek. Niezależnie od tego, co dzieje się wokół nas, musimy pamiętać jedno: sami najlepiej wiemy, co jest dla nas ważne. Możemy walczyć o sprawiedliwość, a organizując się, stajemy się silniejsi, co pokazuje każdy strajk — zarówno ten dobry i opiewany przez uczelnie, jak i te, za które odpowiadają społeczni wichrzyciele, zdrajcy akademickich ideałów.
Dominika Lichańska, Aleksander Mielcarek
Opór
