Tydzień strajku na UW: gdzie jest rektor Nowak?
31 V 2025 31 maja 2025
9 dnia strajku okupacyjnego nasz konflikt z władzami jest ostrzejszy niż kiedykolwiek. Ani rektor, ani minister nie wyrazili żadnej woli podjęcia negocjacji. Z każdym dniem poparcie dla naszego protestu wśród studentów i kadry akademickiej rośnie, a w budynku nocuje coraz więcej osób. Dla nas, związkowców i związkowczyń, sprawa jest oczywista: dążymy do dalszej eskalacji konfliktu. Nie po raz pierwszy władze, pozbawione argumentów na swoją bezczynność, próbują nas przeczekać. Co działo przez ten czas podczas okupacji?
Rozpoczęta w piątek 23 maja okupacja jest trzecią studencką akcją strajkową w historii naszej organizacji. Tym razem zajęłyśmy budynek Samorządu Studentów przy Krakowskim Przedmieściu, w samym sercu Kampusu Głównego. Wystosowaliśmy jednocześnie osiem postulatów – pięć skierowanych do władz UW oraz trzy do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Tuż po 19.00 z okien auli na drugim piętrze zawisł baner z napisem: „Żądamy publicznych stołówek”, a niedługo po nim: „Wycofać zarzuty studentom UJ”. Akt solidarności z zawieszonymi studentami z Uniwersytetu Jagiellońskiego wpisuje się w podstawowe założenia naszej działalności. Ruchy oporu wychodzą poza pojedyncze zakłady pracy i uczelnie, a odizolowane grupy są słabsze — łącząc siły, jesteśmy skuteczniejsze nie tylko w wygrywaniu pojedynczych bitew, ale też budowaniu samoorganizacji.
Walka trwa, a jej stawkę niezmiennie stanowi standard życia społeczności studenckiej. Recepty na rosnące koszty życia i zanik okresu studiowania, podczas którego studenci nie muszą podejmować pracy, niezmiennie dopatrujemy się w rozwoju infrastruktury socjalnej uczelni. Równy dostęp do wykształcenia jest dziś przykrą iluzją, gdy jesteśmy pozostawieni przez państwo sami sobie w obliczu drogich, turystycznych restauracji „na mieście” oraz kosmicznych cen najmu na rynku prywatnym.

Jeszcze pierwszego wieczoru wizytę złożył nam prorektor ds. studenckich Maciej Raś oraz Zarząd Samorządu Studentów UW. Rozmowa przebiegła w przewidywany przez nas sposób: protestujących pouczono, że przecież zawsze można rozmawiać, a działanie takie jak strajk nie jest mile widziane na uczelni. Absurdem jest udawanie, że z rektorem Uniwersytetu Warszawskiego można tak po prostu umówić się na rozmowę — historię ignorowania listów i postulatów ws. stołówek opisywałyśmy w tekście „Czy UW spełni swoje obietnice?”.
Po przewidywalnej wymianie zdań, w której wyrażono dezaprobatę dla naszych radykalnych działań i postulowano opuszczenie budynku, zostaliśmy całkowicie odcięci od świata zewnętrznego. Stosowano wobec nas znany nam chwyt: przecież nie jesteście zamknięci, możecie po prostu zakończyć okupację i opuścić budynek. Wobec takich warunków z pomocą ruszyli popierający nas studenci i pracownicy — pożywienie, wodę i sprzęt wciągnięto na 2 piętro przez okno. Mimo słów o swobodzie protestowania i wspólnocie akademickiej zastosowano wobec nas strategię działania znaną z wielkich korporacji, które aktywnie starają się rozbijać strajki poprzez utrudnianie prowadzenia protestu.
W sobotę, mimo deklaracji z poprzedniego wieczora o odcięciu nas od reszty kampusu tylko na czas nocy, okazało się, że brama na Mały Dziedziniec pozostała zamknięta. Pod okupowanym budynkiem zaczęły pojawiać się osoby chcące wziąć udział w strajku – nie mogły jednak do nas dołączyć. Zaczęłyśmy zajmować przestrzeń dziedzińca i wywieszać na bramie transparenty, co nie spodobało się zarządcy budynku, przewodniczącemu Zarządu Samorządu UW Mateuszowi Mossakowskiemu, który podjął decyzję o zamknięciu drzwi do okupowanego budynku. Wobec kompletnego braku reakcji rektora (tudzież kanclerza), straż, samorząd i administracja otrzymywali sprzeczne komunikaty i nie za bardzo wiedzieli, co robić. Stan, w którym się znaleźliśmy, był nie tylko niekomfortowy, co wręcz niebezpieczny. To wtedy odbyła się pierwsza pikieta, podczas której studentki i pracownice solidaryzujące się z nami naciskały na władze uniwersytetu: „zamykanie bram przed protestem uważamy za oburzające, za najgorszą możliwą praktykę”.
