ozz inicjatywa pracownicza / mlodzi.ozzip.pl

Człowiek? w maszynie

15 marca 2026

Człowiek? w maszynie

Tekst jest częścią ósmego numeru Alarmu Studenckiego. Chcesz nas wesprzeć? Wpłać na zrzutkę, dzięki której wydajemy naszą gazetę.

Jedną ze stałych historii jest innowacja technologiczna, a co za tym idzie – zwiększenie szybkości przekazu informacji. Dziś żyjemy w świecie, gdzie taka informacja dociera w ułamek sekundy do adresata. Niezależnie od miejsca i czasu, przy minimalnym dostępie do internetu lub urządzeń komunikacyjnych, możliwy staje się kontakt z kimkolwiek oraz publiczna wymiana myśli. Nigdy w historii ludzkości świat nie był tak mały, a my sobie tacy bliscy. Ale czy na pewno?

Podczas pandemii świat się zamknął i musiał znaleźć sposoby, by sobie z tym poradzić. Firmy, urzędy, jak i zwykli ludzie sięgali po platformy takie jak Zoom i podobne narzędzia, aby dostosować się do nowych realiów. Najważniejszym doświadczeniem jest tu dla nas to związane ze szkołą. Pamiętamy, że gdy rozpoczynaliśmy liceum albo studia, nasze pierwsze doświadczenia z tymi – rzekomo najlepszymi – latami życia zamiast ludzkich twarzy i rozmów przypominały raczej czarne kwadraty oraz poszatkowane wypowiedzi, brzmiące bardziej jak głos robota niż kolegi z ławki. Było to całkowite odcięcie od tego, co znaliśmy wcześniej. Dla wielu były to lata stracone zarówno pod względem edukacyjnym, jak i towarzyskim. Do dziś nie rozliczyliśmy się w pełni ze zmianami, które wtedy nas dotknęły. Wiele osób uważa, że wszystko wróciło do status quo, nie dostrzegając, że część antyspołecznych zachowań przeniosła się z Google Meeta do „real meeta”. Pandemia przyspieszyła cyfryzację naszego życia.

Jak ze wszystkim: gdy danej rzeczy jest więcej, jej wartość spada. Tak samo dzieje się z informacją, a w konsekwencji – z relacjami społecznymi. Skoro w dowolnym momencie możemy napisać xeeta (dawniej tweeta), rzadko zastanawiamy się nad jego treścią. Zawsze można go usunąć albo napisać kolejnego. Szacuje się, że w 2010 roku dziennie publikowano około 65 milionów tweetów. Dziś liczba ta sięga około 500 milionów – i mówimy tu tylko o jednej platformie społecznościowej. Każdego dnia internet zalewany jest masą informacji, z której widzimy jedynie centyle specjalnie dla nas wyselekcjonowane przez trenowane algorytmy, zaprojektowane tak, by jak najdłużej utrzymać nas w obrębie danej platformy. W takim środowisku szansa przebicia się, jakiegokolwiek realnego zaistnienia w sferze cyfrowej, jest bliska zeru.

W przyszłości każdy będzie sławny przez 15 minut.

...powiedział kiedyś Andy Warhol. Te słowa stały się faktem w momencie, gdy internet wszedł w erę mediów masowych i platformowych gigantów. Z epoki, w której treści generowane były głównie przez zwykłych użytkowników, przeszliśmy do rzeczywistości zdominowanej przez boty i korporacje. Przy takiej skali produkcji informacji nie wygrywają treści dobre, użyteczne czy zawierające „złote myśli”. Wygrywa postironia, szyderstwo oraz pasożytowanie na tym, co akurat popularne. Hasztagi rodzą się i umierają w mgnieniu oka. Internet pozostaje w nieustannym ruchu – stoisz w miejscu, przestajesz istnieć. Media społecznościowe stały się groteskową masą ludzi wymieszaną ze sztuczną inteligencją, płynącą kanałami sterowanymi przez monopole takie jak Meta, Google czy X. Co chwilę ktoś wypływa na powierzchnię, by niemal natychmiast zatonąć pod naporem histerii, FOMO i trendów. W dzisiejszym internecie wszyscy toniemy – i nikt nie jest w stanie wypłynąć ze ścieku informacji, który sami z siebie wydzielamy, niczym pot, żółć i ropa.

Większość treści, które pochłaniamy, pochodzi z internetu, a to sprawia, że zajmuje on coraz więcej miejsca w naszym życiu. Szybszy przepływ informacji powoduje, że przyspiesza nie tylko życie internetu, lecz także nasze własne. Kiedyś, mając problem lub pytanie, trzeba było pójść do biblioteki wydziałowej albo do dziekanatu po odpowiedź. Dziś piszemy maila i sprawdzamy na stronie biblioteki, czy dana pozycja znajduje się w księgozbiorze. Dawne rozterki – jak umawianie się z kilkutygodniowym wyprzedzeniem – zostały zastąpione krótkimi, suchymi pytaniami, wysyłanymi i odbieranymi natychmiast. Zamiast porozmawiać z koleżanką, łatwiej oglądać rolki na Instagramie. Jeśli w takim tempie będzie postępować cyfryzacja naszego życia, to czy w przyszłości w ogóle będą nam jeszcze potrzebne usta? Oczywiście, zmiany te są pożyteczne pod wieloma względami, jednak ciągłe, natychmiastowe odpowiedzi na pytania pozostawiają nam zerową przestrzeń na namysł. Rozwiązując problem w kilka kliknięć, nie mamy czasu, by go przetrawić. Sama możliwość szybszego życia sprawia, że się jej podporządkowujemy, nie dostrzegając alternatyw. Szybkość staje się imperatywem, który opiera się sam na sobie. Czułości, niedoskonałości i opóźnienia egzystencji zaczynają być postrzegane jako zbędne, a nawet wrogie. Stajemy się niewolnikami tempa. Wolne chwile spędzone nieproduktywnie wydają się obce i podejrzane. Wszystko musi iść do przodu. Jak najszybciej. Bez tarcia. Następny post. Najszybsze połączenie w grze. Ładuje się za wolno. Nie ma przeszłości ani teraźniejszości. Jest tylko przyszłość, która – nieustannie nadchodząc – nigdy nie nadejdzie.

Technologia sprawia, że gesty są precyzyjne i brutalne, a z nimi ludzie. Wyklucza ze wszystkich ruchów całe zawahanie, czas na namysł, grzeczność. [...] Zatem tracimy zdolność do, na przykład, zamknięcia drzwi cicho i dyskretnie, jednak stanowczo. Te aut i lodówek muszą być trzaśnięte, inne mają tendencję do zatrzaskiwania się samowolnie, narzucając tym którzy przez nie wchodzą złą manierę nie patrzenia za siebie, i nie chronienia środka domu w którym się znajdują.

...pisał Adorno w Minima Moralia. Jest to książka z roku 1949! Już wtedy autor wyciągnął takie wnioski. W naszej epoce coraz powszechniejsze staje się przenoszenie spotkań do sfery cyfrowej. Mniej spotkań twarzą w twarz sprawia, że coraz chętniej odcinamy się od ludzi, tracąc poczucie wspólnoty, co skutkuje indywidualizacją społeczeństwa oraz alienacją od naszych rówieśników. Zatracamy się w naszych myślach, które napotykają coraz mniej sprzeciwu. Jednak, aby żyć, trzeba wyjść poza nie i stawić światu – oraz własnym myślom – czoła.


Tomasz Kowalczyk

Newsletter
Chcesz być na bieżąco?
Przywróćmy stołówki – akcja