Niedługo potem w bramie na Mały Dziedziniec pojawiły się pierwsze namioty, a nasze koleżanki i koledzy „zza bramy” pozostali na terenie kampusu, stanowczo odmawiając opuszczenia kampusu na noc. Część z nas pozostała zamknięta wewnątrz budynku, kilka osób ze środka przenocowało solidarnie w namiotach na dziedzińcu. Udało się zrzucić ze środka przedłużacze oraz dodatkowe śpiwory – noc była wyjątkowo zimna.
W poniedziałek ponownie zawitali do nas prorektor Raś i przewodniczący Zarządu Samorządu Studentów Mossakowski. Przekazano nam informację, że Uniwersytet jest otwarty na negocjacje, w których udział brać mają osoby decyzyjne — rektor oraz kanclerz — i pełnomocniczka ds. równości, Julia Kubisa. Zaoferowano naszej stronie analogiczną możliwość udziału w takich rozmowach dodatkowej, niebiorącej udziału w strajku osoby. Przedstawiłyśmy też swoje warunki prowadzenia rozmów — komunikat o wyznaczonym terminie oraz miejscu miał trafić do nas z minimum 24-godzinnym wyprzedzeniem. Zostało to zaakceptowane przez prorektora Rasia. Ponadto zażądaliśmy otwarcia okupacji na każdą osobę, również spoza społeczności Uniwersytetu Warszawskiego – uznajemy otwarcie strajku za minimalny i prosty do zrealizowania postulat. Mossakowski wysłał w tej sprawie mail do kanclerza — jak się miało okazać w przeciągu kolejnych dni, każda osoba teoretycznie mogąca podjąć decyzję w tej sprawie, zrzeka się odpowiedzialności, pozostawiając nas w impasie.

We wtorek, 27 maja, niezapowiedzianą wizytę na okupacji złożył Daniel Kość – powołany ad hoc pełnomocnik ds. studenckich przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Sposób, w jaki został powołany, jak i poziom jego przygotowania do rozmów, obudziły w nas uzasadnione wątpliwości co do rzeczywistych intencji resortu. Sam fakt powołania pełnomocnika w takim trybie należy odczytywać jako decyzję o charakterze wyłącznie taktycznym – próbę symbolicznego załagodzenia napięć i stworzenia wrażenia otwartości ze strony Ministerstwa, jednak bez rzeczywistego zamiaru podjęcia negocjacji. Pełnomocnik przedstawił jedynie zarys stanowiska Ministerstwa, deklarując, że jego pełna treść (z jak to powiedziano, prawnymi argumentami i wyliczeniami) zostanie przekazana nam w ciągu doby. Do momentu publikacji tego tekstu dokument ten jednak do nas nie dotarł. Brak odpowiedzi rodzi pytania – czy stanowisko w ogóle powstało? Czy może mieliśmy do czynienia jedynie z próbą chwilowego uspokojenia sytuacji? Podczas spotkania padło również odniesienie do jednego z naszych kluczowych postulatów – utworzenia specjalnego budżetu na funkcjonowanie stołówek akademickich. Pełnomocnik wyraził osobiste poparcie dla tego żądania, zastrzegając jednak, że – jego zdaniem – jest ono trudne lub wręcz niemożliwe do realizacji. Niestety, nie przedstawił przy tym żadnych konkretnych argumentów czy analiz, które uzasadniałyby to stanowisko. Tymczasem jesteśmy świadomi, że wdrażanie postulowanych rozwiązań wymaga czasu – nie oczekujemy natychmiastowych rezultatów, ale zaangażowania i działania w dobrej wierze. Co istotne, to właśnie instytucje publiczne – w tym Ministerstwo – posiadają zarówno kompetencje, jak i zasoby, aby inicjować i realizować zmiany systemowe. Zamiast deklaracji o dobrej woli, oczekujemy konkretów – harmonogramów, analiz, propozycji legislacyjnych. Symboliczne gesty nie zastąpią rzeczywistych zmian. W trakcie rozmowy przyjęto nasze stanowisko – konieczność przeprowadzenia trójstronnych negocjacji. Pełnomocnik zobowiązał się przedstawić i poprzeć ten pomysł w Ministerstwie. Pełnomocnik odniósł się również do naszego postulatu, dotyczącego jednoznacznego potępienia represji wobec członków i członkiń ruchu na Uniwersytecie Jagiellońskim. Uznał go za niewykonalny, powołując się na zasadę autonomii uczelni. W odpowiedzi podkreśliłyśmy, że autonomia nie może być wykorzystywana jako pretekst do bierności wobec przypadków nadużywania władzy. Taka postawa grozi niebezpiecznym precedensem: normalizacją karania za działalność polityczną w przestrzeni uniwersyteckiej. Pełnomocnik zaznaczył, że jedynym krokiem, na jaki Ministerstwo może się zdobyć, jest ogólna, postulatywna dyrektywa dotycząca standardów prowadzenia postępowań dyscyplinarnych. Tyle że ogólniki nie wystarczą – oczekujemy realnych działań i wyraźnego stanowiska wobec represji, które już mają miejsce i rzutują na karierę naukową i przyszłość na uniwersytecie zawieszonych studentów.
Tego samego dnia zaszczyciła nas mailem wiceministra Zioło-Pużuk. W liście, w którym trudno doszukać się jakiejkolwiek odpowiedzi na nasze postulaty, wiceministra z zapałem ogłosiła swoją gotowość do najszerszej współpracy. Jak się okazuje, według niej lekarstwem na wszystkie studenckie dolegliwości ma być... rozmowa w ramach debat i konferencji, nie negocjacje strajkowe. Głębokie przekonanie o uzdrawiającej mocy dialogu przewija się przez cały list, w którym pada też wzmianka o rzekomym wsparciu prawnym w kwestii zawieszeń w prawach studenta na UJ, o które – według niej – poprosiła Parlament Studentów RP. Drobny szczegół: to my zwróciliśmy się o wsparcie do rzecznika praw studenta w sprawie represji na UJ. Otrzymana opinia prawna, choć poprawna formalnie, analizuje jedynie zgodność podejmowanych przez władze uczelni działań z przepisami prawa. My natomiast dobrze wiemy, że działania rektora i kanclerki stanowią nadużycie prawa i mają charakter czysto polityczny. Na łamach komunikatu wiceministra przypomniała nam o debacie organizowanej na Uniwersytecie SWPS Jak się dziś studiuje w Polsce (na którą niegdyś temu zaproszono jednego z naszych członków jako osobę prywatną) oraz o planie zaproszenia nas w czerwcu na debatę o szkolnictwie organizowanej przez Ministerstwo. Twardo stoimy na stanowisku, że czas na niewiążące debatowanie i prezentowanie swoich stanowisk minął. Z tego względu zdecydowałyśmy, że pojawimy się grupowo w czwartek na debacie, żeby osobiście powiedzieć wiceministrze, jak studiuje się w Polsce. Wiceministra podkreśla swoją związkową przeszłość — może czas przypomnieć sobie, jak rozmawia się ze strajkującą załogą i że masowa produkcja pasywno-agresywnych tweetów nie przystoi poważnej polityczce?

W środę uczestniczyliśmy w posiedzeniu senackiej komisji UW ds. socjalnych. Przedyskutowaliśmy nasze postulaty i przekonaliśmy członków komisji, żeby skierować pytania do władz dotyczące stanu i przyszłości infrastruktury socjalnej Uniwersytetu. Podzielili oni nasz sprzeciw wobec bezczynności władz i pogarszającej się sytuacji na uczelni – w tym momencie oczekujemy na otwarte poparcie naszych postulatów i podjęcie działań wewnątrz instytucji, zmierzających do ich urzeczywistnienia. Komisja wezwała kanclerza do ustosunkowania się do jej pytań — jesteśmy niesamowicie ciekawe, na jakie kłamstwa zdobędzie się tym razem Grey.
W czwartek zgodnie z wcześniejszym postanowieniem wzięłyśmy udział w debacie na SWPS – skoro wiceministra nie zdecydowała się odwiedzić nas podczas okupacji, postanowiłyśmy same się do niej udać. Nasza delegacja jasno przedstawiła nasze stanowisko: domagamy się trójstronnych rozmów z udziałem władz uczelni i przedstawicieli Ministerstwa. Doskonale rozumiemy, że realizacja postulatu dotyczącego otwarcia publicznych stołówek na Uniwersytecie Warszawskim może wymagać dodatkowych środków finansowych, którymi uczelnia może obecnie nie dysponować. Właśnie dlatego podkreślamy, jak kluczowe znaczenie ma utworzenie ogólnopolskiego funduszu stołówkowego, jako rozwiązania systemowego, które pozwoli uczelniom w całym kraju zapewnić dostęp do tanich, pełnowartościowych posiłków. Decyzja o powstaniu takiego funduszu leży w gestii Ministerstwa. Oczekujemy, że resort przestanie unikać odpowiedzialności i podejmie konkretne działania, zamiast ograniczać się do deklaratywnej otwartości. Potrzebujemy rozwiązań, nie pozorowanego dialogu. Politycy mogą obiecać wszystko i rzucać „trwają prace” w nieskończoność. Skoro wszyscy się ze sobą zgadzamy, dlaczego nie możemy usiąść do negocjacji i podpisać porozumienia?

W piątek, wobec braku jakiejkolwiek propozycji negocjacji ze strony władz UW i Ministerstwa, udaliśmy się pod budynek ministerstwa oraz rektorat, aby złożyć oficjalne pisma wzywające do podjęcia wiążących rozmów ze strajkującymi. Pismo do ministerstwa zostało przyjęte bez przeszkód. Inaczej było w przypadku Uniwersytetu – straż rektorska odmówiła wpuszczenia nas do budynku, twierdząc, że potrzebujemy specjalnej zgody (w tym samym budynku składaliśmy wcześniej w tym roku nasze listy otwarte i raport…). Podczas oczekiwania pod rektoratem do pracy przyjechał rektor Alojzy Nowak — po wyjściu z limuzyny schował się za strażą. Próbowaliśmy wręczyć mu pismo i porozmawiać — zamiast ze słynnym dialogiem spotkaliśmy się uderzającą pogardą. Rektor zwrócił się do nas słowami: „wy nie jesteście dla mnie partnerami do rozmowy”, po czym natychmiast wszedł do środka budynku. Władze uniemożliwiły nam złożenie pisma, mimo że mają obowiązek przyjmować oficjalną korespondencję. To jasny sygnał, że nie szanują strajkujących studentów, strajku nie traktują poważnie i wcale zależy im na mitycznym dialogu. To celowe działanie polityczne: władze wiedzą, co robią, chcą strajk przeczekać i zniechęcić studentki do dalszej walki. Kolejny dzień bezczynności i ignorancji ze strony władz ma stłamsić nasz strajk. Oczekujemy, że zarówno władze Uniwersytetu Warszawskiego, jak i Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przestaną unikać odpowiedzialności i usiądą z nami do rzeczywistych, wiążących negocjacji. Doskonale widzimy, że ich strategia to próba przeczekania i wygaszenia protestu poprzez ignorowanie naszych działań. Nie pozwolimy na to — nadal będziemy wywierać presję i domagać się negocjacji.
Rektor próbuje udawać, że nic się nie dzieje i „życie akademickie” toczy się jak gdyby nigdy nic, więc w sobotę 31 maja wybrałyśmy się na promocję doktorską. W odpowiedzi na nasz postulat negocjacji usłyszałyśmy kłamstwo, że „negocjacje trwają”. Pytanie brzmi: między kim? Rektorem a kanclerzem? Kanclerzem a prorektorem? Rektorze! 25 października 2023 r. zapowiedziałeś otwarcie drugiej prowadzonej przez uniwersytet stołówki. Dość umywania rąk i wodzenia społeczności studenckiej za nos.
Reakcje władz UW to symbol głębokiego kryzysu uniwersytetu — zamykanie drzwi przed nosem, niechęć do rozmów i feudalne nawyki, w których estetyka i tytuły są ważniejsze od warunków materialno-bytowych tych, którym na uczelni utrzymać się najtrudniej. Co się stało ze społeczną funkcją uniwersytetu?
Śledź harmonogram wydarzeń otwartych na bieżąco na naszym Facebooku i Instagramie.

